AZ 08 – Zimowa Wda, dzień 2

Data: 27.02.2016 r.
Trasa: Błędno – Stara Rzeka
Dystans: 14 km
Uczestnicy: Agata, Ewa, Rafał, Waldi, Pestka, Konrad, Karolinka, Staszek, (Ogór, Szymon – służba kwatermistrzowska)
Punkty Akcji Zima: 6,1

RELACJA

Staszek:
„Trzeci dzień imprezy, a drugi dzień pływania zapowiadał się ekscytująco – to właśnie na sobotę organizatorzy przewidzieli całą masę atrakcji, które miały stać się naszym udziałem. Może właśnie dlatego ze snu nie wyrwało mnie uporczywe dzwonienie budzika, ani okładanie wiosłem przez Konrada domagającego się, abym przestał zakłócać mu sen swym chrapaniem:) O dziwo wstałem sam :) Szybka toaleta, śniadanko i już po chwili wszyscy, którzy mogli, w pełnym rynsztunku pędzili do autobusu żądni kolejnych miło spędzonych chwil na wodzie. Co prawda nasi rekonwalescenci nie mogli popłynąć z nami, ale zapewniam Was, że w historii tego wyjazdu zapisali się złotymi zgłoskami przez swą brawurowo przeprowadzoną misję. Gdybyście chcieli poznać jej szczegóły, odsyłam do zainteresowanych, być może przy którymś z wieczornych ognisk w zbliżającej się Akcji Lato, zdradzą wam szczegóły, jak niestrudzenie nadstawiali karku dla dobra nas wszystkich :)
Szybki przejazd na miejsce startu i po chwili każdy sadowi się w swym kajaku.
Dwie godziny wiosłowania i tuż za zburzonym mostem kolejowym mamy postój przed wyścigiem, który ma się za chwilę rozegrać. Ostatni instruktaż udzielony przez Rafała i Konrada i wszyscy ochoczo schodzimy na wodę. Na linii startu meldujemy się trójkami. Na pierwszy ogień idą Agata, Ewa oraz Waldi z Pestką w dwójce. Rozbrzmiewa start i po chwili znikają nam z oczu. Kolejne załogi i już wszystko jasne, że nikt nie ma zamiaru odpuszczać. Po chwili melduję się na starcie razem z Rafałem i Konradem. Na znak-sygnał startujemy i już wiem, że ciężko będzie dotrzymać im kroku, o ile wczorajszy odcinek to leniwe wiosłowanie o tyle dziś pojawiają się zwalone drzewa, a rzeka nieznacznie przyśpiesza. Na domiar złego po kilkudziesięciu metrach załoga startującej za mną dwójki dochodzi mnie przy forsowaniu drzewa, zaś najkrótszą drogę obiera przez rufę mojego kajaka, skutecznie mnie unieruchamiając. Puszczam ich przodem lecz po paru chwilach również oni znikają mi z oczu. Zostałem sam na placu boju, ale postanawiam walczyć do końca. Po kilku zakrętach ukazuje mi się zwalone drzewo i owa feralna osada, która się pod nim zablokowała (spełnia się sentencja, że „karma to suka”). Mijam jeszcze dwie jedynki, a po chwili w dwójce mija mnie Olek Doba z partnerem (przegrać z gościem, który przepłynął Atlantyk to nie wstyd myślę i wiosłuję dalej). Kilkadziesiąt pociągnięć wiosłem i za chwile upragniona meta. Na mecie niespodzianka, organizatorzy przygotowali dla nas ognisko, ale to jeszcze nie koniec atrakcji, gdyż po powrocie do ośrodka czeka nas konkurencja strzelecka.
Tak się niefortunnie złożyło, że w konkurencji strzeleckiej drużyna Habazii startowała już grubo po zmroku. Pierwszy raz w życiu widziałem zawody strzeleckie rozgrywane przy czołówkach. Nawet pomimo takich przeciwności losu humor nas nie opuszczał, no może na chwilę, gdy do karabinu doszedł Pan Janek, (przez chwilę mieliśmy obawy, że postanowił sobie zapewnić sukces poprzez eliminację przeciwników). Na wyniki poszczególnych konkurencji musieliśmy zaczekać do niedzieli, choć z zakulisowych rozmów wiedzieliśmy już, że jest nieźle. Tego dnia organizatorzy przygotowali dla nas jeszcze wieczorek taneczny z udziałem DJ-a, zaś ośrodek, który nas gościł, do późnych godzin nocnych tętnił życiem sprzyjając integracji i miłym międzyklubowym rozmowom.”

foto: Ania

2016 AZ – 08 Wda

Flickr Album Gallery Powered By: WP Frank