Akcja Zima

Zimowe kajakarstwo

„Akcja Zima” to klubowe przedłużenie sezonu kajakarskiego. Członkowie WAKK „Habazie” nie odkładają wioseł z końcem lata. Co roku rywalizują o tytuł najgorętszego kajakarza/kajakarki w  konkursie „Akcja Zima”.

W okresie 07 listopada 2017 – 23 marca 2018 spływy spełniające warunki konkursowe są punktowane tworząc ranking najwytrwalszych klubowiczów.

Zachęcamy do śledzenia relacji z zimowych spływów i kibicowania nam przez całą zimę!

Spływy Akcji Zima 2017/2018:

AZ-19 Jeziorka

Data: 28.01.2018 (niedziela) g. 10:00
Rzeka: Jeziorka (Millenium – Górki Szymona)
Dystans: ok. 8 km
Uczestnicy: Konrad, Dorota, Grzesio, Kamil, Kasia
Ilość kabin: 1 (Kamil)
Temperatura odczuwalna: -6,3

W ostatnią niedzielę stycznia wybieramy się na Jeziorkę. Trochę popadało, niebo pochmurne, wiatr nie daje się na szczęście we znaki.  Start w Głoskowie („Millenium”) przy moście. Płyniemy w piątkę – Dorota w nowym kajaku, ja na próbę w Grzesiowej „mydelniczce”, która jest jednak dla mnie stanowczo za wielka. Konrad robi zdjęcia, Grześ dowcipkuje z Kamila, Kamil próbuje swoich sił w kajaku. Po drodze spotykamy pana wędkarza i bobrze ślady na drzewach, a oprócz tego same meandry i kilka drzew ponad wodą, którym trzeba się ukłonić. Jest leniwie i my kolorowi na wodzie jesteśmy na pewno uroczą częścią krajobrazu, bo śnieg rozmarza i widać łachy brunatnej trawy. Pod koniec spływu Kamilowi przydarza się kabina, chyba żeby urozmaicić wycieczkę. Tylko Dorota widzi jednak tą sztuczkę i musimy się we trójkę wrócić kawałek, kiedy nie wypływają zbyt długo zza zakrętu. Na szczęście już blisko do mety i Kamil nie zamarzł.
Spływ był krótki i spokojny, ale niezmiernie dla mnie miły po całym tygodniu siedzenia za biurkiem.

Autor: Kasia Kol.
Foto: Konrad
Mapka: Kasia Kol.

AZ18 – Sylwestrowa Mienia i Świder

Data: 31 grudnia 2017r. g.9:00
Rzeka: Mienia + Świder (Wiązowna – Holiday Inn)
Dystans: 9,5 km
Czas: 2 godz. 25 minut
Uczestnicy: Mielizna, Dorota, Agata N., Grzesio, Konrad
Ilość kabin: 0
Ilość trafień śnieżką komandora: 2 (Grzesio i Konrad)
Temperatura odczuwalna: -5 st.C

Paskudnego, zimowego, sylwestrowego poranka spotkało się kilku amatorów zimowego pływania, żeby jeszcze raz w odchodzącym roku przemrozić ręce i tyłki 🙂
Zaczęliśmy pod Holideyem, przepakowaliśmy się na dwa samochody, przebraliśmy i ruszyliśmy na start do Wiązownej.
Szybki bieg przez prywatne pole i już jesteśmy na rzece. Ale najpierw „słit-focia-z-rąsi”.
Płyniemy!
Drzewka, zwałki, zwałeczki, trochę przeciskania, buteleczki dzwonią, śmieci się piętrzą. No niestety, nie jest to spływ pod hasłem „Zero Waste”.
Humory nam dopisują, rączki marzną, wiosłujemy. I koniec Mieni. Ostatnia, już znana nam zwałka i wypływamy na Świder.
Meta już niedaleko, woda szeroka, drzewa się skończyły, płynie się bardzo komfortowo.
Pokonujemy bystrze w Józefowie i po kilku chwilach jesteśmy na mecie.
Bardzo udany koniec roku na wodzie 🙂

Autor: Konrad
Foty: Konrad

AZ17 – Jeziorka

Data: 30 grudnia 2017r. g.9:00
Rzeka: Jeziorka (Górki Szymona – Chylice-Pólko)
Dystans: 5,2 km
Czas: 50 minut
Uczestnicy: Dorota, Agata N., Grzesio, Konrad
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -7,8 st.C

