Akcja Zima

Zimowe kajakarstwo

„Akcja Zima” to klubowe przedłużenie sezonu kajakarskiego. Członkowie WAKK „Habazie” nie odkładają wioseł z końcem lata. Co roku rywalizują o tytuł najgorętszego kajakarza/kajakarki w  konkursie „Akcja Zima”.

W okresie 07 listopada 2017 – 23 marca 2018 spływy spełniające warunki konkursowe są punktowane tworząc ranking najwytrwalszych klubowiczów.

Zachęcamy do śledzenia relacji z zimowych spływów i kibicowania nam przez całą zimę!

Spływy Akcji Zima 2017/2018:

AZ06 – Żądza Rządzy

Data: 10.12.2017 r.

Trasa: Osęczyzna – Ołdakowizna/Turze

Dystans: 8/11 km

Uczestnicy: Agata N., Groszek, Grześ, *j, Karolinka, Madzia, Wtopa

Temperatura odczuwalna: -6,6 st. C

 

Zachęceni opowieściami uczestników poprzedniego spływu Rządzą, wybraliśmy się na kajakowy podbój kolejnego odcinka tej pięknej rzeki.

Spotkaliśmy się na starcie w Osęczyźnie o godzinie 9:00 w niedzielny poranek (niektórzy jeszcze nie do końca zdążyli dojść do siebie po sobotnich spływach). Po szybkim rozwiezieniu samochodów na metę (Turze) i w 2/3 drogi (Ołdakowizna), wskoczyliśmy do kajaków, chwyciliśmy wiosła i… NA WODĘ!

Rzeka zapowiadała się bardzo zacnie i nas nie rozczarowała. Od samego początku napotykaliśmy zwałki – na początku niewielkie, potem coraz ciekawsze. Trafiła się też jedna (niestety) betonowa kładka i kilka drewnianych mostków, pod którymi trzeba było się przeciskać.

I właśnie jeden z takich mostków okazał się bardzo zdradliwy. Pewnej anonimowej kajakarce przydarzyła się wtopa – kiedy przeciskała się pod nim metodą „dzióbek o brzeg”, przyblokował rufę tak, że kajak nie obrócił się w porę dnem do dołu, a jednocześnie brzeg gdzieś odpłynął… Walka była zacięta i niewiele brakowało, a nie skończyłoby się to kabiną! 🙂

Morał z tego taki, że suche spodnie i kurtka to świetna sprawa, a pakowanie zapasowych ubrań na spływy Akcji Zima nie powinno być tylko formalnością.

Po krótkim postoju technicznym ruszyliśmy w dalszą drogę. Pokonując kolejne zwałki dotarliśmy w końcu do niewielkiego zalewu, za którym był całkiem spory jaz. I tutaj mieliśmy przenoskę, a przy okazji chwilę na herbatkę i przekąski.

Za jazem było jeszcze lepiej – nurt trochę przyspieszył, gdzieniegdzie pojawiały się niewielkie bystrza, a zwałki jakby się rozmnożyły i trochę urosły. Zrobiło się naprawdę ciekawie. Zwałek i meandrów było na tyle dużo, że w 2/3 drogi żeńska część załogi stwierdziła, że chyba ma już dosyć i postanowiła zakończyć spływ przy pierwszym samochodzie. Panowie natomiast zdecydowali, że popłyną dalej.

 

Dopłynięcie do mety zajęło im dokładnie tyle czasu, co nam przywiezienie drugiego samochodu, załadowanie kajaków na dachy i powrót znowu na metę. Tam spotkaliśmy się w komplecie i zakończyliśmy spływ.  Było fajnie!

AZ04- Listopadowy Wel

data: 25.11.2017 r.

trasa: Lidzbark -Trzcin

dystans: 15 km

uczestnicy: Tomek, Grześ, Mateusz, Edzia, Artur, Kasia K

temperatura odczuwalna: 0,6 st.C

„A może do Piekła? „. Wel kusił stosunkowo wysokim stanem wody (109 cm). Wyruszyliśmy o szóstej rano, dwoma samochodami -Tomek z Grześkiem oraz Edzia z Kasią i Mateuszem (tegoroczni kursanci w przewadze liczebnej!). W Lidzbarku, na starcie, dołączył do nas Artur, lokalny „gajd”, jak to go Groszek określił.

Ledwo założyliśmy fartuchy, podjechało do nas dwóch uprzejmych panów i ostrzegło przed kablami. Pod wodą. Edzia zapytała podejrzliwie, czy te kable aby nie pod napięciem. Panowie zaprzeczyli, a kiedy obiecaliśmy, że nie będziemy się wywracać we wrażym punkcie, odjechali. Spotkaliśmy ich jednak za kilka minut. Trzymali te kable, łagodnie opadające na dno rzeki i wzmagali naszą czujność.

Czy w samochodzie trochę chciało się spać? Trochę tak.  Ale kiedy znaleźliśmy się na wodzie, nikt nie żałował wczesnej pobudki- okolica spowita była mgłą, z której wyłaniały się ciemne sylwetki drzew, było bardzo cicho i tylko my sobie sunęliśmy raz to pośród zarośli, raz dnem jaru o pokrytych liśćmi stokach. Po „groźnym Welu” i jego „górskim sznycie” na razie ni słychu, ni widu. Nawet zwałki nie użyliśmy na początku.  Można się było za to poprzyglądać pałkom wodnym i grzybkom rosnącym na wystających z wody pniakach.

Ciekawe było może to, że Artur (płynął w awangardzie- trochę to niby prowadził, ale tak na prawdę to wypatrywał okazów fauny) wypatrzył okaz fauny- mianowicie łosia. Krzyknął „o, łoś!”. Wszyscy wtedy też krzyknęliśmy: łoś! łoś!- jedno do drugiego, ale to Artur go widział, a Edzia widziała, jak uciekał. Widzieliśmy sarny (Mateusz) i jakieś drapieżne ptaszydła (Edzia i Kasia i Mt też ). Trudno było też przeoczyć  ślady bobrzej działalności. Grzesiek chyba płoszył wszelkiego zwierza, a Tomek to nie wiem, bo płynął na końcu, gdzie oddawał się fotografowaniu okolicy i kręcił eskimoski dla ochłody. (W końcu temperatura była dodatnia:  0,6 st C, jak skwapliwie podał Grześ).

