AZ03 – Białka

Białka, 19.11.2017

Ekipa: Agata, Marta, Bożena, Krystynka, Ania, Monika, Kaśka, Star, Konrad i Niedźwiedź

Foto: Konrad

Mapka: Agata

 

Kiedy woda z wąskiego dotąd koryta rzeki rozlała się szeroko, a nurt jeszcze bardziej uspokoił, było już wiadomo, że trzeba zachować czujność. Szum spadającej wody, początkowo cichy, niepokojąco się wzmagał. „Odwój jak autobus!” usłyszałam z dołu drżący głos Konrada. Wzięłam głęboki oddech, chwyciłam mocniej wiosło. A zapowiadało się tak niewinnie…

„Ciekawe, czy będzie woda, na mapie Białka wygląda jak niewielki kanałek, w pewnym momencie w ogóle znika” – usłyszałam rano urywek rozmowy. To głos Agaty. Stałam właśnie w Howie i w szarym świetle z otwartej bramy wybierałam wiosło. Kamizelka, fartuch, kajak. Możemy jechać. Gdyby był to blog podróżniczy, napisałabym, że dzielna ekipa Habazianek i Habaziów wyruszała na eksplorację dzikiej i nieodkrytej dotąd rzeki Białki. Czyn tym bardziej zuchwały, że nosi ona mrożące krew w kajakarskich żyłach imię swojej górskiej siostry. Ale nie jestem podróżniczką, więc napiszę, że planowaliśmy po prostu wycieczkę. Płynięcie bez większej spiny, w tempie spacerowym.

Dobrze, że nie wzięłam dłuższego wiosła – pomyślałam dwie godziny później, patrząc z mostu na wąziutkie koryto rzeki. Przynajmniej nie będzie zaczepiać o brzeg. Ruszyliśmy w jedynym możliwym szyku – gęsiego. Ale poczekajmy, nie wiadomo, co kryje się za zakrętem.

 

Wodospad! Wodospad! – słyszę przed sobą. Konrad pokonuje niewielki stopień jako pierwszy, wskazuje drogę płynięcia i instaluje się na swoim stanowisku fotoreportera. Chlup, chlup, wszyscy są już na dole progu. Foto. Foto. Foto. Doskonały początek, a będzie jeszcze lepiej.

Co zakręt to zwałka. Każdy ma swój ulubiony sposób na pokonywanie przeszkód. Ja przeciskam się dołem – płasko. Niedźwiedź woli bokiem. Monika korzysta z technik ratunkowych i opiera się o kajak współuczestniczki. Tutaj trzeba będzie się zanurzyć i przesunąć pod spodem – zawyrokowała Marta spoglądając na wąską szczelinę między lustrem wody a kolejnym zwalonym drzewem. Żaden problem, nie będziemy przecież wychodzić z kajaka.

Pokonywanie zwałek górą wymaga już od nas większej współpracy. Star, kiedy tylko zobaczył rysujący się przed nami gałęziowy Giewont, ruszył do ataku i już przed nami maluje się przełęcz uklepanego pod ciężarem kajaka materiału. Na kolejnej zwałce Konrad wyskakuje ze swojego błyszczącego granatowego kajaka i raz-dwa pomaga nam przedostać się na drugą stronę. Skacze Krystynka. Dwa ruchy wiosłem i Ania z Agatą są już po drugiej stronie. Po chwili Bożena wyprzedza wszystkich i napływa na wystającą z wody gałąź – dzięki temu my przepływamy nad zielono-brązową przeszkodą bez większych kłopotów. Sarny uciekają w popłochu, widać tylko migające jasne plamy i słychać tupot racic. Przed nami mostek, drzewo, kładka. Wspinanie się na wiosłach mamy opracowane a podciąganie na gałęziach – przećwiczone.

Na zakolu rzeki Monika wychodzi i podnosi po prostu kolejny zwalony pień. Można też przerzucić przeszkodę nad sobą (lub innymi) siedząc w kajaku – po co się gimnastykować. Ta technika to dobry test na zaufanie, refleks i siłę. Zdążę przepłynąć i uniknę guza? Nie zdążę? Pomaganie przy zwałkach czasem kończy się jednak niespodziewaną kąpielą. Najbardziej ambitna uczestniczka spływu wysunęła się w ten sposób na czoło peletonu Akcji Zima, a lider rankingu poczuł oddech konkurencji na plecach.

Zaczęło robić się szarawo, więc przyspieszamy tempa. Wszyscy wiosłują w skupieniu. Zwałka. Drzewo. Ślady bobra.

Kiedy przy końcu odcinka woda z wąskiego dotąd koryta rzeki rozlała się szeroko, a nurt bardziej uspokoił, było wiadomo, że czeka nas jeszcze jedna przeprawa. „Odwój jak autobus!” roześmiał się Konrad, już z dołu progu, szykując aparat. Szum wody wzmagał się obiecująco, biała piana czekała. Niewinnie zapowiadająca się Białka pokazała jednak swoje pazury. Mazowieckie. No to hop.