Spłynięcie brakującego odcinka Jeziorki Grzesio zaproponował na 30 grudnia. Spotkaliśmy się więc na mecie przy progu wodnym w Chylice-Pólko, gdzie przepakowaliśmy się na Berlingo i już całą 4-osobową ekipą pojechaliśmy do Górek Szymona, skąd zaplanowany był start. Po zrobieniu „słit-foci-z-rąsi” z totemem, zeszliśmy na wodę.
Pogoda dopisała, był mrozek, świeciło piękne słoneczko. Płynęło się bardzo przyjemnie. Odcinek może nie jest zbyt długi, ale płynie się przez piękne, malownicze tereny.
Pakowny autobus Grzesia ułatwił sprawny powrót bez zbędnego marznięcia.
Był to pięknie rozpoczęty dzień.
Polecam wszystkim! 🙂

Autor: Konrad
Foty: Konrad

AZ16 – Świąteczny Świder

Data: 26 grudnia 2017r. g.10:00
Rzeka: Świder (Wola Karczewska – Holiday Inn)
Dystans: 17 km
Czas: 2h 48min
Uczestnicy: Dorota, Grzesio, Pestka, Agata N., Marucha, Mielizna, Broda, Ewa S., Rafał, Guli, Witek, Konrad
Ilość kabin: 1 (KANADA = Mielizna + Broda)
Temperatura odczuwalna: -4,2 st.C

W tym sezonie Spływ Świąteczny wypadł znowu 26 grudnia, ale tym razem we wtorek 😛
Spotkaliśmy się w Woli Karczewskiej o godzinie 10.
Po sprawnym przebraniu 😉 i rozwiezieniu samochodów, wyruszyliśmy „ku przygodzie”. W każdej głowie kołatała się myśl: „ciekawe kto tym razem zaliczy kąpiel?” 😀
To już taka nasza wieloletnia tradycja.

Każdy zatargał swoją łódkę nad brzeg Świdra, zapakował jedzonko i ciepłą herbatkę, i zmarzniętymi palcami zapinał, z większą lub mniejsza gracją, równie zmarznięty fartuch.
A jak śpiewał kiedyś pewien Słoma:
„… z herbatkami, z termosami i dobrymi poradami
płyną tłumy ich, tłumy ich …”.
Więc ruszyliśmy tłumnie, zbita grupą. Rozmowy, heheszki, płyniemy…
Kilka przeszkód, każdy dzielnie walczy, kanada napiera.
I nagle krzaki, kanada w opałach. Co się wydarzy? Aparaty już w dłoniach, czekamy…
Niestety, nie tym razem. Sprawna załoga daje radę opanować sytuację.

Jest pięknie, lekki chłodny wiaterek, piękne słoneczko, dużo energii po świątecznej diecie, banany na twarzach.
Płyniemy, popijamy herbatę, wcinamy czekoladę 🙂
Aż tu nagle CHLUUUUUP!!!
Co się dzieje??
Kanada leży!
Ale jak?? Na czym??
Niestety. Niczym zderzenie dwóch walców, TO BYŁ MOMENT!! 😀
Wystające z wody małe główki nerwowo holują dobytek do brzegu.
Wśród współtowarzyszy radość, dzień nabrał nowych barw. Spełniło się! 🙂
Teraz już „uhahani” dopingujemy naszych bohaterów do sprawnego przebierania w suche ciuchy.
Czekamy, wspominamy poprzednie lata, bo nic tak nie cieszy jak………….., jak kabina na Spływie Świątecznym. Na szczęście już niedaleko do mety.

Sucha załoga w komplecie. Płyniemy dalej, ale już ostrożniej, bo drugiego zestawu ubrań już nie ma, a jeszcze bystrze pod mostem kolejowym do spłynięcia.
Sprawnie pokonujemy wszyscy józefowskie „łajtłotery”, oglądamy ile do zrobienia mamy tu przed kursem. Niektórzy już trenują.
Szczęśliwi dopływamy do mety i ogarniamy szybko sprzęt, żeby jeszcze na chwilę spotkać się przy świątecznym stole. Są ciasta, owoce, herbaty świata, no pełen wypas.
Na koniec pamiątkowe zdjęcie i do domu.
Jak co roku było super! 🙂
Ciekawe kto w przyszłym roku? Przekonamy się 🙂