Po godzinie pluskania się, zaczęło robić się ciekawiej.

Pojawiły się pierwsze zwałkowe przeszkody. Przy jednej z nich Kasia, która guzdrała się na zakręcie, wpadła w habaziowe objęcia- niestety, nie chodzi tu o miłych panów, ale sieć niewinnie wyglądających gałęzi. „Po te dwa kabinkowe punkty AZ  wybrałam się na Wel!”  pomyślała sobie pewnie na pocieszenie, człapiąc w mule na brzeg. Co prawda czapka zaginęła gdzieś w odmęcie, ale postój był okazją do wypicia bardzo smacznej herbaty (imbir, goździki, cytryna, miód!).

A potem zrobiło się na prawdę przyjemnie i ciekawie, bowiem zaczęło się owo przesławne Piekiełko- i piszę to ja, co to jeszcze dwa razy zmieniała czapkę 😀  więc można mi wierzyć. Wody było sporo i przeszkód też, zdarzyło się nawet bystre miejsce, sposobne do ćwiczenia promowania, gdzie zabawiliśmy kilka minut. Do atrakcji niezaplanowanych, ale znaczących należało też z pewnością uwalnianie  zaklinowanego pod drzewem w silnym nurcie Prijona. Mimo takiej przygody i tak dotarliśmy na metę w Trzcinie dużo wcześniej, niż zakładaliśmy-  po czterech godzinach i kwadransie.

Myślę, że wszyscy zaliczą ten śmiały wypad na północ do sobót przyjemnie spędzonych- niechaj o tym świadczy chociażby uśmiechnięte ostatnie zdjęcie.

napisała Kasia K ( nie mam ksywki, chociaż Grzesiek zaproponował „mordercę czapek”..)

AZ03 – Białka

Białka, 19.11.2017

Ekipa: Agata, Marta, Bożena, Krystynka, Ania, Monika, Kaśka, Star, Konrad i Niedźwiedź

Foto: Konrad

Mapka: Agata

 

Kiedy woda z wąskiego dotąd koryta rzeki rozlała się szeroko, a nurt jeszcze bardziej uspokoił, było już wiadomo, że trzeba zachować czujność. Szum spadającej wody, początkowo cichy, niepokojąco się wzmagał. „Odwój jak autobus!” usłyszałam z dołu drżący głos Konrada. Wzięłam głęboki oddech, chwyciłam mocniej wiosło. A zapowiadało się tak niewinnie…

„Ciekawe, czy będzie woda, na mapie Białka wygląda jak niewielki kanałek, w pewnym momencie w ogóle znika” – usłyszałam rano urywek rozmowy. To głos Agaty. Stałam właśnie w Howie i w szarym świetle z otwartej bramy wybierałam wiosło. Kamizelka, fartuch, kajak. Możemy jechać. Gdyby był to blog podróżniczy, napisałabym, że dzielna ekipa Habazianek i Habaziów wyruszała na eksplorację dzikiej i nieodkrytej dotąd rzeki Białki. Czyn tym bardziej zuchwały, że nosi ona mrożące krew w kajakarskich żyłach imię swojej górskiej siostry. Ale nie jestem podróżniczką, więc napiszę, że planowaliśmy po prostu wycieczkę. Płynięcie bez większej spiny, w tempie spacerowym.

Dobrze, że nie wzięłam dłuższego wiosła – pomyślałam dwie godziny później, patrząc z mostu na wąziutkie koryto rzeki. Przynajmniej nie będzie zaczepiać o brzeg. Ruszyliśmy w jedynym możliwym szyku – gęsiego. Ale poczekajmy, nie wiadomo, co kryje się za zakrętem.

 

Wodospad! Wodospad! – słyszę przed sobą. Konrad pokonuje niewielki stopień jako pierwszy, wskazuje drogę płynięcia i instaluje się na swoim stanowisku fotoreportera. Chlup, chlup, wszyscy są już na dole progu. Foto. Foto. Foto. Doskonały początek, a będzie jeszcze lepiej.

Co zakręt to zwałka. Każdy ma swój ulubiony sposób na pokonywanie przeszkód. Ja przeciskam się dołem – płasko. Niedźwiedź woli bokiem. Monika korzysta z technik ratunkowych i opiera się o kajak współuczestniczki. Tutaj trzeba będzie się zanurzyć i przesunąć pod spodem – zawyrokowała Marta spoglądając na wąską szczelinę między lustrem wody a kolejnym zwalonym drzewem. Żaden problem, nie będziemy przecież wychodzić z kajaka.

Pokonywanie zwałek górą wymaga już od nas większej współpracy. Star, kiedy tylko zobaczył rysujący się przed nami gałęziowy Giewont, ruszył do ataku i już przed nami maluje się przełęcz uklepanego pod ciężarem kajaka materiału. Na kolejnej zwałce Konrad wyskakuje ze swojego błyszczącego granatowego kajaka i raz-dwa pomaga nam przedostać się na drugą stronę. Skacze Krystynka. Dwa ruchy wiosłem i Ania z Agatą są już po drugiej stronie. Po chwili Bożena wyprzedza wszystkich i napływa na wystającą z wody gałąź – dzięki temu my przepływamy nad zielono-brązową przeszkodą bez większych kłopotów. Sarny uciekają w popłochu, widać tylko migające jasne plamy i słychać tupot racic. Przed nami mostek, drzewo, kładka. Wspinanie się na wiosłach mamy opracowane a podciąganie na gałęziach – przećwiczone.

