AZ- Świder/Bystrze 17.02.19

Data: 17.02.2019 (niedziela)
Rzeka: Świder(ul. Mlądzka w Mlądzu) bystrze w Józefowie
Dystans: ok. 8 km
Uczestnicy: Grześ, Dorotka, Dominik
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: 2,7

 

W zeszłym roku z racji niskiego stanu wody i wszechobecnej suszy, wcześniej często przez nas odwiedzany Świder i bystrze w Józefowie stał się miejscem niemal zapomnianym.
Na szczęście w tym roku było kilka takich dni w których warunki były na tyle dobre, aby chwilę się pokręcić, rozruszać zastane mięśnie i przypomnieć sobie po zimie podstawy.
Na rozgrzewkę zaczęliśmy jednak kilka kilometrów wyżej w Mlądzu, aby nie był to dzień spędzony jedynie na bystrzu.

Rozwózka, sprzęt, przebieranki, kilka fotek i w drogę.

Trasa dobrze znana i lubiana, również przez spacerowiczów i wyprowadzaczy zwierząt domowych 🙂
Pierwsze grille i ogniska, świergot ptaków to zapowiedź zbliżającej się wiosny.
Po rozgrzewce przyszedł czas na bystrze i tu szybka weryfikacja umiejętności, pierwsze wywrotki i kabiny a także akcje ratownicze.
Dorotka pokazała że jak chce to potrafi szybko pływać, a Dominik, że woda nie była wcale taka zimna 🙂
Znalazła się również chwila na freestyle i wygłupy, co tu dużo mówić, pełen pakiet.

Po przebierankach czekała nas jeszcze tylko przejażdżka po auto Dominika i mogliśmy spokojnie wrócić do domu na ciepłą herbatkę.

 

Autor: Grzesio

galeria: Grzesio

AZ- Świder 13.01.19

Data: 13.01.2019 (niedziela)
Rzeka: Świder
Dystans: ok. 10 km
Uczestnicy: Grześ, Dominik
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -8,6

 

Świder to jedna z rzek najczęściej pływanych na AZ z racji bliskości od Warszawy.

Tym razem zaczęliśmy spływ z Woli Karczewskiej, poranek należał do tych deszczowych, a aura ogólnie była raczej przygnębiająca.

Nam to jednak nie przeszkadzało i z uśmiechami na twarzach rozwieźliśmy auta, po czym zaczęliśmy przygotowania do zejścia na wodę.

Po paru chwilach zaczęliśmy wiosłowanie po krętej rzece. Początek trasy odrobinę zwałkowy, potem stawał się jakby spokojniejszy, z mniejszą ilością przeszkód i jednocześnie szerszy.
Mieliśmy sporo czasu na pogaduchy i heheszki (czasem łapiąc jakąś cofkę czy malutkie bystrze), obserwację przyrody, a momentami wsłuchiwanie się w otaczającą nas ciszę.

Spływ zakończył się pod mostem w Mlądzu, tam też czekało na nas auto, którym wróciliśmy na miejsce startu.

Osobiście uważam ten wypad za bardzo udany, taki kameralny, spokojny i bez „przygód”.

 

Autor: Grzesio

Foto: Grzesio

 

 

AZ-Łyżwy 20.01.19

Data: 20.01.2019 (niedziela)
Rzeka 🙂 Tor Stegny
Dystans: ok. 5 km
Uczestnicy: Grześ, Dorotka
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: bez klasyfikacji

 

Habałyżwy w zestawieniu Dorotka i Grześ to głównie marudzenie w stylu „co my tu robimy?”, „daleko jeszcze?” czy  „ile można się tak kręcić w kółko?”

Mimo wszystko staraliśmy się z uśmiechem na twarzach poudawać, że umiemy jeździć na łyżwach i przy tym jeszcze dobrze się bawić 🙂 (zwłaszcza Dorotka hahaha i hohoho)

Tak więc po porannym morsowaniu udaliśmy się na tor Stegny aby pomarudzić na problemy z parkowaniem, długą kolejkę do kasy (tuż przed którą zorientowaliśmy się że nie mamy gotówki a przecież kartą się nie da:/),ciasne buty i kolejkę do wypożyczalni oraz wcześniej wspomniane mocno niepojęte kręcenie się w kółko w tłumie ludzi.