Autor: Konrad
Foty: Konrad

AZ15 – Pissa

Data: 09 grudnia 2017r. g.10:00
Rzeka: Pissa (Ostrów – Bartniczka)
Dystans: 16 km
Czas: 4 godziny
Uczestnicy: Konrad, Artur
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -8,6 st.C

Pewnego słonecznego dnia zachciało mi się ślicznego kajaka zwałkowego i postanowiłem po niego pojechać do kujawsko-pomorskiego, a przy okazji zmierzyć się z jakąś okoliczną rzeką.
Wstępnie umówiłem się z Arturem na pływanie mocno zwałkowej Skarlanki, jednak po wizji lokalnej i braku dostatecznej ilości dnia stanęło na Pissie, na której woda bywa rzadko 🙁 .

Wystartowaliśmy z miejscowości Ostrów około godziny 11.
Rzeka początkowo spokojna, na otwartej przestrzeni, przypomina bardziej uregulowany kanał, niż piękną i dziką rzekę zwałkową. Kilka mostków, kilka pastuchów, drut kolczasty czyhający na nasze szyje i wpływamy w dziksze tereny.
Trzcina, drzewa w oddali, zimny wiatr, nurt przyspiesza, pojawiają się zwalone drzewa i zwieszone do wody gałęzie, robi się przyjemnie. Ręce marzną strasznie, łapawic brak, rękawiczki nic nie dają, kilkukrotnie zatrzymujemy się na rozmrożenie palców. Kilka zwałek i przenosek pozwala się rozgrzać. Obnosimy jeden próg, przepływamy przez rurę w nasypie i po 4 godzinach i 16 pokonanych kilometrach meldujemy się na mecie w Bartniczce, gdzie czeka już na nas żona Artura i ciepły samochód.
Warto było jechać taki kawał 🙂
Polecam!!!

Autor: Konrad
Foto: Konrad, Artur

AZ14 – Warta

Data: 24.12.2017 (niedziela) g.  10
Rzeka: Warta (Łęg-Kajakowo)
Dystans: ok. 9,5km / 1:46g
Uczestnicy:  Dorota, Grzesio
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -4,1

Warta
Start wczesnym rankiem, podróż troszkę się ciągnęła z racji robót drogowych. Na szczęście dotarliśmy do Karoliny i Arka bez przygód i problemów. Po odebraniu sprzętu i pewnych przymiarkach i testach spakowaliśmy się do busika.
Rozwieźliśmy auta i spod mostu w Łęgu ruszyliśmy na wodę.
Rzeka spokojna, w miarę szeroka, przywitała nas raczej jesienną aurą jak na zimową porę.
Przez pierwszych parę chwil sprawdzaliśmy możliwości sprzętu, zwrotność i zachowanie na wodzie.
Pyranha Fusion z rozłożonym skegiem płynie niczym po torach mimo budowy kajaka górskiego.
Dorotka mknęła niczym torpeda, ledwo dotrzymywałem jej tempa, a w zasadzie próbowałem nadążyć.
Nano za to jak na krótki kajak okazał się szalenie wypornym żuczkiem.
Rzeka piękna i kręta zaskakuje licznymi zwałkami i starymi korytami, w które można wpłynąć i zobaczyć, jak zmiany biegu rzeki wpływają na otoczenie.
Zaliczyliśmy z resztą pewien odcinek jak się później okazało w górę dawniej płynącej tamtędy rzeki.
Spływ bardzo przyjemny, spokojny.
Trasę skończyliśmy na zalewie w sąsiedztwie sklepu.
Po odniesieniu sprzętu dzięki uprzejmości właścicieli mieliśmy okazję przetestować jeszcze kilka łódek.
Wypad w naszej ocenie bardzo udany.
Autor: Grzesio
Foto: Grzesio
A tu skromna galeria:

AZ13 – Bystrze

Data: 16.12.2017 (sobota) g. 12
Rzeka: Świder
Dystans: stacjonarnie
Uczestnicy: Tomek, Grzesio, Dorotka (towarzysko/foto)
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -2,9

