AZ-23 Drzewiczka

Data: 03.02.2018 (Sobota)
Rzeka: Drzewiczka (Drzewica – Janówek/Jelonek)
Dystans: ok. 15,5 km
Uczestnicy: Dorota, Grzesio, Edzia, Guli, Szuwar, Excel, Konrad i nieznośny sokół Grzesia.
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -0,8

Kolejny mroźny poranek, szron na furze, 07:15 na tarczy, pora ruszać. Plany są ambitne, bo może uda się popłynąć Brzuśnię, a jak nie to Drzewiczka też dobra 🙂
Z HOWu zabieram Dorotkę, Grzesia i Excela i ciśniemy do Drzewicy, a konkretnie do Brzuśni, żeby spotkać się z druga ekipą w składzie Edzia, Guli i Szuwar, ocenić poziom wody i zdecydować co płyniemy.
Niestety, wody po kostki w Brzuśni, więc przemieszczamy sie do Drzewicy, na polane przy zbiegu koryt elektrowni i torów, przebieramy się i rozwozimy samochody.
NIE!!!
To byłoby zbyt proste 😀
Więc, przebieramy się, a Grzesio wypuszcza swojego „sokoła” na zwiady. Niestety zapomina zdjąć mu czapki-pilotki i ptaszysko odlatuje nagle w niewiadomym kierunku niesione swoim napędem warp’owym. Tracimy je z oczu, uszu. No nie ma 🙁
Spadło, poleciało, utonęło? No nie ma. Grzesio skwaszony chodzi, szuka, woła, nęci kiełbasą. Nic, nie ma. Cisza. Reszta ekipy przebiera sie sprawnie na pływanie, szykuje do rozwózki.
Po dobrych kilkunastu minutach Dorotka wysłuchuje dezertera nad nami na jakiejś nieludzkiej wysokości. Nawet go nie widać, tylko delikatnie słychać. Grzesio już spokojniejszy, wyciąga specjalną kiełbaskę i powoli zachęca ptasiora do powrotu. Udało się 🙂
Rozwozimy się, schodzimy na wodę i już po kilku zawiosłowaniach, kilku sztucznych progach (które oczywiście obnieśliśmy), krótkim popasie, jednym drzewie, milionie selfiaczy jesteśmy na mecie. Wszyscy szczęśliwi, pogoda dopisała, chociaż co to za odczuwalna ledwo poniżej zera. Odzwyczailiśmy się od takich upałów w tej AZ.
Szybkie pakowanko i do domu.
To był bardzo udany spływ z przygodami. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
Pozdrawiamy Pana Przemysława, który był naszym lokalnym zdalnym peglem.

Autor: Konrad
Foto: Konrad

AZ-26 Zimowa Wda 2018 – dzień 3

Data: 04.03.2018 (Niedziela)
Rzeka: Wda (Gródek Jaz – Bedlenki)
Dystans: ok. 7,4 km
Uczestnicy: Dorota, Grzesio, Tomek N., Kasia Kr, Agata N., Magda, Monia, Darecki, Karolinka, Pestka, Konrad
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -3,9

To był już ostatni dzień naszej przygody na Wdzie. Na lekkim kacu pokonaliśmy ostatni, najkrótszy odcinek spływu. Tego dnia Wda wyglądała wyjątkowo pięknie, słońce oświetlało lekko oprószone śniegiem brzegi rzeki i pokryte warstwą lodu fartuchy. Gdzieniegdzie kra zachłannie zmniejszała koryto rzeki zmuszając nas do manewrowania w poszukiwaniu odpowiedniej drogi płynięcia.
Po pływaniu odbyła się ceremonia kończąca spływ. I w tym roku zdeklasowaliśmy konkurencję zarówno w kategoriach indywidualnych, jak i grupowej. Pestka, Magda i Monika obstawiły podium w strzelaniu z łuku kobiet, natomiast w kategorii męskiej Darecki, Konrad i Szymon nie pozostawi na pudle miejsca rywalom. Bardzo spodobały nam się również szachy wikingów, wystawiliśmy do konkurencji aż sześć drużyn i po długiej walce wywalczyliśmy złoto. Suma tych małych zwycięstw złożyła się na wygraną w kategorii drużyn.
Jak zwykle bardzo nam się podobało i już wiemy, że wrócimy na Zimową Wdę za rok.

Autor: Ogórek (ekstremistycznie)
Foto: Konrad

AZ18 – Sylwestrowa Mienia i Świder

Data: 31 grudnia 2017r. g.9:00
Rzeka: Mienia + Świder (Wiązowna – Holiday Inn)
Dystans: 9,5 km
Czas: 2 godz. 25 minut
Uczestnicy: Mielizna, Dorota, Agata N., Grzesio, Konrad
Ilość kabin: 0
Ilość trafień śnieżką komandora: 2 (Grzesio i Konrad)
Temperatura odczuwalna: -5 st.C

Paskudnego, zimowego, sylwestrowego poranka spotkało się kilku amatorów zimowego pływania, żeby jeszcze raz w odchodzącym roku przemrozić ręce i tyłki 🙂
Zaczęliśmy pod Holideyem, przepakowaliśmy się na dwa samochody, przebraliśmy i ruszyliśmy na start do Wiązownej.
Szybki bieg przez prywatne pole i już jesteśmy na rzece. Ale najpierw „słit-focia-z-rąsi”.
Płyniemy!
Drzewka, zwałki, zwałeczki, trochę przeciskania, buteleczki dzwonią, śmieci się piętrzą. No niestety, nie jest to spływ pod hasłem „Zero Waste”.
Humory nam dopisują, rączki marzną, wiosłujemy. I koniec Mieni. Ostatnia, już znana nam zwałka i wypływamy na Świder.
Meta już niedaleko, woda szeroka, drzewa się skończyły, płynie się bardzo komfortowo.
Pokonujemy bystrze w Józefowie i po kilku chwilach jesteśmy na mecie.
Bardzo udany koniec roku na wodzie 🙂

Autor: Konrad
Foty: Konrad

AZ17 – Jeziorka

Data: 30 grudnia 2017r. g.9:00
Rzeka: Jeziorka (Górki Szymona – Chylice-Pólko)
Dystans: 5,2 km
Czas: 50 minut
Uczestnicy: Dorota, Agata N., Grzesio, Konrad
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -7,8 st.C

Spłynięcie brakującego odcinka Jeziorki Grzesio zaproponował na 30 grudnia. Spotkaliśmy się więc na mecie przy progu wodnym w Chylice-Pólko, gdzie przepakowaliśmy się na Berlingo i już całą 4-osobową ekipą pojechaliśmy do Górek Szymona, skąd zaplanowany był start. Po zrobieniu „słit-foci-z-rąsi” z totemem, zeszliśmy na wodę.
Pogoda dopisała, był mrozek, świeciło piękne słoneczko. Płynęło się bardzo przyjemnie. Odcinek może nie jest zbyt długi, ale płynie się przez piękne, malownicze tereny.
Pakowny autobus Grzesia ułatwił sprawny powrót bez zbędnego marznięcia.
Był to pięknie rozpoczęty dzień.
Polecam wszystkim! 🙂

Autor: Konrad
Foty: Konrad

AZ16 – Świąteczny Świder

Data: 26 grudnia 2017r. g.10:00
Rzeka: Świder (Wola Karczewska – Holiday Inn)
Dystans: 17 km
Czas: 2h 48min
Uczestnicy: Dorota, Grzesio, Pestka, Agata N., Marucha, Mielizna, Broda, Ewa S., Rafał, Guli, Witek, Konrad
Ilość kabin: 1 (KANADA = Mielizna + Broda)
Temperatura odczuwalna: -4,2 st.C

W tym sezonie Spływ Świąteczny wypadł znowu 26 grudnia, ale tym razem we wtorek 😛
Spotkaliśmy się w Woli Karczewskiej o godzinie 10.
Po sprawnym przebraniu 😉 i rozwiezieniu samochodów, wyruszyliśmy „ku przygodzie”. W każdej głowie kołatała się myśl: „ciekawe kto tym razem zaliczy kąpiel?” 😀
To już taka nasza wieloletnia tradycja.

Każdy zatargał swoją łódkę nad brzeg Świdra, zapakował jedzonko i ciepłą herbatkę, i zmarzniętymi palcami zapinał, z większą lub mniejsza gracją, równie zmarznięty fartuch.
A jak śpiewał kiedyś pewien Słoma:
„… z herbatkami, z termosami i dobrymi poradami
płyną tłumy ich, tłumy ich …”.
Więc ruszyliśmy tłumnie, zbita grupą. Rozmowy, heheszki, płyniemy…
Kilka przeszkód, każdy dzielnie walczy, kanada napiera.
I nagle krzaki, kanada w opałach. Co się wydarzy? Aparaty już w dłoniach, czekamy…
Niestety, nie tym razem. Sprawna załoga daje radę opanować sytuację.

Jest pięknie, lekki chłodny wiaterek, piękne słoneczko, dużo energii po świątecznej diecie, banany na twarzach.
Płyniemy, popijamy herbatę, wcinamy czekoladę 🙂
Aż tu nagle CHLUUUUUP!!!
Co się dzieje??
Kanada leży!
Ale jak?? Na czym??
Niestety. Niczym zderzenie dwóch walców, TO BYŁ MOMENT!! 😀
Wystające z wody małe główki nerwowo holują dobytek do brzegu.
Wśród współtowarzyszy radość, dzień nabrał nowych barw. Spełniło się! 🙂
Teraz już „uhahani” dopingujemy naszych bohaterów do sprawnego przebierania w suche ciuchy.
Czekamy, wspominamy poprzednie lata, bo nic tak nie cieszy jak………….., jak kabina na Spływie Świątecznym. Na szczęście już niedaleko do mety.

Sucha załoga w komplecie. Płyniemy dalej, ale już ostrożniej, bo drugiego zestawu ubrań już nie ma, a jeszcze bystrze pod mostem kolejowym do spłynięcia.
Sprawnie pokonujemy wszyscy józefowskie „łajtłotery”, oglądamy ile do zrobienia mamy tu przed kursem. Niektórzy już trenują.
Szczęśliwi dopływamy do mety i ogarniamy szybko sprzęt, żeby jeszcze na chwilę spotkać się przy świątecznym stole. Są ciasta, owoce, herbaty świata, no pełen wypas.
Na koniec pamiątkowe zdjęcie i do domu.
Jak co roku było super! 🙂
Ciekawe kto w przyszłym roku? Przekonamy się 🙂

Autor: Konrad
Foty: Konrad