Akcja Zima

 

Zimowe kajakarstwo

„Akcja Zima” to klubowe przedłużenie sezonu kajakarskiego. Członkowie WAKK „Habazie” nie odkładają wioseł z końcem lata. Co roku rywalizują o tytuł najgorętszego kajakarza/kajakarki w  konkursie „Akcja Zima”.

W okresie zimowym spływy spełniające warunki konkursowe są punktowane tworząc ranking najwytrwalszych klubowiczów.

Zachęcamy do śledzenia relacji z zimowych spływów i kibicowania nam przez całą zimę!

 

Spływy Akcji Zima 2019/2020:

AZ04 Wkra 12.01.2019

Data: 12 grudnia 2019
Rzeka: Wkra
Start: Sobieskie
Zakończenie: Borkowo
Dystans: 18 km
Czas trwania spływu: 3,5 h
Uczestnicy: Karolina, Natalia, Generał, Ania, Kima, Broda, Ogórek, Rolmops, Dominik, Marta, Kasia, Żaneta, Wally, Gudan, Daga
Temperatura odczuwalna: 4 st.C

 

Jesień. Kolorowa pora roku, idealna na szybki spływ kajakowy. Trochę chłodno, trochę pochmurno…. ale czy na pewno? Chyba jednak było trochę słonecznych promyków. W każdym bądź razie czy słońce czy deszcz trzeba…yhhhh… popływać. Co z tego, że niedziela? Co z tego, że trzeba było wstać o 8 rano, po sobotnich szaleństwach ze znajomymi do późnej godziny? Zawsze warto wstać, aby choć na chwilę wyrwać się z Warszawskiego pośpiechu, odsapnąć, przewietrzyć pełną myśli głowę i odpocząć właśnie w takich okolicznościach jakimi jest spływ malowniczą rzeką.

Szybka ogarka sprzętu w klubowym magazynie,  trasa na miejsce, rozładunek … wszystko idzie zgodnie z planem. Swoją obecnością spływ zaszczycił sam kierownik akcji zima. Dla takich osobistości oczywiście najlepsze miejsce w kanadzie.
Wystartowaliśmy z Przystani KAJA w Sobieskach. Historia mówi, że w okolicy była puszcza szumalska, w której hodowano konie dla rodziny Sobieskich. Płynąc dalej mijamy stary drewniany młyn. Dalej znajduje się kawałek dogodnego miejsca z barami i przystaniami gdzie można odpocząć przy brzegu. Most kolejowy. Most w Borkowie.
Odcinek, który płynęliśmy, był dosyć szeroki bez zwałek, niczym autostrada. Mimo że nurt był spokojny dawał nam wystarczająco pędu, dzięki czemu nie musieliśmy skupiać się zbytnio na wiosłowaniu, tylko na otaczającej nas przyrodzie oraz obiektach przyrzecznych zmuszających do pewnego rodzaju refleksji.
Po zakończonym spływie powrót na miejsce startu gdzie czekały nas jeszcze dwie atrakcje. Morsowanko oraz saunowanko, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. 

Ta niedziela z pewnością pozwoliła mi odpocząć, zrelaksować się i nabrać sił na kolejny tydzień szaleńczego warszawskiego pędu. Cieszę się, że mam takie miejsce jak klub, gdzie są ludzie którzy podzielają ze mną moje hobby spędzania wolnego czasu na powietrzu a w szczególności na wodzie. Jak to śpiewał Rysiek Riedel, ‘w życiu piękne są tylko chwile’ i to właśnie była jedna z tych chwil które pozostaną w mojej pamięci na całe życie, chwile które będę wspominał z uśmiechem na twarzy.

Autor: Generał

 

AZ03 Tradycyjny Habaziowy Spływ Świąteczny rzeką Świder 26.12.2019

Data: 26 grudnia 2019
Rzeka: Świder (Wola Karczewska – Parking Holiday)
Dystans: 17,7 km
Czas trwania spływu: 3h 16min (z dwoma kabinami i jedna obnoską)
Uczestnicy: Agata N., Mielizna, Guli, Olga G., Ogóreczek, Olga Sz., Jacek M., Dominik K., Wally, Papa-Wally, Mama-Wally, Szymon K., Grześ (gościnnie – niezapisany, nazwisko nie jest tu chyba przypadkowe), Wruu (reprezentant Bystrze), Wruu-juniorka, Marcin R (gościnnie) i Konrad.
Temperatura odczuwalna: -1,8 st.C
Ilość kabin: 1 tradycyjna i 1 extra (chwała Dominikowi)