Ruszyliśmy z Mokotowa w okolicach godziny 11. Na miejscu rozładunek, przebierando, rozgrzewka i do wody 🙂 Pływaliśmy około dwóch godzin, Tomek testował Tunę, przy okazji topiąc kamerkę sportową :/ (smuteczek- i sznureczek to podstawa/dla znalazcy czeka nagroda)
Ja zaś męczyłem freestylowego Daggera i kapkę Pyranhę.
Pogoda dopisała, obyło się bez deszczu czy wiatru.
Udane pływanko w dobrze znanym nam miejscu.
Autor: Grzesio
Foto: Dorota
A tu parę fotek…

AZ12 – Tarczynka

Data: 9.12.2017 (sobota) g.  10:30
Rzeka: Tarczynka-Jeziorka(Prace Duże- Łoś)
Dystans: ok. 5km
Uczestnicy: Tomek N., Grzesio
Ilość kabin: 1 uczciwa (Tomek)
Temperatura odczuwalna: -6,6

Hmmmm
Spotkanie w Łosiu (Tomasz w niedoczasie, więc udało mi się kupić mielernik do mięsa 😛 )
Przepakowaliśmy sprzęt i w drogę.
Auto zostało u znajomych w Pracach Dużych tuż obok miejsca startu.
Tarczynka w tym miejscu wygląda jak kanał ściekowy, na szczęście po przepłynięciu pierwszych kilkuset metrów wpłynęliśmy do lasu. Jak się szybko okazało krótki odcinek rzeki zdawał się nie mieć końca, wszystko za sprawą ogromnej ilości zwałek. Większą cześć odcinka pokonaliśmy nie wychodząc z kajaków, twardo szukając najróżniejszych sposobów na pokonanie licznych przeszkód. Niestety z upływem czasu zdaliśmy sobie sprawę, że jak tak dalej pójdzie to na kolację nie zdążymy. 4km Tarczynki i 1km Jeziorki przepłynęliśmy w jedyne 4:40g.
Jeziorkę spływaliśmy o zmierzchu, a stan wody na niej był na tyle wysoki, że większość zwałek była pod wodą. Malejąca temperatura dała nam się odczuć przy pakowaniu sprzętu na dach i przebieraniu się.
Tarczynka mimo, że rzadko pływalna daje zdrowo w kość, mogę ją śmiało polecić wszystkim szukającym zwałkowych wyzwań.
Autor: Grzesio
Foto: Grzesio
A tu parę fotek…

AZ11 – Wisła

Data: 2.12.2017 (sobota) g. 14.
Rzeka: Wisła (HOW – Most Północny)
Uczestnicy: Grzesio
Dystans: 11,92km
Temperatura odczuwalna: -0,8

Co tu dużo pisać 🙂 ?
Zebraliśmy się w licznej grupie ja i mój brzuch w How o godzinie wcześniej umówionej (14).
Po spakowaniu i zabraniu łodzi zdolnej przetransportować mój zadek, w dół jakże pięknej i malowniczej o tej porze roku Wisły, 🙂 udałem się w podróż życia z portu Czerniakowskiego trwającą jedyną godzinkę i 7 minut.
Prędkość średnia 11 km/h w porywach do 16,3 km/h.
Wiatr we włosach zwłaszcza tych na brodzie.
Generalnie same sukcesy i nawet dopłynąłem za dnia.
Tuż przed przybyciem taksówką do How-u pozwoliłem sobie zostawić swój dyliżans w miejscu mety.
Ten jakże przebiegły manewr pozwolił mi zwrócić klubową łódkę na miejsce i wrócić do swojego szałasu.
KONIEC.
Autor: Grzesio
Foto: Grzesio

AZ10 – Wisła

Data: 20.01.2018 (sobota)
Rzeka: Wisła (HOW– Most Siekierkowski-HOW)
Dystans: ok. 9 km
Uczestnicy: Kasia Kr, Mateusz L, Marta G
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -4,1 st.C

Sobotni poranek zaczął się dla mnie dosyć wcześnie, ponieważ (wyjątkowo) postanowiłam porządnie przygotować się do pływania, Spakowałam tyle rzeczy, ile standardowo zabieram na tydzień i w drogę – do HOWu!