Na zakolu rzeki Monika wychodzi i podnosi po prostu kolejny zwalony pień. Można też przerzucić przeszkodę nad sobą (lub innymi) siedząc w kajaku – po co się gimnastykować. Ta technika to dobry test na zaufanie, refleks i siłę. Zdążę przepłynąć i uniknę guza? Nie zdążę? Pomaganie przy zwałkach czasem kończy się jednak niespodziewaną kąpielą. Najbardziej ambitna uczestniczka spływu wysunęła się w ten sposób na czoło peletonu Akcji Zima, a lider rankingu poczuł oddech konkurencji na plecach.

Zaczęło robić się szarawo, więc przyspieszamy tempa. Wszyscy wiosłują w skupieniu. Zwałka. Drzewo. Ślady bobra.

Kiedy przy końcu odcinka woda z wąskiego dotąd koryta rzeki rozlała się szeroko, a nurt bardziej uspokoił, było wiadomo, że czeka nas jeszcze jedna przeprawa. „Odwój jak autobus!” roześmiał się Konrad, już z dołu progu, szykując aparat. Szum wody wzmagał się obiecująco, biała piana czekała. Niewinnie zapowiadająca się Białka pokazała jednak swoje pazury. Mazowieckie. No to hop.

 

 

AZ02 – Jeziorka

Co: Jeziorka, Łoś → Górki Szymona
DATA: 18.11.2017
Temperatura odczuwalna: -3.0
Skład: Ogór, Magda, Szymon, Konrad, Mateusz

Punkt 08 na plac HOWu wjeżdża Konrad swoim wspaniałym kajakowozem. W minut 10 ładujemy szpej i ruszamy po Magdę. O 09 spotykamy się z Ogórem i Szymonem w Górkach Szymona. Tam przepak do jednego samochodu i hajdana na start do Łośa.

Jest 0930, na starcie wita nas słonce i miłe, chłodne powietrze. Ładujemy się do kajaków i ruszamy. Na trasie jest kilka zwałek, jedna duża tak, że musimy ją obejść.

Czas szybko mija, w miarowym tempie uderzania wiosłem o wodę. Około 1205 dopływamy na półmetek, tam zjadamy skrzętnie przygotowane maszkiety. Z dalszą trasą nie zwlekamy zbyt długo, dlatego że niska temperatura na brzegu wydaje się dotkliwsza niż w kajaku.

Około 1350 dopływamy do Górek Szymona, gdzie pijemy łyków kilka ciepłej herbaty i kończymy spływ 🙂

Kilka uwag, które przychodzą mi na myśl po tym spływie to:
– wziąć ze sobą drugą czapkę na wypadek, gdyby ta pierwsza zamokła
– zabrać przysmaki, które nie będą twarde jak kości
– zapisywać się w arkuszu na spływy w ramach AZ


Mateusz L.

AZ5 – AZ7 Zimowa Wda 2017

Relacja z AZ05 – Zimowa Wda 2017 – dzień 1

Data: 24 marca 2017,  g. 10:00

Rzeka: Wda na odcinku Szlaga – Błędno

Dystans: 17,2 km

Uczestnicy: Konrad, Staszek, Edzia, Karolinka, Agata N., Guma, Ogór, M”Ańka,

Temperatura odczuwalna: -10,3 st.C

Punkty Akcji Zima: 12,3

Były tej zimy wyjazdy w góry na deskę i biegówki, na deszczowe wyspy – rowerem, ale  trzeba w końcu rozpocząć sezon kajakowy! Jest ku temu okazja – coroczna impreza kajakowa Zimowa Wda. Okazja, aby sprawdzić siebie i ciuchy w zimowych warunkach, do nawiązania kontaktów z innymi klubami, okazja do  współzawodnictwa oraz potańcowania! Niektórzy już byli na tego typu imprezach, opowiadają legendarne historie, bynajmniej nie o wyczynach kajakowych… Na imprezie ma być ok. 200 osób, a ja nie przepadam za zatłoczoną rzeką, ale jestem ciekawy kto przyjedzie, jakiego sprzętu preferują kajakarze z innych klubów i czy damy radę jako Habazie z nimi konkurować w przewidzianym wyścigu i kilku konkurencjach.

Poranek zaczyna się od oficjalnych przemówień, które jednak szybko ucina narastająca zawieja śnieżna. Pakujemy się do autobusów, po drodze gubię moich kompanów i w samotności przemierzam sosnowe lasy Wdeckiego Parku Krajobrazowego. Na starcie znów rozstaję się z kompanami z klubu, którzy zziębnięci oczekiwaniem na kajaki bezzwłocznie wodują się, podczas gdy ja dostosowuję do siebie klubowego Prijona Choppera. Wypływam, gdy leniwie z nieba sypie mokry śnieg. W sumie szczególnie nie marznę – oprócz dłoni skrytych w neoprenowych rękawiczkach, które dostałem od Mikołaja na klubowej Wigilii. Na początku w kajaku czuję się nieswojo, zaczynam wiosłować moim całkiem nowym nabytkiem – Rapą w kolorze soczystego mango, która kontrastuje z szarościami pochmurnego zimowego poranka. Po kilkunastu minutach wchodzę w miarowy rytm. Na wodzie przeważają turystyczne jedynki i dwójki oraz  kajaki morskie – kajaków górskich właściwie nie widać. Ptactwa, ani innych zwierząt też nie ma, choć tereny zalesione i urokliwe – widocznie skryły się wystraszone tak liczną obecnością ludzi. Na rzece brak właściwie przeszkód, ale nudno nie jest gdyż krajobraz ciągle się zmienia wzdłuż meandrującej  rzeki. Rozgrzewam się i ręce powoli odmarzają. W oddali rozpoznaję kajaczek ceniącej sobie spokój Karolinki, w której miłym towarzystwie spędzam większość pozostałej trasy.