Zupełnie nieprzypadkowo w tym roku Spływ Świąteczny odbył się tego samego dnia grudnia co w zeszłym roku, jak i dwa lata temu, ale jednak tym razem w czwartek. Hmm …., czy za rok odbędzie się w piątek?? Zobaczymy ;-P
Zmotywowani spaleniem świątecznych kalorii, niewyspani (kto organizuje zbiórkę o 8 rano?), stawiliśmy się dzielnie po sprzęt w klubowym magazynie, żeby już punkt 10.00 być gotowymi do zejścia na wodę nad brzegiem Świdra.
Dodatkową atrakcją był chrzest nowej klubowej kanadyjki, która otrzymała imię „Tradycja”.
Ruszyliśmy spokojnym tempem, rzeka obrodziła w wodę, więc płynęło się bardzo przyjemnie.
Bohaterem naszego spływu okazał się Dominik, który dopełnił klubowej tradycji dwukrotnie. Dziękujemy, Dominiku!
I tak płynęliśmy sobie leniwie, pokonując co jakiś czas drobne przeszkody, popijając herbatki i zagryzając batony.
Sekcja „HABAśmieciara” w osobach Olgi i Ogóreczka, zbierała wszystko czym lokalna społeczność przystroiła rzekę i wyszła tego pełna kanadyjka 🙁
Jako, że tradycja została już dopełniona, a nocka zbliżała się wielkimi krokami, obnieśliśmy bystrze w Józefowie i czym prędzej powiosłowaliśmy w stronę mety, gdzie po sprawnym i szybkim przebraniu stawiliśmy się przy świątecznym stole. Niestety, stawił się również deszcz.
Po szybkim poczęstunku, gdzie każdy z uczestników coś na stół przyniósł, rozjechaliśmy się do domów.

Autor: Konrad
Foto: Konrad

AZ02 Drzewiczka, tor 23.11.2019

Data: 23 listopada 2019
Rzeka: Drzewiczka
Start: Jezioro Drzewickie (początek toru)
Zakończenie: Camping nad Drzewiczką (koniec toru)
Dystans: 0,2km
Czas trwania spływu: 2,5 h (razem z solidnym postojem)
Uczestnicy: Guliwer, Kima, Olga Sz, Qczi, Olga Sz, Kondziu, Grześ, Pan Koza, Anioł, Wally i Grejs (gościnny występ)
Temperatura odczuwalna: -5.4

 

Na Akcji Zima bywam rzadko. Zimna woda nigdy mi nie przeszkadzała, ale spływy nizinne po prostu kojarzą mi się z ciepłem i wakacjami. Co innego kajaki górskie, na których zwykle nie wybieramy momentu pływania – dyktują go poziomy wody. I choć pływanie bez słońca nie ma sensu, trening w postaci wyjazdu na tor był tym razem wystarczająca motywacją. Nie zniechęcił mnie nawet mechanik, który powiedział że mój samochód nigdzie w najbliższym czasie nie dojedzie. W sobotę rano znalazłem się w samochodzie z Kimą i Grejs, okropnie zestresowany że spóźnimy się 5 minut i nie będę pierwsza osoba na wodzie. Okazało się że Kima wrzuciła swoje standardowe tempo podróżne i byliśmy bardzo przed czasem. Na miejscu był już kilka samochodów z kajakarzami z różnych zakątków Polski. Jeśli chodzi o samo pływanie, to było zimno. Potem straciłem czucie w dłoniach i było idealnie. Podziwiam Jeże, które ćwiczył niezależnie od temperatury. Tymczasem Młode Wilki nie młodnieją 🙂 Tym razem oparłem się pokusie moczenia głowy, chociaż ucho niebezpiecznie zbliżyło się raz do powierzchni wody – obwiniam nieprzewidywalny nurt. Po spływie, który zaczął się na zastawce i skończył 200 metrów dalej (przecież nie o to chodzi żeby dopłynąć), zebraliśmy się do samochodów i pojechaliśmy na baseny kajakowe – taki to był dziwnie kajakowy dzień.

fot. Groszek

[AZ] Pętla Stegny czyli HabaŁyżwy 30.11.19

Data: 30 listopada 2019
Rzeka: zamarznięty Tor Łyżwiarski Stegny
Dystans: 16,69 km
Czas trwania ślizgawki: 2 h
Uczestnicy: Albercik, Kasia Kr, Ania P., M’Ania
Temperatura odczuwalna: -5,2

Od paru dni (w zasadzie to tygodni) z niecierpliwością i lekkim podekscytowaniem czekaliśmy na pierwszą w tym sezonie ślizgawkę na naszym ulubionym lodowisku. W piękny sobotni wieczór, czworo śmiałków postanowiło zatańczyć na lodzie, mimo że temperatura spadła nieco poniżej 0.

Pierwsze kilometry okazały się dosyć kluczowe dla bardziej odważnych sekwencji. Jednym z podstawowych elementów naszej jazdy figurowej na lodzie była jazda do przodu przodem i do przodu tyłem. Bardziej zaawansowane były już tylko piruety z elementami zmiany kierunku jazdy co 30 minut oraz nieśmiałe, lecz powtarzające się loop’y (1) płaskie po tafli lodu. To bardzo trudny i złożony element figury, wykonywany przez jednego jakże doświadczonego kajakarza freestyle’owego… W zasadzie wciąż fascynuje mnie ten piruet na plecach dookoła własnej osi podczas spektakularnej wywrotki.  Pozostaje pytanie „JAK ON TO ZROBIŁ?” 🙂

Szczęśliwa liczba tego wieczoru to JEDENAŚCIE !!! 😉 – oznaczająca upadek męskiego gatunku 🙂

Czas upłynął szybko i bardzo miło. Ostatnie okrążenia robiliśmy troszkę z wysiłkiem, ale na lodzie zostaliśmy do ostatniej sekundy. Na zakończenie i z wypiekami na twarzy opychaliśmy się czekoladowymi muffinami, tym samym finiszując udany wieczór.

Do zobaczenia już niebawem na kolejnej ślizgawce z sekcją HabaŁyżwy.