Kasia wyznaczyła godzinę spotkania na 9.00, radośnie szukaliśmy jakiegoś kajaka, który może nie ma w sobie tony lodu, no ale na szczęście po około pół godziny udało nam się. Ze względu na planowane płynięcie pod prąd postawiliśmy na kajaki czerwone, żeby było trochę łatwiej i szybciej (niestety byliśmy troszkę ograniczeni czasowo). Mateusz, jako pierwszy śmiałek postanowił zjechać ze  zbocza portu czerniakowskiego, trochę zapominając przy tym, że w sumie jest śnieg (+10 do poślizgu), a na dole, tuż przed progiem zjazdu czyha na niego kłoda (+10 do wybicia). Wyskoczył (prawie) jak Stoch (zachowując klimat popularnych ostatnio skoków), ale dzięki habaziowemu kursowi wyratował się z opresji w jakiej postawiła go zaistniała sytuacja. Po skoku Mateusza wraz z Kasią postawiłyśmy na zejście trochę niżej i ruszyliśmy podziwiać Warszawę z tej lepszej perspektywy.

Trasę pokonaliśmy całkiem sprawnie, Konrad udzielił nam kilku porad, co by tu zrobić, żeby się nie narobić i tym sposobem, nawet niespecjalnie odczuliśmy kiedy płynęliśmy pod prąd, a kiedy już wracaliśmy (choć być może to sprawa czerwonych kajaków?). Po drodze złapał nas śnieg, tworząc bardzo ładny krajobraz i (jak zauważył Mateusz) ciekawie zaburzając perspektywę.

Po około 1,5-2 godzinach, bez większego pośpiechu, wróciliśmy do portu, sklarowaliśmy sprzęt (a raczej Kasia i Mateusz sklarowali, bo ja musiałam udać się na poszukiwania promotora-widmo, za co bardzo serdecznie dziękuję :-)), a następnie każdy udał się w swoją stronę. Było super!

AZ09 – Śryż na Wkrze

Data: 14.01.2018 (niedziela) g. 09:30
Rzeka: Wkra (Sobieski – most kolejowy Popielżyn Zawady)
Dystans: ok. 12 km
Uczestnicy: Konrad, Madzialenda, Agata N., Edzia, Dorota, Grześ, Wtopa, Guma, Broda, Karolinka
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -16,2

W najzimniejszą jak dotąd niedzielę 2018 roku nie było łatwo. Jakaś straszna jędza wyznaczyła godzinę zbiórki w HOW o 8, a na starcie w Sobieski o 9:30. W efekcie tylko skład Komandora AZ był na miejscu na czas, może dlatego, że miał najbliżej. Pozostali się bardzo starali albo musieli zatankować kawę.

Ponieważ wbrew prognozie słońce jakoś nie wychodziło, wiatr wiał dalej i było dość paskudnie, zgodnie podjęliśmy decyzję o skróceniu trasy do mostu kolejowego. Po rozwiezieniu samochodów i/lub rundzie hula hop zeszliśmy na wodę.
Wkra przywitała nas śryżem i śpiewającym lodem. Dźwięki upiorne, wrażenia bardzo mocne, wiatr zimny i pagaj mocy ciężki i wielki. No ale przecież wszyscy czekali na prawdziwą Akcję Zima, więc wesoło powiosłowaliśmy łatwą, prostą i przyjemną Wkrą, ignorując, że wiatr czasami zatrzymuje nas w miejscu, a woda gęstnieje pod wiosłem.

Wyjątkowo groźnym i podstępnym miejscem okazał się stary młyn na wysokości Krajęczyna – z wody wystawały aż 2 wielkie kamienie! Warto również wspomnieć o kołku na środku rzeki tuż przed mostem w Jońcu – na szczęście Konrad czuwał i na czas ostrzegł załogę kanady przed tymi strasznie niebezpiecznymi miejscami.
Mimo tych emocji wcale nie robiło się cieplej, kajakarze powoli pokrywali się lodowym lukrem, śryż gęstniał coraz bardziej, a pagaj mocy nie robił się lżejszy.

Po 2 godzinach z kawałkiem dopłynęliśmy do mostu kolejowego i naszych samochodów. Pozostało szybko się pozbyć lodowego lukru, przebrać, rozgrzać, spakować, zebrać i wrócić do Warszawy. Ten końcowy etap naszej wyprawy sponsorował rosół Wtopy i działające ogrzewanie w złotej strzale.

