AZ5 – AZ7 Zimowa Wda 2017

Relacja z AZ05 – Zimowa Wda 2017 – dzień 1

Data: 24 marca 2017,  g. 10:00

Rzeka: Wda na odcinku Szlaga – Błędno

Dystans: 17,2 km

Uczestnicy: Konrad, Staszek, Edzia, Karolinka, Agata N., Guma, Ogór, M”Ańka,

Temperatura odczuwalna: -10,3 st.C

Punkty Akcji Zima: 12,3

Były tej zimy wyjazdy w góry na deskę i biegówki, na deszczowe wyspy – rowerem, ale  trzeba w końcu rozpocząć sezon kajakowy! Jest ku temu okazja – coroczna impreza kajakowa Zimowa Wda. Okazja, aby sprawdzić siebie i ciuchy w zimowych warunkach, do nawiązania kontaktów z innymi klubami, okazja do  współzawodnictwa oraz potańcowania! Niektórzy już byli na tego typu imprezach, opowiadają legendarne historie, bynajmniej nie o wyczynach kajakowych… Na imprezie ma być ok. 200 osób, a ja nie przepadam za zatłoczoną rzeką, ale jestem ciekawy kto przyjedzie, jakiego sprzętu preferują kajakarze z innych klubów i czy damy radę jako Habazie z nimi konkurować w przewidzianym wyścigu i kilku konkurencjach.

Poranek zaczyna się od oficjalnych przemówień, które jednak szybko ucina narastająca zawieja śnieżna. Pakujemy się do autobusów, po drodze gubię moich kompanów i w samotności przemierzam sosnowe lasy Wdeckiego Parku Krajobrazowego. Na starcie znów rozstaję się z kompanami z klubu, którzy zziębnięci oczekiwaniem na kajaki bezzwłocznie wodują się, podczas gdy ja dostosowuję do siebie klubowego Prijona Choppera. Wypływam, gdy leniwie z nieba sypie mokry śnieg. W sumie szczególnie nie marznę – oprócz dłoni skrytych w neoprenowych rękawiczkach, które dostałem od Mikołaja na klubowej Wigilii. Na początku w kajaku czuję się nieswojo, zaczynam wiosłować moim całkiem nowym nabytkiem – Rapą w kolorze soczystego mango, która kontrastuje z szarościami pochmurnego zimowego poranka. Po kilkunastu minutach wchodzę w miarowy rytm. Na wodzie przeważają turystyczne jedynki i dwójki oraz  kajaki morskie – kajaków górskich właściwie nie widać. Ptactwa, ani innych zwierząt też nie ma, choć tereny zalesione i urokliwe – widocznie skryły się wystraszone tak liczną obecnością ludzi. Na rzece brak właściwie przeszkód, ale nudno nie jest gdyż krajobraz ciągle się zmienia wzdłuż meandrującej  rzeki. Rozgrzewam się i ręce powoli odmarzają. W oddali rozpoznaję kajaczek ceniącej sobie spokój Karolinki, w której miłym towarzystwie spędzam większość pozostałej trasy.

Na miejscu czeka na nas autobus. W powrocie zagaduję do mojego współpasażera. Okazuje się, że to pan Janek Łucki – weteran kajakarstwa, długodystansowiec, dla którego dzień bez kajaka to dzień stracony. Wdę płynął już ponad 50 razy! Po powrocie oczekiwany obiad, a później planszówki – Dixit, Metro i klasyka wyjazdów kajakarskich – Niagara. Wieczorem zaś  pogawędka z  kolegami z wrocławskiego Wiadrusa i dancing całą noc. Może spływ był krótki, przy tej imprezie ważniejszy jest aspekt towarzyski.

relacja by Guma


Relacja z AZ06 – Zimowa Wda 2017 – dzień 2

 

data: 25.02.2017 r.

trasa: Błędno – Stara Rzeka

dystans: 12,8 km

uczestnicy: Agata, Edzia, Guma, Karolinka, Konrad, Mania, Ogór, Staszek, Szymon

Temperatura odczuwalna: -7,3 st.C

Punkty Akcji Zima: 9,3

 