Na miejscu czeka na nas autobus. W powrocie zagaduję do mojego współpasażera. Okazuje się, że to pan Janek Łucki – weteran kajakarstwa, długodystansowiec, dla którego dzień bez kajaka to dzień stracony. Wdę płynął już ponad 50 razy! Po powrocie oczekiwany obiad, a później planszówki – Dixit, Metro i klasyka wyjazdów kajakarskich – Niagara. Wieczorem zaś  pogawędka z  kolegami z wrocławskiego Wiadrusa i dancing całą noc. Może spływ był krótki, przy tej imprezie ważniejszy jest aspekt towarzyski.

relacja by Guma


Relacja z AZ06 – Zimowa Wda 2017 – dzień 2

 

data: 25.02.2017 r.

trasa: Błędno – Stara Rzeka

dystans: 12,8 km

uczestnicy: Agata, Edzia, Guma, Karolinka, Konrad, Mania, Ogór, Staszek, Szymon

Temperatura odczuwalna: -7,3 st.C

Punkty Akcji Zima: 9,3

 

Jako, że pogoda w pierwszym dniu nie rozpieszczała i przywitała nas śniegiem, wszyscy byliśmy ciekaw jaka aura będzie nam towarzyszyła w drugim dniu pływania. Właśnie dziś mieliśmy uczestniczyć w konkurencjach jakie przygotowali dla nas organizatorzy, a przyznam, że po sukcesach z ubiegłego roku apetyty były ogromne.  Niektórzy liczyli na ładną pogodę, która pozwoli im pościgać się w miłych okolicznościach przyrody, ja z Konradem na mróz, który pozwoli umocnić się w tabeli przodowników AZ:) Niby za oknem lampa i bezchmurne niebo, ale szybka wizyta na stronie pogodynki i już wiadomo, że wszyscy będą dziś zadowoleni!

W dobrych humorach udaliśmy się do autobusów, a następnie na miejsce naszego startu. Już w kajakch pojedynczo i grupami, żwawo bądź ślamazarnie zbliżaliśmy się do miejsca startu dzisiejszych zawodów. (Pewnie chcecie spytać, a cóż to za zawody:] ) Gdy za kolejnym zakrętem ukazał się sędzia startowy, już wiedziałem, że do mety naprawdę niedaleko. Wiedziałem też, jak rozłożyć siły na czas trwania wyścigu, co rok wcześniej nie było takie oczywiste. Startujemy pojedynczo, niecałe pół godziny wiosłowania i oto jest meta. Żądni kolejnych atrakcji szybko udajemy się do autobusów, ale nasz zapał studzą kierowcy na których tradycyjnie przyjdzie nam dość długo czekać. Zresztą “tradycja” to słowo, które dla mnie, chyba nierozerwalnie związane jest z wizytami na Zimowej Wdzie, dlatego też w oczekiwaniu na konkurencje strzeleckie “tradycyjnie” idziemy zrobić trening na plenerowej siłowni. Trening umilamy sobie wspominkami z poprzedniego roku, zadręczając nieobecego Rafała wysyłanymi mu zdjęciami. Oj my niedobrzy!!! Wracamy do ośrodka, szybki instruktaż od Konrada, ubiegłorocznego zwycięzcy w strzelaniu i przystępujemy do swych prób. Po strzelaniu czeka na nas konkurencja tajemniczo zwana “szachami wikingów” (zaintrygowanych odsyłam do wujka googla). Przystępujemy do rozgrywek, lecz niestety siłownia zrobiła swoje, przetrenowane bicepsy i rozchwiany po treningu błędnik sprawiają, że wypadamy dosyć blado przy wypoczętych ekipach. Dzień powoli dobiegał końca, lecz to nie był koniec wrażeń. W oczekiwaniu na wieczorek taneczny, nasze dzielne dziewczyny z zapałem lepiły instalację artystyczną, która również miała podlegać ocenie, zaś męska część ekipy zajęła się ich dopingowaniem (Za wikipedią doping – sztuczne podnoszenie wydolności zawodników).
relacja by Stachu


Relacja z AZ07 – Zimowa Wda 2017 – dzień 3

 

data: 26.02.2017 r.

trasa: Stara Rzeka – Tleń

dystans: 7,8 km

uczestnicy: Agata, Edzia, Guma, Karolinka, Konrad, Mania, Ogór, Staszek, Szymon

Temperatura odczuwalna: -6,3 st.C

Punkty Akcji Zima: 8,3

 

Dzień trzeci XXI Ogólnopolskiego Spływu Zimowego na Wdzie rozpoczął się podobnie jak dzień pierwszy i drugi, od bólu głowy. Znane uczucie zniwelowaliśmy klasycznym podejściem do problemu, czyli śniadaniem z kawą.

Potem trochę ociężale ruszyliśmy na ostatni 8-kilometrowy odcinek Wdy. Rzeka znów zachwyciła nas swym pięknem i zimową scenerią, brzegi pokryte były jeszcze lodem i śniegiem, a w oddali śpiewały poukrywane w drzewach żurawie.

Po spływie spałaszowaliśmy pyszny obiad dostosowany do potrzeb i światopoglądu ucztujących. Stachu wchłoną schabowego, bo nie jest wegetarianinem, a Ci którym zależy na zwierzątkach zadowolili się jarskimi potrawami.

Po posiłku odbyła się część oficjalna kończąca spływ, podczas której organizatorzy ogłosili, że Habazie są najlepsze. Okazało się, że w kompilacji dyscyplin takich jak: wyścigi kajakowe na płaskiej wodzie, strzelanie z wiatrówki, szachy wikingów i kreatywność w budowaniu dzieł artystycznych z chrupek, nie mamy sobie równych. Nie było co prawda alko-konkurencji, ale ją też z pewnością byśmy wygrali.