Autor: M’Ania

(1) loop czyli kajakowa figura freestyle’owa m.in. wykonywana na wodzie płaskiej (np. na basenie).  Jest to salto w przód – dwie następujące po sobie świeczki wykonane pod kątem powyżej 70 stopni.  Pierwsza na dziobie, druga na rufie. Zakończenie figury pod kątem poziomym max. 20 stopni w stosunku do kierunku rozpoczęcia figury. A teraz wyobraźcie sobie, że woda była zamarznięta 🙂

fot. Al & M’Ania

 

AZ Morsowanie 17.11

Data: 17.11
Miejsce: Wisła, BeachBarAquatica
Uczestnicy: Kasia, Ania, Karolinka i Broda

Plaża, relaks na leżakach i trzy kroki do wody – Habazie rozpoczęły przygodę z morsowaniem podczas spotkań Cztery pory Wisły.

Dynamiczna rozgrzewka w towarzystwie brodatych żeglarzy, mówiących hipopotamów i czerwonodziobych bocianów. Potem mamy do wyboru trzy krótkie wejścia do wody dla początkujących albo spokojny wiślany kwadransik dla bardziej zaawansowanych morsów. Na koniec relaks na huśtawkach przy ciepłej zupie albo, dla chętnych, w gorącej saunie.

Psst dla ceniących drobne przyjemności: woda w Wiśle jest cieplejsza od górskiej rzeki.

Polecamy habaziowo,
Kasia, Ania, Karolinka i Broda

Autor: Kasia
Foto: Kasia

AZ01 Jeziorka 17.11.19

Data: 17 listopada 2019
Rzeka: Jeziorka
Start: Millenium
Zakończenie: Górki Szymona
Dystans: 8, 58
Czas trwania spływu: 2,5 h (razem z solidnym postojem)
Uczestnicy: Wally, Olga Sz., DJ, Grzesiu, Mania, Darecki, Monia.
Temperatura odczuwalna: 10

 

Poranek siedemnastego listopada przywitał Krainę Jeziorki delikatnym szronem. Cienka, jakby cukrowa warstwa mrozu otuliła gałęzie wierzb, przybrzeżne turzyce i pajęczyny porozwieszane po szuwarach. Zmrożoną, cichą roślinność rzeki zaczęły nieśmiale roziskrzać pierwsze promienie słońca. I chociaż poranny blask intensywnie jarzył się na horyzoncie, wprawny obserwator był w stanie dostrzec, że jesienny jeszcze krajobraz, na jego oczach, przemienia się w zimowy.

W tej feerii mieniącego się brokatu, wśród westchnień wiatru gubiącego się w trzcinach, nad Jeziorką zaczęła budzić się przyroda. Najpierw wstały zziębnięte sikorki. Bystro śmigając między brzegami, szukały porannego pokarmu. Ich donośny świergot przebudził rodzinę kaczek, która skuliła się pod skarpą osłoniętą przed niebezpieczeństwami nocy bezpieczną kratą dzikich jeżyn. Na koniec otworzył oczy ptasi król okolicy – bażant.  Dumnie wyprostowany, wydał z siebie donośne ko-koro wprost w kierunku słońca. Wśród całej przyrody Jeziorki czuć było energiczne i entuzjastyczne poruszenie w oczekiwaniu na pełnię, zapowiadającego się przepięknie, dnia!

Zupełnie inaczej było na Spójni. Jeże w składzie Wally, Olga Sz. i DJ, ziewając i przecierając oczy, jeszcze w zupełnych niemal ciemnościach zaczęły gramolić się po sprzęt. Po jeżowemu przeklinały przy tym pod nosem inicjatora spływu i koncepcji, by znaleźć się na wodzie już o godzinie 9:00. Była 6:50, przypomnijmy – w niedzielę, więc pytanie: „czy warto było szaleć tak?” nasuwało się samo z siebie.

Mimo ewidentnie szalonej pory udało się sprawnie zapakować kajaki i wyruszyć po resztę towarzyszy. Po drodze zgarnęliśmy Grzesia z Mokotowa i Manię z Piaseczna. Kajak Mani był piątym na dachu samochodu, ale z jego stabilnym umocowaniem nie mieliśmy żadnych problemów. W końcu Jeże uczą się logistyki spływowej od najlepszych, a zresztą – daleko nie było  🙂

Na starcie spotkaliśmy się z Dareckimi, którzy pod nieobecność Wielkiego Nieobecnego zdecydowali się dowodzić spływem. Darecki płynął własnoręcznie wykonaną, jednoosobową kanadą. W czasie pokonywania rzeki dał popis rozwagi i równowagi, co niekoniecznie udało się na koniec Grzesiowi. Na wodzie znaleźliśmy się o godzinie 9:15, ze śpiewem na ustach rozpoczynając przygodę.

Pierwsza część wycieczki odbyła się bez większych kłopotów. Rzeka na tym odcinku ciekawie meandruje, jest sporo powalonych drzew. Mimo niskiego poziomu wody, zwałki udało się pokonać w większości dołem. Zaledwie kilka razy zatrzymaliśmy się w krzakach, poza chlapaniem się wiosłami (byle nie po twarzy!) udało się uniknąć moczonka.