Lekcja z Wkry: na takie zimno kanadyjka lepsza od kajaków

Autor: Karolinka

AZ08 – Szybka Jeziorka

Data: 23 grudnia 2017,  g. 8:00
Rzeka, akwen: Jeziorka (Millenium – Górki Szymona lub wg googla „shimona hills”)
Dystans: 8,1 km
Uczestnicy: Star, Grześ, Konrad
Temperatura odczuwalna: -7,7 st.C

Było ich trzech
W każdym z nich inna krew
Ale jeden przyświecał im cel
Za godzin dwie załadować na dach
Kajaki i
Po karpia gnać…
Jeziorki łyk
I wiosłować wciąż w dal
Niecierpliwy w nich ciskał się duch
Grześ dostał w kość
Konrad zamoczył de
Coś działo się…
Poróżniła ich
Bo na środku konar tkwił
Zastawka ta
Lecz po lewej dało się
Jacek siłę tylko miał
Na jeden raz
A młodziakom mało tak
Zanieśli na górę znów
Kajaki swe
Żeby trochę lepszym być
Cwany Konrad Grześkowi
Nie zrobił zdjęć…
To już koniec był
Deszcz paskudny zaczął lać
Na Simon Hills
Lecz na szczęście toitoi stał
I tam miło skończył się
Nasz dzielny spływ.

Autor: Jacek Starzyński
PS
Na melodię „Autobiografii”, ale na upartego może być i „Jolka, Jolka”.

AZ01 – Akcja Zima z innej strony!

Kiedy: 11.11.2017
Co: Opieka
Gdzie: Warszawa/Otwock
Skład: Ewa, Gosia
Punkty Akcji Zima: 1 🙂

Kiedy na świecie pojawia się mały człowiek organizacja różnych wydarzeń dla pary zaczyna być bardziej.. wymagająca. Najłatwiej podzielić się w sposób następujący: jedno ma wychodne, jedno siedzi z dzieckiem. I tak też stało się tym razem. Mnie przypadła opieka nad naszą córką, a Rafał z wielkim bananem na twarzy spakował kajakowy wór (warto wspomnieć, że Gosia dzielnie pomagała tacie w pakowaniu), wziął wiosło i zatrzasnął za sobą drzwi.

Kiedy zostałyśmy same nasz dzień wyglądał dość typowo: o kupa, to chodź Gośka – przebiorę Cię. No weź nie kop. Dobra, udało się. Ale pięknie stoisz! No to może coś zjesz? Kaszka manna? Robi się. Przestań pluć. Już nie chcesz? No to koniec, nie będziesz rozrzucać jedzenia po podłodze. To co teraz zrobimy? Pojedźmy do babci do Otwocka. Podróż całkiem przyjemna – dziecko zasnęło w foteliku. Jesteśmy. Powiedz: ba-ba! (papamamaaa…tata…. Ba……) No prawie.  Ale dużo miejsca (słychać oddalanie się czworakującego dziecka)! Gdzie jesteś? Przestań jeść ten papier! Zostaw tę książkę! Nie idź tam (trzaśnięcie drzwiami). Chcesz jeść? No to może teraz pierś. No to teraz druga. Nie gryź! Siku zrobiłaś? O, kupę też. No to przebieramy. Zostaw tę pastę. Zostaw tę szczotkę. Ufff, babcia popilnuje! Znowu stajesz? Brawo ty! Przestań jeść ten magnes z lodówki. Nie dawaj jej cukru! To może się napijesz? Pobawmy się klockami. Patrz jaki piękny domek. O, już nie. Dziękuję, bardzo ładnie burzysz. To może teraz spróbuj powrzucać klocki do pudełka. Sprzątamy i wracamy do taty. Pa pa!

Przyznaję, część szczegółów pominęłam. Ale muszę Wam powiedzieć – fajnie tak spędzić czas z Gosią! Szczególnie jak się tak pięknie szczerzy tym swoim dwuzębnym uśmiechem!

AZ01 – XVII Spływ Niepodległościowy

Data: 11 Listopada 2017,  g. 9:00
Rzeka, akwen: Utrata (Zawady – omc Sochaczew)
Dystans: 15 km
Uczestnicy: Marucha, Witek, Krystynka, Niedźwiedź, Edzia, Star, Karolinka, Magda, Marta G, Pan Koza, Łoś, Karol, Miras, Joanna K, Wtopa, Jacek M, Agata N, Aneta T, Paluch, Konrad, Bożena, Rafał, Grześ, Dorota D, Pestka, Dym
Temperatura odczuwalna: -6,0 st.C

Zgodnie już z siedemnastoletnią tradycją, jedenastego listopada spotkaliśmy się nad rzeką, by w kajakowy sposób uczcić Święto Niepodległości. Marucha i Witek przyzwyczaili nas do świetnej organizacji, ale w tym roku, w pewnym sensie, podnieśli poprzeczkę jeszcze wyżej 🙂 Ale o tym później.

