AZ-05 Zmrożona Jeziorka

Data: 01.12.2018 (sobota)
Rzeka: Jeziorka (Millenium-Górki Szymona/Millenium)
Dystans: ok. 4 km
Uczestnicy: Grześ, Dorotka, Wiktor, Wojtek
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -7

To miała być tradycyjna, zimowa Jeziorka.
Trasa dobrze znana i lubiana- z Millenium do Górek Szymona, czyli ok 9 km płynięcia.
Pogoda idealna – słonecznie i mroźno. Zbiórka punkt 9.00 pod domem, pakowanie kajaków i nad rzekę.
Klubowe towarzystwo nie dopisało, ale znaleźli się inni śmiałkowie. Pod opieką mieliśmy kolegów Grzesia – Wiktora i Wojtka.
Chłopaki to pasjonaci kitesurfingu i w każdy weekend jadą latać gdzieś nad morze. Warun nad morzem kiepski, więc poratowaliśmy kolegów zaproszeniem na zimowy spływ.
Czekając na rozwiezienie, umililiśmy sobie czas rozmową o tym, jak kitesurferzy radzą sobie zimą z niepogodą (5mm wyporne neopreny, bluzy itp). Może kiedyś wypróbuję jakiś kitesurfingowy patent na kajaku?
W końcu schodzimy na wodę – Grześ płynie pierwszy, później Wiktor i Wojtek, a ja zamykam. Mimo naszych obaw, oprócz profesjonalnego stroju, koledzy też bardzo dobrze radzą sobie w kajaku, więc początek spływu był obiecujący. Płyniemy raźnie, jednak szybko lód robi się coraz grubszy i jest go coraz więcej. Strategia płynięcia wygląda tak, że chłopaki we 3 walczą z lodem i torują drogę, a ja czekam co tam wymodzą. Mimo słońca, zaczyna mi być chłodno. Lód coraz grubszy. Jest tak gruby, że wszyscy czworo wdrapujemy się na niego i podskakujemy w kajakach celem połamania (lodu nie kajaka!). Urządzamy wyścigi posuwania się w łódkach, bez użycia rąk – śmiechu co nie miara, a i okazja dobra do rozgrzania. Zabawiając się w te i podobne sposoby, przepływamy 2 km w prawie 3h (czyli zostało nam jeszcze ok 7km). Zaczynają się pojawiać coraz większe wątpliwości co do tego, czy starczy nam sił na dalsze przebijanie się i czy w razie czego uda nam się wrócić do samochodu. Po chwili zastanowienia, postanawiamy wrócić i płynąc w górę rzeki. W między czasie robimy przerwę na herbatkę. W sumie powrót zajmuje nam około 1h, i tak po mniej więcej  4h walki z żywiołem i 4km docieramy z powrotem do samochodu.
Z niedosytem, pokonani przez rzekę wracamy do domów. Nikt nie ma wątpliwości, że podjęliśmy dobrą decyzję – zimowe dni są krótkie, a my bez odpowiedniego sprzętu do podciągania się po lodzie i tylko z dwoma termosami herbaty, bez prowiantu w mroźny dzień. Mimo porażki, to była zabawna przygoda, którą jeszcze trochę powspominam.
Autor : Dorotka

Zdjęcia : Grzesio

Data: 01.12.2018 (sobota)
Rzeka: Jeziorka (Millenium-Górki Szymona/Millenium)
Dystans: ok. 4 km
Uczestnicy: Grześ, Dorotka, Wiktor, Wojtek
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -7

To miała być tradycyjna, zimowa Jeziorka.
Trasa dobrze znana i lubiana- z Millenium do Górek Szymona, czyli ok 9 km płynięcia.

Pogoda idealna – słonecznie i mroźno. Zbiórka punkt 9.00 pod domem, pakowanie kajaków i nad rzekę.

Klubowe towarzystwo nie dopisało, ale znaleźli się inni śmiałkowie. Pod opieką mieliśmy kolegów Grzesia – Wiktora i Wojtka.
Chłopaki to pasjonaci kitesurfingu i w każdy weekend jadą latać gdzieś nad morze. Warun nad morzem kiepski, więc poratowaliśmy kolegów zaproszeniem na zimowy spływ.

Czekając na rozwiezienie, umililiśmy sobie czas rozmową o tym, jak kitesurferzy radzą sobie zimą z niepogodą (5mm wyporne neopreny, bluzy itp). Może kiedyś wypróbuję jakiś kitesurfingowy patent na kajaku?

W końcu schodzimy na wodę – Grześ płynie pierwszy, później Wiktor i Wojtek, a ja zamykam. Mimo naszych obaw, oprócz profesjonalnego stroju, koledzy też bardzo dobrze radzą sobie w kajaku, więc początek spływu był obiecujący. Płyniemy raźnie, jednak szybko lód robi się coraz grubszy i jest go coraz więcej. Strategia płynięcia wygląda tak, że chłopaki we 3 walczą z lodem i torują drogę, a ja czekam co tam wymodzą. Mimo słońca, zaczyna mi być chłodno. Lód coraz grubszy. Jest tak gruby, że wszyscy czworo wdrapujemy się na niego i podskakujemy w kajakach celem połamania (lodu nie kajaka!). Urządzamy wyścigi posuwania się w łódkach, bez użycia rąk – śmiechu co nie miara, a i okazja dobra do rozgrzania. Zabawiając się w te i podobne sposoby, przepływamy 2 km w prawie 3h (czyli zostało nam jeszcze ok 7km). Zaczynają się pojawiać coraz większe wątpliwości co do tego, czy starczy nam sił na dalsze przebijanie się i czy w razie czego uda nam się wrócić do samochodu. Po chwili zastanowienia, postanawiamy wrócić i płynąc w górę rzeki. W między czasie robimy przerwę na herbatkę. W sumie powrót zajmuje nam około 1h, i tak po mniej więcej 4h walki z żywiołem i 4km docieramy z powrotem do samochodu.

Z niedosytem, pokonani przez rzekę wracamy do domów. Nikt nie ma wątpliwości, że podjęliśmy dobrą decyzję – zimowe dni są krótkie, a my bez odpowiedniego sprzętu do podciągania się po lodzie i tylko z dwoma termosami herbaty, bez prowiantu w mroźny dzień. Mimo porażki, to była zabawna przygoda, którą jeszcze trochę powspominam.

Autor : Dorotka

Zdjęcia : Grzesio