Do małego dramatu doszło na wysokości pierwszego jazu, gdzie zaplanowaliśmy postój na drugie śniadanie. Część ekipy zaczęła już wychodzić z kajaków na dość spadzisty brzeg. Grzegorz, dysponujący górską łódką, postanowił spłynąć próg. O mały włos nie zakończyło się to tragedią. Jego kajak został przytrzymany przez potężny odwój, a on sam rozpoczął szaleńczą walkę o życie. Widząca to DJ, chociaż już jedną nogą na lądzie, postanowiła rzucić się w topiel, by ratować towarzysza. Nierozważnie, acz  bohatersko, szczupakiem wpadła do rzeki…

TYLKO, ŻE TAK NAPRAWDĘ  NIE DO KOŃCA TAK BYŁO. Grzesiu łapał za jazem kajak DJ, która w trakcie wychodzenia z łódki straciła łączność z brzegiem. Po honorowej pół-kabinie, zakończonej orzeźwiającą kąpielą, zziębnięta kajakarka została przebrana w profesjonalne whitewater-spodnie. Tak się złożyło, że Darecki miał je w kanadzie (dla Mani, długa historia) – przydały się jak znalazł.

Drugi odcinek rzeki był zdecydowanie spokojniejszy. Mniej zwałek i zakrętów oraz szerszy nurt sprawiły, że można było przestać skupiać się tak mocno na pływanku, za to oddać intelektualnym rozrywkom. Żeńska część spływu odśpiewała Pocahontas i Beatę Kozidrak, zagrały też w – szalenie modne – Imię Konia. Chłopcy dokazywali jak młode jelonki, starając się nawzajem przewracać i pluskać. Oczywiście w granicach rozsądku, jak na rozsądnych kajakarzy przystało.

Zakończyliśmy na Simon’s Hill, wywołując niemałą sensację wśród spacerowiczów  spędzających niedzielne południe w tym uroczym zakątku. Za drugim jazem, który udało się przenieść już bez większych trudności, zdecydowaliśmy się wykonać spłynięcie reprezentacyjne, w szyku honorowym, przez środek Simon’s Pond. W burzy oklasków rozentuzjazmowanych mieszkańców Piaseczna, w blasku glorii i chwały, dopłynęliśmy stawem niemal pod sam parking. Już na pożegnanie z Jeziorką, dowcipem popisał się Wally. Zepchnął na środek bajorka kajak Grzesia, za co ten – wrzucił jego łódkę w krzaczory. Śmiechom nie było końca 🙂

Podsumowując – był to bardzo udany początek Akcji Zima. W pysznych humorach i z dawką pozytywnej energii, wyczekujemy kolejnych, kajakarskich przygód!

 

Autor: DJ

Zdjęcia: Monia, Wally

 

P.S. Wszystkie wymienione na początku ptaszorki udało się spotkać podczas spływu.

Obserwacja ornitologiczna: bażanty, sikorki (w tym czubatka), sójki, sroki, kaczki krzyżówki.

 

P.S.2 Zebrane śmieci: puszka po piwie. Rzeka była zaskakująco czysta w korycie, gorzej na brzegach 🙁

AZ13 Bystrze 9.03.19

Data: 9 marca 2019
Rzeka: Świder
Dystans: 4km Bystrze / Dominik 8km + bystrze
Uczestnicy: Dominik, Grześ
Temperatura odczuwalna: 0,5

 

I znów Świder 🙂

Pod koniec AZ 2019 postanowiliśmy z Dominikiem pokręcić się na naszym bystrzu.

Dominik wstał kapkę wcześniej i spłynął rzeką z Wólki Mlądzkiej do umówionego miejsca.

Ja z lekkim niedoczasem dotarłem na Bystrze i po szybkiej przebiórce ruszyłem na wodę.

Dodam, że Dominik w oczekiwaniu na mnie spotkał Jasia, nowego właściciela Riversquad-u znajdującego się w Mlądzu (taka mała reklama), który dotrzymał mu towarzystwa do mojego przyjazdu.

Woda zimna motywuje do nie wywracania się.  Trening czas zacząć: bokiem, tyłem, przodem, byle jak najdokładniej.

Dominik walczył z całych sił 🙂 w końcu jednak musiał uciekać do rodzinki.

Ja zostałem nieco dłużej by w kroplach deszczu z wiatrem w twarz walczyć do końca 🙂

Mimo niesprzyjających warunków bardzo fajne i owocne pływanie, szkoda, że było nas tak mało.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku warunki będą lepsze i frekwencja również dopisze.

Do zobaczenia za rok!

 

Autor : Grzesio

Zdjęcia : Grzesio

Przepraszam za skromną galerię ale zdjęcia robił głównie Dominik.

Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i uzupełni wpis osobiście.

3majcie za niego kciuki!

