AZ-21 Jeziorka

Data: 21.01.2018 (niedziela) g. 10:00
Rzeka: Jeziorka (Górki Szymona – Chylice)
Dystans: ok. 5 km
Uczestnicy:  Dorota, Grzesio, Tomek N.
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -7,4

W niedzielny poranek, dla odmiany, obieramy stary sprawdzony kierunek – Jeziorka z Millenium do Górek Szymona. Jest to szybka, wdzięczna trasa w sam raz na testy nowego sprzętu. Przyrzeczne moczary są pięknie zamarznięte. Brzegi rzeki oprószone są śniegiem, a drzewa i szuwary pokryte lodem. Uroku dodaje również brak ludzi. W tych przepięknych okolicznościach przyrody płynie się bardzo przyjemnie. Po drodze mamy okazję podziwiać bażanty oraz inne, przyrzeczne ptactwo – niestety ornitologiem nie jestem, więc nie wymienię dokładnie gatunków. Lód miło skrzeczy poruszany falkami wywoływanymi przez płynące kajaki. Po drodze wymieniamy się wrażeniami z pływania tak różnymi kajakami. Czas szybko płynie i po kilkudziesięciu minutach, dopływamy do mety. Tomek zrobił nam psikusa i na końcu wydłużył sobie trasę płynąc Perełką. Tempo było dość szybkie, więc rozgrzani dotarliśmy do Chylic. Jeszcze ciepli wsiedliśmy do aut i odjechaliśmy, aby dalej cieszyć się tak pięknie rozpoczętym dniem.

 

Autor: Dorota Derlatka
Foto: Grześ

 

 

AZ10 – Wisła

Data: 20.01.2018 (sobota)
Rzeka: Wisła (HOW– Most Siekierkowski-HOW)
Dystans: ok. 9 km
Uczestnicy: Kasia Kr, Mateusz L, Marta G
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -4,1 st.C

Sobotni poranek zaczął się dla mnie dosyć wcześnie, ponieważ (wyjątkowo) postanowiłam porządnie przygotować się do pływania, Spakowałam tyle rzeczy, ile standardowo zabieram na tydzień i w drogę – do HOWu!

Kasia wyznaczyła godzinę spotkania na 9.00, radośnie szukaliśmy jakiegoś kajaka, który może nie ma w sobie tony lodu, no ale na szczęście po około pół godziny udało nam się. Ze względu na planowane płynięcie pod prąd postawiliśmy na kajaki czerwone, żeby było trochę łatwiej i szybciej (niestety byliśmy troszkę ograniczeni czasowo). Mateusz, jako pierwszy śmiałek postanowił zjechać ze  zbocza portu czerniakowskiego, trochę zapominając przy tym, że w sumie jest śnieg (+10 do poślizgu), a na dole, tuż przed progiem zjazdu czyha na niego kłoda (+10 do wybicia). Wyskoczył (prawie) jak Stoch (zachowując klimat popularnych ostatnio skoków), ale dzięki habaziowemu kursowi wyratował się z opresji w jakiej postawiła go zaistniała sytuacja. Po skoku Mateusza wraz z Kasią postawiłyśmy na zejście trochę niżej i ruszyliśmy podziwiać Warszawę z tej lepszej perspektywy.

Trasę pokonaliśmy całkiem sprawnie, Konrad udzielił nam kilku porad, co by tu zrobić, żeby się nie narobić i tym sposobem, nawet niespecjalnie odczuliśmy kiedy płynęliśmy pod prąd, a kiedy już wracaliśmy (choć być może to sprawa czerwonych kajaków?). Po drodze złapał nas śnieg, tworząc bardzo ładny krajobraz i (jak zauważył Mateusz) ciekawie zaburzając perspektywę.

Po około 1,5-2 godzinach, bez większego pośpiechu, wróciliśmy do portu, sklarowaliśmy sprzęt (a raczej Kasia i Mateusz sklarowali, bo ja musiałam udać się na poszukiwania promotora-widmo, za co bardzo serdecznie dziękuję :-)), a następnie każdy udał się w swoją stronę. Było super!

AZ09 – Śryż na Wkrze

Data: 14.01.2018 (niedziela) g. 09:30
Rzeka: Wkra (Sobieski – most kolejowy Popielżyn Zawady)
Dystans: ok. 12 km
Uczestnicy: Konrad, Madzialenda, Agata N., Edzia, Dorota, Grześ, Wtopa, Guma, Broda, Karolinka
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -16,2

W najzimniejszą jak dotąd niedzielę 2018 roku nie było łatwo. Jakaś straszna jędza wyznaczyła godzinę zbiórki w HOW o 8, a na starcie w Sobieski o 9:30. W efekcie tylko skład Komandora AZ był na miejscu na czas, może dlatego, że miał najbliżej. Pozostali się bardzo starali albo musieli zatankować kawę.

Ponieważ wbrew prognozie słońce jakoś nie wychodziło, wiatr wiał dalej i było dość paskudnie, zgodnie podjęliśmy decyzję o skróceniu trasy do mostu kolejowego. Po rozwiezieniu samochodów i/lub rundzie hula hop zeszliśmy na wodę.
Wkra przywitała nas śryżem i śpiewającym lodem. Dźwięki upiorne, wrażenia bardzo mocne, wiatr zimny i pagaj mocy ciężki i wielki. No ale przecież wszyscy czekali na prawdziwą Akcję Zima, więc wesoło powiosłowaliśmy łatwą, prostą i przyjemną Wkrą, ignorując, że wiatr czasami zatrzymuje nas w miejscu, a woda gęstnieje pod wiosłem.