Na rzekę, która ugości nas z okazji XVII Spływu Niepodległościowego, została wybrana Utrata, odcinek od mostu w okolicach wsi Zawady, aż prawie do ujścia do Bzury w Sochaczewie, z przerwą w Żelazowej Woli. To w sumie dało około 15 km wiosłowania. Utrata to nie jest moja ulubiona rzeka, bo długimi fragmentami jest uregulowana i niezbyt urodziwa, ale ten odcinek był bardzo przyjemny. Na pewno, na atrakcyjność rzeki wpłynął bardzo wysoki stan wody. Szybki nurt urozmaicił nam pływanie podnosząc co i raz poziom adrenaliny oraz podgrzewając atmosferę.

Spływ inaugurował tegoroczną Akcję Zima. Pogoda była może mało zimowa, śnieg to można było sobie tylko wyobrazić, ale zimny wiatr trochę już wprowadzał nas w klimat. W tegorocznej AZ punktowane są też dodatkowe osiągnięcia na spływach, na przykład kabiny oraz eskimoski i tak jak normalnie zima zaskakuje drogowców, to tym razem Akcja Zima zaskoczyła nas. Nie sądziłem, że walka o prowadzenie w tabeli będzie tak zacięta i  wiele osób nie zawaha się przed kąpielą. Wpierw na czoło w klasyfikacji AZ postanowił wysunąć się Marucha, robiąc ładną eskimoskę. Niestety, prowadzenie w tymczasowej tabeli szybko odebrał mu Witek robiąc kabinę, która jest wyżej punktowana. Tak się organizuje spływy, trzeba pokazać wszystkim jak się bawić 🙂 Jednak walka w AZ to nie przelewki, trzeba iść na całość i zrobić i eskimoskę i kabinę, tak jak Grzesiek. Pod koniec etapu jeszcze zapunktowała Aneta, pięknie spadając z drzewa. Nurt jednak był naprawdę silny, sam też muszę się przyznać, że na kanadyjce robiłem przechył na przeszkodę nieco mniej spokojnie i dostojnie niż planowałem.

Chwilę odpocząć od walki z Utratą mogliśmy podczas przerwy w Żelazowej Woli, niestety od strony rzeki nie ma kasy, żeby opłacić wstęp do parku, więc nie mogliśmy zostać tam zbyt długo 🙁 Całą trasę pokonaliśmy szybko, ale był to bardzo dobrze spędzony czas. Warto było tak spędzić dzień, szczególnie że jeszcze na mecie czekała nas słodka niespodzianka od Konrada – wegańskie ciasto.

Autor: Rafał
Foto: Konrad

AZ – Morsowanie 12.11.2017

Data: 12 Listopada 2017,  g. 10:00
Rzeka, akwen: Wisła
Dystans: 0 km
Uczestnicy: Konrad, Wydra, Kasia K., Rafał, Grześ, Dorotka
Temperatura odczuwalna: -2,3

Morsowanie zaczęliśmy od krótkiego spotkania informacyjnego i spaceru na plażę.

Po szybkim przebraniu w ciuszki do pływania rozpoczęła się rozgrzewka, jedna z tych których końca wyczekiwała duża część uczestników. (mordercza)

Pierwsza minuta w wodzie o temperaturze 6 stopni na niektórych wywarła spore wrażenie, na szczęście szybko upłynęła i mogliśmy znów pobiegać po wiślanym piasku.

Tak to kolejna rozgrzewka i siup do wody 🙂 mówią do 3 razy sztuka.

Niezapomniane przeżycie, dreszcze i dziwne uczucie chłodu na całym ciele na długo po przebraniu w suche, cieplutkie ciuszki – coś wspaniałego

A po wszytkim gorący żurek i pogaduchy, wymiana wrażeń.

Taki niestandardowy niedzielny poranek….

A mogłem zostać w łóżku 😛

Autor: Grzesio
Zdjęcia: Dorotka