AZ12 – Zimowa Wda 2019 (3 dni)

Dzień 1
Data: 1 marca 2019
Rzeka: Wda na odcinku Szlaga – Błędno
Dystans: 16,9 km
Uczestnicy: Szymon, Ogórek, Wtopa, Karolinka, Madzia, Konrad, Pestka
Temperatura odczuwalna: -0,6 st.C

“Gdy cię złoszczą śniegu braki, zamień narty na kajaki…”
Jak co roku silna reprezentacja Habazi odpowiedziała na zaproszenie KTW Celuloza Świecie i wybrała się na dłuższy weekend w urocze Bory Tucholskie, do Tlenia, na XXIII Ogólnopolski Zimowy Spływ Kajakowy “Wda 2019” im. Bolesława Białkowskiego.
Spływ ten jest piękną tradycją integrującą przeróżne środowiska wodniackie z całej Polski, ale również zupełnie uczciwą rozgrzewką dla tych, co jak ja troszkę przespali Akcję Zima.
Dzień zaczęliśmy umiarkowanie wcześnie lub raczej zupełnie późno (zależy jak mierzyć, bo między tymi co ostatni poszli spać, a tymi co pierwsi wstali jakoś nie było dużej różnicy). Wszystko zaczęło się od oficjalnego otwarcia przez organizatorów, ostatnich dylematów w co się ubrać (prawie lato) i co ze sobą zabrać na wodę (wszystko!) i już koło godziny 10 udaliśmy się do autokarów, które zawiozły nas na start pierwszego odcinka.
Spływ zaczęliśmy w całkiem sporym tłumie na rzece, ale w pięknych promieniach słońca. Skoro dolina Wdy jest tak piękna na przedwiośniu, to w pełni sezonu słusznie ściąga tłumy kajakarzy.
W miarę upływu wody pod wiosłem spływ nam się rozciągał, można było spędzić długie minuty prawie sam na sam z przyrodą między kolejnymi zakolami rzeki. Na odcinku od Szlago do Błędna Wda robi śmieszną rzecz:

I my to płynęliśmy 😉
W międzyczasie zmieniła nam się pogoda, mieliśmy nawet trochę zimy w postaci śniegu, ale raczej wszystko w marcowych garncowych standardach. Nasza drużyna płynęła trochę z przodu, trochę w środku. Konrad zaczął na samym końcu, ale morskim kajakiem szybko wszystkich wyminął, również zieloną latarnię.
Dla mnie dużą wartością dodaną tej imprezy jest możliwość pływania z asami polskiej turystyki kajakowej – wciąż aktywnymi seniorami, z uśmiechem wyprzedzających nasze małe łódki w wyścigówkach na wiosłach łyżkach. Jak na nich patrzę, to po cichu marzę, że ja też tak dam radę za 50 lat. Oby klimat rzekom i lasom sprzyjał!
Ostatecznie wszyscy szczęśliwie dopłynęli i tylko z 1,5 godziny czekaliśmy w autokarze na ostatnie osady. Po przyjeździe do ośrodka był pyszny obiad, potem dziewczyny wybrały się do SPA, a dalsza część wieczoru to już tradycyjne gry i zabawy.

by Karolinka

Dzień 2
Data: 2 marca 2019
Rzeka: Wda na odcinku Błędno – Czarna Woda
Dystans: 12 km
Uczestnicy: Szymon, Ogórek, Wtopa, Karolinka, Madzia, Konrad, Pestka
Temperatura odczuwalna: -4,2 st.C

Nieco zmęczeni i niewyspani po wrażeniach dnia poprzedniego, dzień drugi rozpoczęliśmy od wspólnego śniadanka (zostało nawet jeszcze kilka pączków po tłustym czwartku). Byliśmy nieco rozczarowani faktem, że drugiego dnia nie ma już konieczności ponownej weryfikacji uczestników spływu, którą tak bardzo lubimy. Podczas weryfikacji na Ogólnopolskim Zimowym Spływie na Wdzie można podpisać regulamin spływu, zapoznać się z 4 załącznikami do regulaminu, pobrać karteczki na podstawie których dostaje się obiad (na kartki), odebrać karty do głosowania w konkursie fotograficznym, który potem się nie odbywa, dostać zalaminowany numer startowy oraz gadżet! ze spływu (w tym roku była to niezniszczalna torba materiałowa i bidon). Niestety okazuje się, że taka weryfikacja odbywa się tylko raz podczas całego spływu zimowego (tak samo zresztą jak uroczyste otwarcie i zamknięcie spływu). Niektórzy zawiedzeni brakiem drugiej weryfikacji uczestników postanowili w ramach rekompensaty jeszcze raz przeczytać regulamin spływu i jego cztery załączniki.

Po porannych emocjach pojechaliśmy autokarem na kolejny etap spływu. Piękno rzeki wprawiło nas w zachwyt, ale nie traciliśmy czujności przed wyścigiem kajakowym, który tradycyjnie odbywa się drugiego dnia na odcinku 3,3 km. Podczas samej rywalizacji każdy dał z siebie tyle ile chciał, ku chwale drużyny i dla własnej satysfakcji. Niektórzy płynęli wolmo, inni szypko, ale nikt nie płynął w ogóle. Za to Pestka uplasowała się na podium, bo tego roku postanowiła dać z siebie tyle, ile fabryka dała. Niestety organizatorzy postanowili zdyskwalifikować naszą reprezentantkę z powodu braku kamizelki, co było niezgodne z czytanym przez nas rano, a podpisanym dnia poprzedniego na weryfikacji, regulaminem spływu (tak samo zresztą jak spożywanie alkoholu na wodzie).

Na mecie ci, co nie mają litości dla świnek wciągnęli kiełbaskę popijając ją herbatą, reszta obeszła się smakiem. Potem Wtopa biegusiem wróciła do ośrodka, a my przyjechaliśmy autokarem. Po obiadku na kartki pograliśmy w nową grę na rzucanie i liczenie. Pestka i zaprzyjaźniony reprezentant klubu Morzkulc – Sławcio, zachwycili nas swoją wolą rywalizacji, zdolnością szybkiego liczenia w pamięci i precyzją rzutów. Zadowoleni z siebie i najedzeni oddaliśmy się sobotniej imprezie.

by Ogórek

Dzień 3
Data: 3 marca 2019
Rzeka: Wda na odcinku Czarna Woda – Tleń
Dystans: 9 km
Uczestnicy: Ogórek, Wtopa, Karolinka, Madzia, Pestka, Szymon i Konrad i Sławcio
Temperatura odczuwalna: -2,4 st.C.
Uszkodzonych Skod: 1 szt.

Dawno, dawno temu, bo dwa tygodnie temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i rzekami i trzystu dwudziestoma siedmioma kilometrami, w znanym i lubianym Tleniu, spotkało się rano sześciu Habazi, jeden Morzkulc i jedna Pestka, żeby po raz trzeci w ten piękny przedłużony weekend spłynąć ostatni etap Zimowej Wdy.
Etap może nie najdłuższy, ale bardzo urokliwy i w sam raz na niedzielne zakończenie trzydniowego pływanka i szybki powrót do domu.
Zeszliśmy na wodę przy promykach przebijającego się słoneczka, “podbiliśmy karty” u sędziego na starcie odcinka i w drogę.
Płynęło się bardzo sprawnie, woda stawiała opór tylko pod piórem, więc po czterdziestu sześciu minutach i dwudziestu sekundach byłem na mecie. Niestety malowniczy opis rzeki znam tylko z ustnego przekazu pozostałych uczestników, bo nie było czasu na zwiedzanie i podziwianie 😛
Kiedy cała nasza ekipa zameldowała się na mecie, załadowaliśmy kajaki na dachy i ruszyliśmy na obiad i uroczyste zakończenie spływu.
Rywalizację zakończyliśmy w tym roku na drugim miejscu w klasyfikacji drużynowej.
Było wspaniale. Pewnie jeszcze wielokrotnie tam wrócimy – w kamizelkach 😀

by Konrad

Foty: Magda, Karolinka, Konrad

AZ11- Świder/Bystrze 17.02.19

Data: 17.02.2019 (niedziela)
Rzeka: Świder(ul. Mlądzka w Mlądzu) bystrze w Józefowie
Dystans: ok. 8 km
Uczestnicy: Grześ, Dorotka, Dominik
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: 2,7

 

W zeszłym roku z racji niskiego stanu wody i wszechobecnej suszy, wcześniej często przez nas odwiedzany Świder i bystrze w Józefowie stał się miejscem niemal zapomnianym.
Na szczęście w tym roku było kilka takich dni w których warunki były na tyle dobre, aby chwilę się pokręcić, rozruszać zastane mięśnie i przypomnieć sobie po zimie podstawy.
Na rozgrzewkę zaczęliśmy jednak kilka kilometrów wyżej w Mlądzu, aby nie był to dzień spędzony jedynie na bystrzu.

Rozwózka, sprzęt, przebieranki, kilka fotek i w drogę.

Trasa dobrze znana i lubiana, również przez spacerowiczów i wyprowadzaczy zwierząt domowych 🙂
Pierwsze grille i ogniska, świergot ptaków to zapowiedź zbliżającej się wiosny.
Po rozgrzewce przyszedł czas na bystrze i tu szybka weryfikacja umiejętności, pierwsze wywrotki i kabiny a także akcje ratownicze.
Dorotka pokazała że jak chce to potrafi szybko pływać, a Dominik, że woda nie była wcale taka zimna 🙂
Znalazła się również chwila na freestyle i wygłupy, co tu dużo mówić, pełen pakiet.

Po przebierankach czekała nas jeszcze tylko przejażdżka po auto Dominika i mogliśmy spokojnie wrócić do domu na ciepłą herbatkę.

 

Autor: Grzesio

galeria: Grzesio

AZ10- Świder 13.01.19

Data: 13.01.2019 (niedziela)
Rzeka: Świder
Dystans: ok. 10 km
Uczestnicy: Grześ, Dominik
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -8,6

 

Świder to jedna z rzek najczęściej pływanych na AZ z racji bliskości od Warszawy.

Tym razem zaczęliśmy spływ z Woli Karczewskiej, poranek należał do tych deszczowych, a aura ogólnie była raczej przygnębiająca.

Nam to jednak nie przeszkadzało i z uśmiechami na twarzach rozwieźliśmy auta, po czym zaczęliśmy przygotowania do zejścia na wodę.

Po paru chwilach zaczęliśmy wiosłowanie po krętej rzece. Początek trasy odrobinę zwałkowy, potem stawał się jakby spokojniejszy, z mniejszą ilością przeszkód i jednocześnie szerszy.
Mieliśmy sporo czasu na pogaduchy i heheszki (czasem łapiąc jakąś cofkę czy malutkie bystrze), obserwację przyrody, a momentami wsłuchiwanie się w otaczającą nas ciszę.

Spływ zakończył się pod mostem w Mlądzu, tam też czekało na nas auto, którym wróciliśmy na miejsce startu.