Z bagażnikami ledwo domkniętymi od wysypujących się medali ruszyliśmy w trasę do stolicy. Za rok pewnie też tu wrócimy i powalczymy o nie gorsze miejsce niż w tym sezonie.

relacja by Ogór

foto Konrad i Guma

AZ7-AZ9 Zimowa Wda 2017

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

AZ – 11 Guma Trip, czyli składakiem do domu

Data: 3 marca 2017,  g. 12:00

Rzeka, akwen: Narew (Serock)→ Zalew Zegrzyński→ Kanał Żerański

Dystans: 24 km

Uczestnicy: Guma

Temperatura odczuwalna: -2,4

Punkty Akcji Zima: 4,4

Relacja z AZ11

Nudno jest wracać z imprezy firmowej autobusem, zwłaszcza, że pogoda zapowiada się niezła, a do domu można dopłynąć kajakiem. Plan jest, aby przebić się aby przebić się przez Kanał Żerański do Wisły i dopłynąć do Przystani Młociny, gdzie mam już rzut beretem do domu.  Zatem w przeddzień spływu, do mojego 150l worka pakuję oprócz stroju smart casual – mój składany kajak. Koledzy z pracy zgadują co przywiozłem – niektórzy typują paralotnię, inni – ponton.

Po całonocnej imprezie większość osób wraca do domu, ale cześć zostaje i podczas spaceru nad Narwią ostrzegają mnie przed zalegającym lodem i dopytują o szczegóły pływania składakiem. A ja składam mój kajak dopiero trzeci raz i zamiast instrukcji po angielsku zabrałem wersję niemiecką… Udało się w końcu wszystko dopasować, może kiedyś zejdę ze składaniem poniżej 1h…

W końcu wypływam, Narew lekko pofalowana, płynę pod wiatr. Postanawiam przepromować się na lewy brzeg, obawiając się, że Zalew Zegrzyński może być zamarznięty i że mogę mieć trudność w przebiciu się do wejścia do Kanału. W razie problemów mam też plan alternatywny – przepłynąć Narwią do Nowego Dworu Mazowieckiego i wrócić do Warszawy Kolejami Mazowieckimi. Mijam stado kormoranów. Na szczęście lód stoi jedynie w zatoczce.

Wpływam na Kanał Żerański, woda jak lustro. Nie ma się do kogo odezwać, są jedynie wędkarze, których jednak nie zaczepiam. Każdy most znakowany jest przez klub piłkarski. Wiosłuję miarowo, żadnych przeszkód, niekiedy wyleci przestraszona kaczka. Wchodzę w trans, przestaję myśleć, zamieniam się w robota do wiosłowania. Obrazy przesuwają się jak bajka w rzutniku Ania. Mijają kolejne kilometry, pogoda coraz lepsza. Dopływam do Warszawy. Nie mogę się doczekać przepłynięcia pod jeszcze świeżą kładką na Kanale Żerańskim. A tu niespodziewanie – lód! Wydaje się cieniutki, taranuję go i rozbijam – przydałoby się dłuższe wiosło. Niestety, pokrywa robi się coraz grubsza, a praca idzie żmudnie. Robi się coraz później i zimniej, kalkuluję, sprawdzam na jakdojadę połączenie do domu. Okazuje się, że 30 m dzieli mnie od przystanku PKP Żerań. Podejmuję decyzję, że pora się wycofać – tuż przed śluzą dzielącą mnie od Wisły. Rozgrzewam się herbatką i solidną porcją chałwy, pakuję kajak do autobusu 705 i po przesiadce w 181 jestem w domu.

AZ11 2017 Guma Trip

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

relacja by Guma

foto Guma

AZ 13 – Drzewica, Tor

DATA: 12 marca 2017 g.8:00

Temperatura odczuwalna: – 0,6 stC

Punkty AZ: 2,6

Sklad: Trenta, Krzychu, Expres, Konrad

Kolejny weekend znowu utwierdza w przekonaniu, że kajakarstwo to może i małe piwko, ale na pewno nie jedno. Impreza integracyjna kursu się udała, nie dane jest jednak odsypiać do południa, gdy już o 11 w Drzewicy na tor puszczają wodę!

Dotarliśmy do celu o czasie, niektórzy wyłączając świadomość na czas dojazdu, niektórzy… no nie wiem co robili inni, bo starannie próbowałem zasnąć. Na miejscu przywitaliśmy ekipę znad morza. Przebraliśmy się i ruszyliśmy na tor. Nauczony zeszłotygodniowym bystrzem tym razem złapałem za taśmę i uzupełniłem wszystkie przerwy w ciągłości klubowej pianki. Wyposażony w srebrne nagolenniki i nakolanniki, uzbrojony w wiosło czułem się jak rycerz Silvertejpu herbu Izolepa. Jestem pewien, że gdyby Achilles posiadał taki wynalazek nie musiałby się obawiać o swoją piętę, Odyseusz grałby na nosie Scylli i Charybdzie, a puszkę Pandory można by z powrotem zakleić! Żarty żartami, zeszliśmy na wodę, zrobiliśmy eskimoskę na rozgrzewkę (nic tak nie rozgrzewa jak strużka lodowatej wody na plecach) i ruszyliśmy pływać. Słynne beczki z boof’em okazały się za pierwszym razem dość łaskawe. Przy drugim podejściu postanowiły pokazać, że oprócz startu warto też zadbać o lądowanie :D. Woda lała się przez dwie otwarte zastawki, więc ciągnęło zacnie, a nurt tworzył formacje nieznane mi jeszcze z dwóch pozostałych torów. W cofkach była okazja poznać ludzi, których ksywki już się nie raz słyszało, no i ogólnie czas płynął tak, jak kajaki: szybko i przyjemnie. Akurat gdy zimno zaczęło już trochę doskwierać, woda się skończyła, a my ruszyliśmy w powrotną drogę. Tym razem ominęliśmy tradycyjną potorową pizzę, no ale trudno – będę miał po co wracać 🙂

by KrzysioCh

foto brak :-(((((

Bystrze na Świdrze – Akcja Zima

DATA: 04 marca 2017 g.8:00

Temperatura odczuwalna: +4 stC

Punkty AZ: 2

Sklad: Żaba, Staszek, Konrad, Karol B, Krzysiek Ch, Darecki, Edzia, Guliwer, Kancik, Mrówa.