Jako, że pogoda w pierwszym dniu nie rozpieszczała i przywitała nas śniegiem, wszyscy byliśmy ciekaw jaka aura będzie nam towarzyszyła w drugim dniu pływania. Właśnie dziś mieliśmy uczestniczyć w konkurencjach jakie przygotowali dla nas organizatorzy, a przyznam, że po sukcesach z ubiegłego roku apetyty były ogromne.  Niektórzy liczyli na ładną pogodę, która pozwoli im pościgać się w miłych okolicznościach przyrody, ja z Konradem na mróz, który pozwoli umocnić się w tabeli przodowników AZ:) Niby za oknem lampa i bezchmurne niebo, ale szybka wizyta na stronie pogodynki i już wiadomo, że wszyscy będą dziś zadowoleni!

W dobrych humorach udaliśmy się do autobusów, a następnie na miejsce naszego startu. Już w kajakch pojedynczo i grupami, żwawo bądź ślamazarnie zbliżaliśmy się do miejsca startu dzisiejszych zawodów. (Pewnie chcecie spytać, a cóż to za zawody:] ) Gdy za kolejnym zakrętem ukazał się sędzia startowy, już wiedziałem, że do mety naprawdę niedaleko. Wiedziałem też, jak rozłożyć siły na czas trwania wyścigu, co rok wcześniej nie było takie oczywiste. Startujemy pojedynczo, niecałe pół godziny wiosłowania i oto jest meta. Żądni kolejnych atrakcji szybko udajemy się do autobusów, ale nasz zapał studzą kierowcy na których tradycyjnie przyjdzie nam dość długo czekać. Zresztą “tradycja” to słowo, które dla mnie, chyba nierozerwalnie związane jest z wizytami na Zimowej Wdzie, dlatego też w oczekiwaniu na konkurencje strzeleckie “tradycyjnie” idziemy zrobić trening na plenerowej siłowni. Trening umilamy sobie wspominkami z poprzedniego roku, zadręczając nieobecego Rafała wysyłanymi mu zdjęciami. Oj my niedobrzy!!! Wracamy do ośrodka, szybki instruktaż od Konrada, ubiegłorocznego zwycięzcy w strzelaniu i przystępujemy do swych prób. Po strzelaniu czeka na nas konkurencja tajemniczo zwana “szachami wikingów” (zaintrygowanych odsyłam do wujka googla). Przystępujemy do rozgrywek, lecz niestety siłownia zrobiła swoje, przetrenowane bicepsy i rozchwiany po treningu błędnik sprawiają, że wypadamy dosyć blado przy wypoczętych ekipach. Dzień powoli dobiegał końca, lecz to nie był koniec wrażeń. W oczekiwaniu na wieczorek taneczny, nasze dzielne dziewczyny z zapałem lepiły instalację artystyczną, która również miała podlegać ocenie, zaś męska część ekipy zajęła się ich dopingowaniem (Za wikipedią doping – sztuczne podnoszenie wydolności zawodników).
relacja by Stachu


Relacja z AZ07 – Zimowa Wda 2017 – dzień 3

 

data: 26.02.2017 r.

trasa: Stara Rzeka – Tleń

dystans: 7,8 km

uczestnicy: Agata, Edzia, Guma, Karolinka, Konrad, Mania, Ogór, Staszek, Szymon

Temperatura odczuwalna: -6,3 st.C

Punkty Akcji Zima: 8,3

 

Dzień trzeci XXI Ogólnopolskiego Spływu Zimowego na Wdzie rozpoczął się podobnie jak dzień pierwszy i drugi, od bólu głowy. Znane uczucie zniwelowaliśmy klasycznym podejściem do problemu, czyli śniadaniem z kawą.

Potem trochę ociężale ruszyliśmy na ostatni 8-kilometrowy odcinek Wdy. Rzeka znów zachwyciła nas swym pięknem i zimową scenerią, brzegi pokryte były jeszcze lodem i śniegiem, a w oddali śpiewały poukrywane w drzewach żurawie.

Po spływie spałaszowaliśmy pyszny obiad dostosowany do potrzeb i światopoglądu ucztujących. Stachu wchłoną schabowego, bo nie jest wegetarianinem, a Ci którym zależy na zwierzątkach zadowolili się jarskimi potrawami.