Osobiście uważam ten wypad za bardzo udany, taki kameralny, spokojny i bez „przygód”.

 

Autor: Grzesio

Foto: Grzesio

 

 

AZ-Łyżwy 20.01.19

Data: 20.01.2019 (niedziela)
Rzeka 🙂 Tor Stegny
Dystans: ok. 5 km
Uczestnicy: Grześ, Dorotka
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: bez klasyfikacji

 

Habałyżwy w zestawieniu Dorotka i Grześ to głównie marudzenie w stylu „co my tu robimy?”, „daleko jeszcze?” czy  „ile można się tak kręcić w kółko?”

Mimo wszystko staraliśmy się z uśmiechem na twarzach poudawać, że umiemy jeździć na łyżwach i przy tym jeszcze dobrze się bawić 🙂 (zwłaszcza Dorotka hahaha i hohoho)

Tak więc po porannym morsowaniu udaliśmy się na tor Stegny aby pomarudzić na problemy z parkowaniem, długą kolejkę do kasy (tuż przed którą zorientowaliśmy się że nie mamy gotówki a przecież kartą się nie da:/),ciasne buty i kolejkę do wypożyczalni oraz wcześniej wspomniane mocno niepojęte kręcenie się w kółko w tłumie ludzi.

I tak po obserwacji kilku efektownych wywrotek, zmianach kierunku w kręceniu się w tłumie i kolejnych kilku wywrotkach stwierdziliśmy że na nas już czas bo w końcu ile można… 🙂

 

Autor : Grzesio

Zdjęcia : Grzesio

 

AZ-Morsowanie 20.01.19

Data: 20.01.2019
miejsce: Jeziorko Czerniakowskie

Dystans: 3 x 5 min, 2 x 15 min
Uczestnicy: Karolinka, Grześ i Broda
Widownia – Paluszki i DD
Ilość kabin: brak
Temperatura odczuwalna: Zdania są podzielone

Weekend był basenowy, więc wieczory zajęte i nie za bardzo opłacało się jechać gdzieś dalej na spływ. Grześ zaproponował morsowanie nw niedzielę. Po małych negocjacjach odpuścił zbiórkę bladym świtem, do Warszawy zawitała ta ładniejsza zima – ze słońcem i mrozem (smog gratis), szczęśliwie zdrowie akurat dopisywało – no nie było powodów, żeby nie spróbować.
Na plaży nad Jeziorkiem był naprawdę spory tłumek półnagich truchtających ludzi i pojedyncze opatulone jednostki z czerwonymi nosami. W wodzie, w sporym przeręblu stała grupa podejrzanie zadowolonych ludzi z rękami w górze. Wszystko to składało się na dość surrealistyczny obrazek, upiększony styczniowym słońcem.
Wciąż trochę się zastanawiałam czy to na pewno jest najlepsze co mogę robić w niedzielne przedpołudnie, Grześ kończył jeść śniadanie / obiad, a Broda tłumaczył co i jak i obiecywał, że będzie fajnie.
Przystąpiliśmy do rozgrzewki – każdy na miarę swoich możliwości, a nastąpcie z większą lub mniejszą godnością ruszyliśmy do wody. Tu od razu zaznaczę – odczucia są bardzo intensywne i różne, ale żadnego z nich nie można nazwać marznięciem. Po bardzo kilku minutkach wybiegłam z wody i nadal nie było mi zimno. Trochę potruchtałam, podzieliłam się wrażeniami z naszą widownią i znów wróciłam do wody, już odrobinę pewniej. Chłopaki byli zdecydowanie dzielniejsi i wytrwalsi, ale też w końcu wyszli.
Przebraliśmy się, wypiliśmy herbatkę, postaliśmy na słońcu wciąż czując znacznie więcej ciepła niż powinniśmy. I tyle.

Autor: Karolinka
Fot. Aneta Tomkiewicz, Dorotka

 

 

 

 

AZ09 Jeziorka 5-6.01.2019

Dzień 1

Data: 05.01.2019 (sobota)
Rzeka: Jeziorka
Dystans: ok. 3 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek N., Maciek, Szpaku
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -10,3

Dzień 2

Data: 06.01.2019 (niedziela)
Rzeka: Jeziorka
Dystans: ok. 4 km
Uczestnicy: Agata, Grześ, Tomek N., Maciek, Szpaku
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -16,8

Śniegu trochę napadało, a w niedzielę chwycił mrozek – postanowiłam wykorzystać tę piękną aurę na pływanie kajakiem (bo dawno nie pływałam). Grzesiek zorganizował dwudniową Jeziorkę z biwakiem, ale aż takim hardcorem to ja nie jestem. Jeden dzień pływania mi wystarczy. Umówiliśmy się, że dołączę w niedzielę w okolicach miejsca biwaku.

Dojechałam na umówione miejsce nad rzeką bez problemu i po chwili przypłynął Grzesiek ciągnąc za sobą „fristajlówko-bagażówkę”, którą zostawiliśmy u mnie w samochodzie, żeby nie musiał ciągnąć jej przez resztę trasy. Po chwili pojawili się pozostali Panowie czyli Tomek oraz Maciek i Szpak (koledzy Grzesia). Towarzyszyła im też jedna kobieta, choć trochę niekompletna – składała się głownie z piersi.