Relacja z AZ 08 Bystrze na Świdrze

Ciężko być kajakarzem: weekend zapowiada się w pracy, ale pływać przecież trzeba! Już w poniedziałek ustalamy zatem poranne pływanie bystrza na Świdrze. O godzinie 5:50 w sobotę kolana stęsknione za upchnięciem do kajaka, niedowiosłowane ramiona i ogólnie spragnione przechyłu cielsko, marzy tylko o 5 godzinach spania więcej. Nic to jednak: śniadanko, herbata do termosu i jazda na HOW!

W magazynie ci co mają przebierają się w suchacze, a inni szukają szczęścia w neoprenie. Ruszamy nawet o czasie i stosunkowo szybko jesteśmy nad Świdrem. Konrad narzeka, że za mało tej wody, ale na szczęście odczuwalna chyba jest na minusie, więc punkty do AZ będą. Bystrze tymczasem wygląda zupełnie inaczej niż na kursie i skutecznie przywraca przytłumioną niewyspaniem chęć pływania. Nieładny latem fragment pod mostem zyskał całkiem ładne cofeczki i pływanie po nim na różne sposoby przypomina zabawę na torze. Nawet lepiej bo można natrafić na zamaskowany pod nurtem kamień albo kołek! Po pewnym czasie okazuje się, że jest również miejsce na boofa 🙂

Pływamy sobie na początku dość samotnie, bo tylko w czwórkę. Szybko jednak zjeżdżają się kolejne samochody i na wodzie pojawiają się kolejne znajome twarze. Na jeden kajak wyciągany z wody przypadają dwa dopiero zdejmowane z bagażnika. Czas jednak mija szybko i musimy ze Stachem wracać do Warszawy. Pora na ostatnie spojrzenie na wodę. Ślicznym widokiem jest szara jeszcze przedwiosenna przyroda, urozmaicona migotaniem kręcących się różnokolorowych polietylenowych łupinek.

Równie ślicznym jest zostawiony w klubowym magazynie rower, tyle że trzeba trochę zadrzeć głowę i wysilić wzrok, by odnaleźć go pod sufitem 😀

by KrzysioCh

foto. Konrad

AZ08 2017 – Świder

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

Skarby Jeziorki


Data: 29.01.2017

Rzeka: Jeziorka

Temperatura odczuwalna: -4,1 stC

Punkty Akcji Zima: 6

Uczestnicy: Monika, Rurka, Edzia, *j, Darecki, Żaba


Chyba nawet piekło zamarzło. A na pewno zamarzł Świder, Mienia, Skrwa i inne okoliczne rzeki. Na Rio Futaleufu logistyka okazała się zbyt trudna, więc postanowiliśmy spłynąć Jeziorkę. Ewentualna kra na pewno zostanie zepchnięta przez wszystkie puste butelki, telewizory i inne śmieci płynące rzeką. Zresztą startujemy poniżej oczyszczalni ścieków. Tam nigdy nie zamarza. Monika i Darek płyną z domu, do rodziców na obiad. Zawsze to jakaś motywacja. *j testuje nowy kajak, Monika testuje stary kajak, zombiaka ożywionego przez Darka. My suniemy kanadą, tym razem ja się lenię z przodu, a Ru wjeżdża w brzeg. Brakuje mi tylko bębna do wybijania rytmu. *j znajduje jakąś teczkę płynącą środkiem rzeki. Fajna, ale na siłce bym się z taką nie pokazał. Bierzemy toto na kanadę, celem wyrzucenia gdzieś gdzie nie będzie drażniła oka ludzkiego i niepokoiła flory i fauny. Dziewczyny przytomnie zaglądają do środka i znajdują stosy dokumentów. Okazuje się że zostały zgubione z zamkniętego samochodu, przez wybitą szybę. Prawny właściciel tego „skarbu” nagradza nas tabliczką czekolady. Może następnym razem też coś znajdziemy?

Żaba

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

Spływ Trzech Króli i tańcząca kra

…Kra tańczyła wokół nas kręcąc się, odbijając od siebie, łącząc i tworząc przedziwny ruchomy labirynt… ale od początku.]

Jeden rzut okiem na Wisłę i już było wiadomo, że będzie ciekawie. Skoro jednak już ubraliśmy się jak na biegun polarny, postanowiliśmy, że spróbujemy. Zeszliśmy na wodę tuż przyj ujściu Jeziorki do Wisły. Kilkadziesiąt metrów płynięcia i z początkowych 4 śmiałków na wodzie pozostała zdeterminowana dopłynąć do końca trójka: Konrad, Staszek i Edzia. Niczym 3 królowie (w tym jedna królowa ;)) zdecydowanie dążyliśmy do celu, którym był HOW, a wierzcie mi, wcale nie było to takie proste, i nie chodzi tu wcale o temperaturę, która nie pozwalała nawet na chwilę przestać się ruszać.

Początkowo kra nie była gęsta i wyraźnie było widać wolne od niej „korytarze”, wiec poruszaliśmy się dość sprawnie. Słoneczko świeciło, wiatr za bardzo nie wiał, było przyjemnie. Kra tańczyła wokół nas kręcąc się, odbijając od siebie, łącząc i tworząc przedziwny ruchomy labirynt. Widoki były cudne. Jednak im bliżej Warszawy tym zaczęło się robić gęściej i szukanie wolnych od kry korytarzy już nie było takie proste. Kawałki lodu przesuwały się wokół siebie w najprzeróżniejszych kierunkach, czasem miało się wrażenie, że jedna część rzeki płynie pod prąd, środek w poprzek, a pozostała część kręci się w kółko. Jednym słowem robiło się trochę strasznie 🙂 Szczególnie gdy kawałki kry zamykały się wokół kajaka odcinając drogę ucieczki i zmuszając do ciężkiego przebijania się przez lód niczym lodołamacz. By dotrzeć do celu stosowaliśmy najprzeróżniejsze techniki: płynęliśmy razem z krą (działało jednak tylko jak się było na głównym nurcie), płynęliśmy gęsiego za „lodołamaczem”, którym najczęściej był Konrad, lawirowaliśmy wąskimi korytarzami lodowego labiryntu, starając się zdążyć zanim się zamkną, a czasem czekając, aż się otworzą.