I tak po obserwacji kilku efektownych wywrotek, zmianach kierunku w kręceniu się w tłumie i kolejnych kilku wywrotkach stwierdziliśmy że na nas już czas bo w końcu ile można… 🙂

 

Autor : Grzesio

Zdjęcia : Grzesio

 

AZ-Morsowanie 20.01.19

Data: 20.01.2019
miejsce: Jeziorko Czerniakowskie

Dystans: 3 x 5 min, 2 x 15 min
Uczestnicy: Karolinka, Grześ i Broda
Widownia – Paluszki i DD
Ilość kabin: brak
Temperatura odczuwalna: Zdania są podzielone

Weekend był basenowy, więc wieczory zajęte i nie za bardzo opłacało się jechać gdzieś dalej na spływ. Grześ zaproponował morsowanie nw niedzielę. Po małych negocjacjach odpuścił zbiórkę bladym świtem, do Warszawy zawitała ta ładniejsza zima – ze słońcem i mrozem (smog gratis), szczęśliwie zdrowie akurat dopisywało – no nie było powodów, żeby nie spróbować.
Na plaży nad Jeziorkiem był naprawdę spory tłumek półnagich truchtających ludzi i pojedyncze opatulone jednostki z czerwonymi nosami. W wodzie, w sporym przeręblu stała grupa podejrzanie zadowolonych ludzi z rękami w górze. Wszystko to składało się na dość surrealistyczny obrazek, upiększony styczniowym słońcem.
Wciąż trochę się zastanawiałam czy to na pewno jest najlepsze co mogę robić w niedzielne przedpołudnie, Grześ kończył jeść śniadanie / obiad, a Broda tłumaczył co i jak i obiecywał, że będzie fajnie.
Przystąpiliśmy do rozgrzewki – każdy na miarę swoich możliwości, a nastąpcie z większą lub mniejszą godnością ruszyliśmy do wody. Tu od razu zaznaczę – odczucia są bardzo intensywne i różne, ale żadnego z nich nie można nazwać marznięciem. Po bardzo kilku minutkach wybiegłam z wody i nadal nie było mi zimno. Trochę potruchtałam, podzieliłam się wrażeniami z naszą widownią i znów wróciłam do wody, już odrobinę pewniej. Chłopaki byli zdecydowanie dzielniejsi i wytrwalsi, ale też w końcu wyszli.
Przebraliśmy się, wypiliśmy herbatkę, postaliśmy na słońcu wciąż czując znacznie więcej ciepła niż powinniśmy. I tyle.

Autor: Karolinka
Fot. Aneta Tomkiewicz, Dorotka

 

 

 

 

AZ-07 Bystrze 26.12.18

Data: 26.12.2018 (Środa)
Rzeka: Świder (most kolejowy-Holiday Inn)
Dystans: ok. 2 km
Uczestnicy: Grześ
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -6,1

Środa, drugi dzień świąt piękna szaruga za oknem, czemu więc nie wyskoczyć na chwilę nad wodę. Miejsce wszystkim dobrze znane i lubiane, o tej porze roku rzadko odwiedzane. W tym roku wody w Świdrze jak na lekarstwo, nawet podczas kursu było jej mniej, trzeba więc korzystać. Mokro, zimno, nie chce się wyjść z auta, w końcu jednak się przemogłem i zszedłem na wodę po wcześniejszej rozgrzewce.

I tak troszkę ćwiczeń na bystrzu, promowania, trawersy, wyjścia na nurt. Nie był bym jednak sobą gdybym choć przez chwilę nie po pobawił się freestylowo, w końcu taki kajak zabrałem. I tak co jakiś czas dmuchając i chuchając w ręce na przemian z ćwiczeniami doczekałem się ekipy, która w tym czasie płynęła z Woli Karczewskiej. Jeszcze parę minut zabawy i pognałem za resztą pod Holidaya, przywitałem się z morsami i z wody 🙂

 

Autor: Grzesio

Zdjęcia: Dorotka, Grzesio