Poprzedni dzień i noc został mi krótko zrelacjonowany. Było fajnie, trochę zimno (szczególnie w nocy) i trochę wiało (nad ranem). Było ognisko, był kociołek i inne męskie atrakcje…

Ruszyliśmy. Nie za szybko. Koledzy na szklanej dwójce mieli takie hobby, że co jakiś czas wysiadali na brzeg i przenosili sobie kajak o drzewko lub dwa dalej. Co kto lubi 🙂 My w tym czasie płynęliśmy sobie leniwie od czasu do czasu przeskakując jakąś zwałkę. Trasa krótka, przyjemna, ale nie nudna – w sam raz na akcję zima. Jedno drzewko nie dało się przeskoczyć, a przynajmniej nikt nie chciał sprawdzać czy się da w tych warunkach. (A co jak się okaże, że się nie da?!) Tu my też sprawdziliśmy czy fajnie jest chodzić po brzegu z kajakiem. Całkiem fajnie, ale jednak wolę pływanie. Zrobiliśmy sobie przy okazji krótką przerwę na herbatkę i selfika i po chwili polecieliśmy dalej w kierunku mety.

Na mecie czekała dostawa ciepłej herbatki. Szybkie odzyskanie samochodów, pożegnanie i każdy pojechał do domu. Kolejny spływ AZ za nami. Do następnego!

Autor: Agata
Zdjęcia: Grzesio

 

 

 

 

 

 

 

AZ-07 Bystrze 26.12.18

Data: 26.12.2018 (Środa)
Rzeka: Świder (most kolejowy-Holiday Inn)
Dystans: ok. 2 km
Uczestnicy: Grześ
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -6,1

Środa, drugi dzień świąt piękna szaruga za oknem, czemu więc nie wyskoczyć na chwilę nad wodę. Miejsce wszystkim dobrze znane i lubiane, o tej porze roku rzadko odwiedzane. W tym roku wody w Świdrze jak na lekarstwo, nawet podczas kursu było jej mniej, trzeba więc korzystać. Mokro, zimno, nie chce się wyjść z auta, w końcu jednak się przemogłem i zszedłem na wodę po wcześniejszej rozgrzewce.

I tak troszkę ćwiczeń na bystrzu, promowania, trawersy, wyjścia na nurt. Nie był bym jednak sobą gdybym choć przez chwilę nie po pobawił się freestylowo, w końcu taki kajak zabrałem. I tak co jakiś czas dmuchając i chuchając w ręce na przemian z ćwiczeniami doczekałem się ekipy, która w tym czasie płynęła z Woli Karczewskiej. Jeszcze parę minut zabawy i pognałem za resztą pod Holidaya, przywitałem się z morsami i z wody 🙂

 

Autor: Grzesio

Zdjęcia: Dorotka, Grzesio

AZ-08 Nietradycyjny spływ świąteczny

Data: 26.12.2018 (środa)
Rzeka: Świder (Wola Karczewska – Holiday parking)
Dystans: 17,7 km
Uczestnicy: Olga G., Mielizna, Ciastek, Guli, Ruru, Żabeł, Zoha i Konrad
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -6,1

W tym roku, zupełnie ta samo jak w poprzednim, Spływ świąteczny wypadł w środę 🙂
Udało się zmobilizować uczestników, żeby zacząć wcześniej i pomimo świątecznego rozleniwienia wszyscy punktualnie o 8:00 stawili się w magazynie, żeby po przepaku na 2 auta ruszyć na ulubioną atrakcję świąteczną, czyli Świder.
Droga dłużyła się strasznie, rozdzieliliśmy się na 2 grupy, żeby sprawdzić, którą trasą będzie szybciej ;-P
Po drodze podziwialiśmy powstającą południową obwodnicę Warszawy, śp. lotnisko w Góraszce i kilka innych rzeczy.
I jak się okazało – przez Zakręt i Wiązowną jest szybciej.
W czasie, gdy z Ciachem rozwoziliśmy fury, oczekująca drużyna ubrała choinkę, bo to w końcu Spływ świąteczny. Hoinka ubrał się sam 😛 I tym sposobem było bardzo świątecznie.
Na wodę, we wspaniałych nastrojach, zeszliśmy punktualnie o 9:38 i treningowym tempem ruszyliśmy „ku przygodzie”.
Zabraliśmy Hoinkę ze sobą.
Tempo było wyścigowe, napotkaliśmy kilka przeszkód, kilka razy dogrzewaliśmy się herbatkami i tak dopłynęliśmy do bystrza w Józefowie/wiu, gdzie dzielnie fristajle trenował Grzesio, a z brzegu kibicowała mu zmarznięta Dorotka.
Udało nam się namówić ich na wspólne, krótkie biesiadowanie na mecie i już po kilku zawiosłowaniach siedzieliśmy przebrani w suche ubranka przy świątecznym stole, gdzie gościły ciasta, bigosy, pierożki, pierniczki i wiele innych smakołyków, oraz herbaty świata. Gościnnie dołączyli do nas Ewa z Rafałem i Gosią.
Popływane, pojedzone, świąteczne kalorie przepalone, można wracać do domów.
Niestety z lekkim niedosytem, bo w tym roku nikt nie zrobił tradycyjnej kabiny 🙁 Może w przyszłym roku ……. Zobaczymy 😉

Autor: Konrad
Foty: Konrad