Nie tylko rzeka zmieniała się im bliżej byliśmy celu. My również przechodziliśmy swego rodzaju przeobrażenie. Początkowa warstewka cienkiego lodu na kajaku rozrosła się by z czasem pokryć dokładnie nie tylko nasze fartuchy, ale i wiosła (które trzeba było obijać bo robiły się ciężkie), nasze kamizelki i kurtki, czego efektem było to, że wyglądaliśmy jak pokryci lukrem 🙂

Spływ Trzech Króli – Wisła

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

Do celu udało się dotrzeć w pełnych 3 kawałkach, w całkiem niezłym czasie, nic nie odmrażając. Ciężko uwierzyć, że to zrobiliśmy 🙂

Relacja by Edzia

FOTO by Konrad


Uczestnicy: Edzia, Staszek, Konrad i chwilowo Sebastian K.
Rzeka: Wisła (odcinek Ujście Jeziorki – HOW)
Dystans: 16,3 km
Czas: 3h25min
Temperatura odczuwalna: -24,5 stC
Punkty AZ: 26,5

Sylwester na Wiśle

W ramach trwającej kolejnej edycji Akcji Zima, 31 grudnia wyruszyliśmy przywitać nadchodzący Rok Wisły.

Po godzinie dziewiątej wystartowaliśmy bezpośrednio spod naszej nowej bazy sprzętowej położonej na terenie Harcerskiego Ośrodka Wodnego na Cyplu Czerniakowskim. Sylwestrowy spływ był dla nas również okazją przetestowania nowych, klubowych kajaków morskich. Poranek przywitał nas jasnym słońcem i błękitnym niebem oraz rześką temperaturą powietrza (odczuwalne -7,8°C). Długie dzioby słonowodnych krążowników z trzaskiem przebiły cienką taflę lodu, która zdążyła pokryć Port Czerniakowski i po przejściu śluzy skierowały się w górę rzeki. Każdy wiosłował we własnym tempie, w zależności od chęci, umiejętności, przedsylwestrowego nastroju a także planów na wieczór. Wisła jak zwykle okazała się rzeką nie tylko malowniczą, ale również ciekawą, z licznymi cofkami oraz miejscami o przyspieszonym nurcie. Sprawne wiosłowanie pod prąd wymaga tam więc nie tylko dobrej kondycji, ale również doświadczenia oraz umiejętności czytania wody. O szczególnej dacie spływu przypominały nam natomiast dobrze słyszalne od strony lewego brzegu próby noworocznych koncertów plenerowych, których dźwięki odbijały się  od betonowych konstrukcji mijanych kolejno mostu Łazienkowskiego, Grubej Kaśki oraz mostu Siekierkowskiego. W drodze powrotnej dodatkową przeszkodą okazał się wiatr z kierunku północnego, który hamował kajaki i zmuszając do intensywniejszej pracy wiosłami. Około południa wszyscy uczestnicy zawinęli z powrotem do macierzystego portu. Większość z nas przepłynęła w sumie około 11,5 km. Wyjątkiem był Groszek, któremu szampański, sylwestrowy nastrój udzielił się tak mocno, że pokonał prawie dwukrotnie dłuższą trasę.

2016 AZ – 02 Wisła

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

Nie pozostaje nam więc nic innego jak życzyć sobie i Wam podobnego zapału podczas trwającego sezonu zimowego oraz wytrwałości przy zbieraniu kolejnych punktów Akcji Zima w 2017 roku.

Karol Bronicki


Data: 31.12.2016
Rzeka: Wisła (z HOW do HOW)
Temperatura odczuwalna: -7,8 stC
Punkty Akcji Zima: 9,8
Uczestnicy: Karol BeEr, Szop, Staszek, Konrad

Świąteczny spływ Bagiety


Data: 26.12.2016

Rzeka: Świder

Temperatura odczuwalna: +0,2 stC

Punkty Akcji Zima: 2

Uczestnicy: Loczek, Szumek, Rafał, Guliwer, Pasza, Dzik, Konrad, Bagieta, Piotr O.


Wielkie dzięki dla wszystkich uczestników Świątecznego Spływu Bagiety, a także specjalne podziękowania dla Kropeczki, która była autorem pysznych babeczek z kremem (zajumanych ze świątecznego stołu).

Jak co roku woda w Świdrze dopisała – sprawdziłem zarówno jej temperaturę, wilgotność oraz gęstość podczas rutynowego wylewania z kokpitu po świątecznej kabince za bystrzem;)

2016 AZ – 01 Spływ Bagiety

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

Życzę wszystkim wszystkiego najlepszego w nadchodzącym roku i już dziś zapraszam na kolejny nowatorski Świąteczny Spływ Świdrem w 2017 roku.

Bagiet

AZ 13 – Wilga

Data: 19 marca 2016
Trasa: Wilkowyja – Polewicz
Dystans: 10 km
Uczestnicy: Konrad, Daga, Piotrek, Magdalena, Daniel, Agata, Marcin, Karolina, Anna, Szymon, Ewa, Jacek, Zuzanna, Natalia, Ewa, Rafał, Piotr, Olga, Łukasz, Rysiek, Mirek, Ania, Piotr, Ula, Jan, Alicja, Mikołaj
Punkty Akcji Zima: 1