Po posiłku odbyła się część oficjalna kończąca spływ, podczas której organizatorzy ogłosili, że Habazie są najlepsze. Okazało się, że w kompilacji dyscyplin takich jak: wyścigi kajakowe na płaskiej wodzie, strzelanie z wiatrówki, szachy wikingów i kreatywność w budowaniu dzieł artystycznych z chrupek, nie mamy sobie równych. Nie było co prawda alko-konkurencji, ale ją też z pewnością byśmy wygrali.

Z bagażnikami ledwo domkniętymi od wysypujących się medali ruszyliśmy w trasę do stolicy. Za rok pewnie też tu wrócimy i powalczymy o nie gorsze miejsce niż w tym sezonie.

relacja by Ogór

foto Konrad i Guma

AZ7-AZ9 Zimowa Wda 2017

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

AZ – 11 Guma Trip, czyli składakiem do domu

Data: 3 marca 2017,  g. 12:00

Rzeka, akwen: Narew (Serock)→ Zalew Zegrzyński→ Kanał Żerański

Dystans: 24 km

Uczestnicy: Guma

Temperatura odczuwalna: -2,4

Punkty Akcji Zima: 4,4

Relacja z AZ11

Nudno jest wracać z imprezy firmowej autobusem, zwłaszcza, że pogoda zapowiada się niezła, a do domu można dopłynąć kajakiem. Plan jest, aby przebić się aby przebić się przez Kanał Żerański do Wisły i dopłynąć do Przystani Młociny, gdzie mam już rzut beretem do domu.  Zatem w przeddzień spływu, do mojego 150l worka pakuję oprócz stroju smart casual – mój składany kajak. Koledzy z pracy zgadują co przywiozłem – niektórzy typują paralotnię, inni – ponton.

Po całonocnej imprezie większość osób wraca do domu, ale cześć zostaje i podczas spaceru nad Narwią ostrzegają mnie przed zalegającym lodem i dopytują o szczegóły pływania składakiem. A ja składam mój kajak dopiero trzeci raz i zamiast instrukcji po angielsku zabrałem wersję niemiecką… Udało się w końcu wszystko dopasować, może kiedyś zejdę ze składaniem poniżej 1h…

W końcu wypływam, Narew lekko pofalowana, płynę pod wiatr. Postanawiam przepromować się na lewy brzeg, obawiając się, że Zalew Zegrzyński może być zamarznięty i że mogę mieć trudność w przebiciu się do wejścia do Kanału. W razie problemów mam też plan alternatywny – przepłynąć Narwią do Nowego Dworu Mazowieckiego i wrócić do Warszawy Kolejami Mazowieckimi. Mijam stado kormoranów. Na szczęście lód stoi jedynie w zatoczce.

Wpływam na Kanał Żerański, woda jak lustro. Nie ma się do kogo odezwać, są jedynie wędkarze, których jednak nie zaczepiam. Każdy most znakowany jest przez klub piłkarski. Wiosłuję miarowo, żadnych przeszkód, niekiedy wyleci przestraszona kaczka. Wchodzę w trans, przestaję myśleć, zamieniam się w robota do wiosłowania. Obrazy przesuwają się jak bajka w rzutniku Ania. Mijają kolejne kilometry, pogoda coraz lepsza. Dopływam do Warszawy. Nie mogę się doczekać przepłynięcia pod jeszcze świeżą kładką na Kanale Żerańskim. A tu niespodziewanie – lód! Wydaje się cieniutki, taranuję go i rozbijam – przydałoby się dłuższe wiosło. Niestety, pokrywa robi się coraz grubsza, a praca idzie żmudnie. Robi się coraz później i zimniej, kalkuluję, sprawdzam na jakdojadę połączenie do domu. Okazuje się, że 30 m dzieli mnie od przystanku PKP Żerań. Podejmuję decyzję, że pora się wycofać – tuż przed śluzą dzielącą mnie od Wisły. Rozgrzewam się herbatką i solidną porcją chałwy, pakuję kajak do autobusu 705 i po przesiadce w 181 jestem w domu.

AZ11 2017 Guma Trip

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

relacja by Guma

foto Guma