Wyjątkowo groźnym i podstępnym miejscem okazał się stary młyn na wysokości Krajęczyna – z wody wystawały aż 2 wielkie kamienie! Warto również wspomnieć o kołku na środku rzeki tuż przed mostem w Jońcu – na szczęście Konrad czuwał i na czas ostrzegł załogę kanady przed tymi strasznie niebezpiecznymi miejscami.
Mimo tych emocji wcale nie robiło się cieplej, kajakarze powoli pokrywali się lodowym lukrem, śryż gęstniał coraz bardziej, a pagaj mocy nie robił się lżejszy.

Po 2 godzinach z kawałkiem dopłynęliśmy do mostu kolejowego i naszych samochodów. Pozostało szybko się pozbyć lodowego lukru, przebrać, rozgrzać, spakować, zebrać i wrócić do Warszawy. Ten końcowy etap naszej wyprawy sponsorował rosół Wtopy i działające ogrzewanie w złotej strzale.

Lekcja z Wkry: na takie zimno kanadyjka lepsza od kajaków

Autor: Karolinka

AZ08 – Szybka Jeziorka

Data: 23 grudnia 2017,  g. 8:00
Rzeka, akwen: Jeziorka (Millenium – Górki Szymona lub wg googla „shimona hills”)
Dystans: 8,1 km
Uczestnicy: Star, Grześ, Konrad
Temperatura odczuwalna: -7,7 st.C

Było ich trzech
W każdym z nich inna krew
Ale jeden przyświecał im cel
Za godzin dwie załadować na dach
Kajaki i
Po karpia gnać…
Jeziorki łyk
I wiosłować wciąż w dal
Niecierpliwy w nich ciskał się duch
Grześ dostał w kość
Konrad zamoczył de
Coś działo się…
Poróżniła ich
Bo na środku konar tkwił
Zastawka ta
Lecz po lewej dało się
Jacek siłę tylko miał
Na jeden raz
A młodziakom mało tak
Zanieśli na górę znów
Kajaki swe
Żeby trochę lepszym być
Cwany Konrad Grześkowi
Nie zrobił zdjęć…
To już koniec był
Deszcz paskudny zaczął lać
Na Simon Hills
Lecz na szczęście toitoi stał
I tam miło skończył się
Nasz dzielny spływ.

Autor: Jacek Starzyński
PS
Na melodię „Autobiografii”, ale na upartego może być i „Jolka, Jolka”.

AZ01 – Akcja Zima z innej strony!

Kiedy: 11.11.2017
Co: Opieka
Gdzie: Warszawa/Otwock
Skład: Ewa, Gosia
Punkty Akcji Zima: 1 🙂

Kiedy na świecie pojawia się mały człowiek organizacja różnych wydarzeń dla pary zaczyna być bardziej.. wymagająca. Najłatwiej podzielić się w sposób następujący: jedno ma wychodne, jedno siedzi z dzieckiem. I tak też stało się tym razem. Mnie przypadła opieka nad naszą córką, a Rafał z wielkim bananem na twarzy spakował kajakowy wór (warto wspomnieć, że Gosia dzielnie pomagała tacie w pakowaniu), wziął wiosło i zatrzasnął za sobą drzwi.

Kiedy zostałyśmy same nasz dzień wyglądał dość typowo: o kupa, to chodź Gośka – przebiorę Cię. No weź nie kop. Dobra, udało się. Ale pięknie stoisz! No to może coś zjesz? Kaszka manna? Robi się. Przestań pluć. Już nie chcesz? No to koniec, nie będziesz rozrzucać jedzenia po podłodze. To co teraz zrobimy? Pojedźmy do babci do Otwocka. Podróż całkiem przyjemna – dziecko zasnęło w foteliku. Jesteśmy. Powiedz: ba-ba! (papamamaaa…tata…. Ba……) No prawie.  Ale dużo miejsca (słychać oddalanie się czworakującego dziecka)! Gdzie jesteś? Przestań jeść ten papier! Zostaw tę książkę! Nie idź tam (trzaśnięcie drzwiami). Chcesz jeść? No to może teraz pierś. No to teraz druga. Nie gryź! Siku zrobiłaś? O, kupę też. No to przebieramy. Zostaw tę pastę. Zostaw tę szczotkę. Ufff, babcia popilnuje! Znowu stajesz? Brawo ty! Przestań jeść ten magnes z lodówki. Nie dawaj jej cukru! To może się napijesz? Pobawmy się klockami. Patrz jaki piękny domek. O, już nie. Dziękuję, bardzo ładnie burzysz. To może teraz spróbuj powrzucać klocki do pudełka. Sprzątamy i wracamy do taty. Pa pa!

Przyznaję, część szczegółów pominęłam. Ale muszę Wam powiedzieć – fajnie tak spędzić czas z Gosią! Szczególnie jak się tak pięknie szczerzy tym swoim dwuzębnym uśmiechem!