RELACJA

Żaba:
Mimo, że sezon na kajaki nie kończy się nigdy, to i tak tradycyjne „Rozpoczęcie Sezonu” jest świetną okazją na spływ i wieczorne ognisko. Poranek zaczynam od przełożenia kajaka Anioła, tzw. „Parówy”, na górę kanady. W poprzednim ustawieniu – kanada i obok kajak, ustawiony bokiem – pas lekko hałasował. Mówiąc lekko, mam na myśli wiertarkę udarową… przy uchu… w sobotni poranek… na kacu. Morał prosty – nie brać kanady na dach ;) Jedziemy na start i zrzucamy sprzęt. Rurka płynie z przodu, z nogami zawiniętymi razem z termoforem w worek wodoszczelny, żeby było cieplej. No, da się i tak, mam chyba szczęście że płazińce są zmiennocieplne :) .
Spływamy malowniczą, krętą rzeczką, pełną zwałek. Kanada płynie generalnie jak chce, my lekko korygujemy kurs, żeby uniknąć wjechania w brzeg. Kajaki kłapią kadłubami o wodę, przy próbie przeciągnięcia się przez drzewa, kanady łamią gałęzie i pnie solidnymi dziobami. Bobry i inne małe zwierzątka uciekają w popłochu. Próbujemy po drodze zrobić back deck rolla, nie udaje się na szczęście już pierwszy etap, czyli wywrotka. Poza tym, bez większych przygód, dosyć leniwie spływamy do stanicy harcerskiej, gdzie odbywa się część artystyczno-towarzyska „Rozpoczęcia Sezonu”. Oczywiście Daga, jako organizator, ląduje w rzece. W końcu mamy ogrzewanie i ciepłą wodę, więc będzie miała się gdzie umyć i wysuszyć.

A na deser:

2016 – Rozpoczęcie Sezonu (Wilga)

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

 

AZ 12 – Wilga (rekonesans)

Data: 12 marca 2016
Trasa: Wilkowyja – Polewicz
Dystans: 10 km
Uczestnicy: Daga, Natalia, Stachu i Konrad
Punkty Akcji Zima: 4

RELACJA

Daga:

Na zakończenie Akcji Zima wypadło wrócić do początków – w związku z planami rozpoczęcia sezonu i przyszłej Akcji Lato wpadła nam znów Wilga.
Plan rekonesansu przed spływem z okazji rozpoczęcia sezonu był wypracowany (przez Groszka) co do minuty niemalże, bo musieliśmy wpasować go w inne czekające nas tego dnia atrakcje. Także pobudka była wczesna, żeby pyknąć z rańca te 9-10 km Wilgi, po spływie ogarnąć nocleg i sprawy techniczne z „harcerzami” w stanicy Polewicz, pocisnąć na Targi Wiatr i Woda a z nich na integrę. Pogoda niezbyt zimowa – przynajmniej nie utrudniała realizacji planu.

W kameralnym składzie spłynęliśmy sobie wybrany odcinek, jak na rekonesans przystało sprawdzając gdzie fajniej się zwodować, czy nie jest za nudno – ani za trudno, biorąc pod uwagę że na docelowy spływ zapisały się jakieś kaleki o kulach. Przetrenowaliśmy kilka bardziej zabawnych zwałek, odkryliśmy ze są nawet mini bystrza i zauważyliśmy tylko jedno napęczniałe truchło uznaliśmy więc, że odcinek się nada. Nawet mieliśmy poprawkę na wszelkie przeciwności losu, bo Natalii spadał fartuch. Obyło się bez zbędnych ekscesów i w miarę planowo dobiliśmy do stanicy.
Tu już możemy przyznać, że była to pierwsza okazja do zapoznania się zarówno z naszymi gospodarzami jaki i docelowym miejscem na nocleg i imprezę, które w dodatku było jeszcze w rozsypce. Ale harcerze ugościli nas przy ognisku i zapewnili że wszystko będzie ogarnięte. Czas pokazał że „wszystko” nie obejmowało bezpieczników, ale pokazał również, że Wilga z większa ilością wody jest bardzo przyjemna do pływania. Pozostaje nadzieja, że na Akcje Lato też jej nie zabraknie!

2016 AZ – 12 Wilga

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

AZ 11 – Świder

Data: 11 marca 2016
Trasa: bystrze pod mostem kolejowym w Józefowie
Dystans: niezmierzony ;)
Uczestnicy: Konrad, Żaba
Punkty Akcji Zima: 1

RELACJA

Żaba:
„Powoli zamykamy Akcję Zima, ale czemu nie nabić jeszcze paru punktów? Nadchodzi wiosna, drzewa wypuszczają pierwsze pąki, ptaki wracają z ciepłych krajów, w rzekach pojawia się woda, a na przedmieściach Józefowa dwóch gości z czymś co przypomina plastikową wannę na dachu samochodu.
Jako cel popołudniowego spływu wybieramy bardzo dobrze znany, 100 metrowy odcinek Świdra pod mostem kolejowym w Józefowie. Wypad na Bystrze pod koniec zeszłego roku kosztował mnie trochę godności i dużo Stoperanu, dlatego tym razem dopisujemy do zasad panujących na spływie dwie nowe:
– pływać z zamkniętą paszczą
– nie kabinować się
Na szczęście myśli, że może być zimno, nieprzyjemnie i w ogóle źle, zostają zagłuszone przez szum wody. Punktualnie o 16 schodzimy na wodę i po kontrolnej rolce ruszamy na nurt, jak dzik w borówki!
Pole do zabawy jest niezłe, fale ogromne, cofki kręcą jak szalone, odwój za pierwszym progiem wywołuje zapocenie rąk. Nawet kołeczki na górze przylewa – tyyyle jest wody.
Wrażenia z pływania są nie do opisania, ale spokojnie można napisać jak nie było: woda wcale nie była zimna, nie było problemów z wejściem do cofki pod mostem, noszenie kajaków z dołu do góry nie było męczące, manewry tyłem nie kończyły się rolką.
Oślepieni ostatnimi promieniami, zachodzącego za gęstymi chmurami, słońca wrzucamy kajaki na dach, przebieramy się z pachnących Świdrem ciuchów i zbieramy w kierunku Warszawy.
Ja już nie mam szans liczyć się w punktacji Akcji Zima a Konrad ma dużą przewagę punktową, więc bonus za kabiny nie skusił nas do pływania wpław.”

foto: Konrad

2016 AZ – 11 Swider

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar