HabaŁyżwy na torze Stegny

Data: 02.12.2018.

Rzeka: zamarznięty tor łyżwiarski Stegny

Uczestnicy: Agata N, Mania, Al

Temperatura: 1°C

Autor relacji: Al; zdjęcia – praca grupowa

W chłodny, choć przyjemny niedzielny wieczór, postanowiliśmy uczcić inauguracje sezonu łyżwiarskiego na Torze Stegny, inauguracyjnym spotkaniem sekcji HabaŁyżwy.

W kolejkach pod kasami zgromadzili się liczni członkowie sekcji HabaŁyżwy (3 os.), którzy akurat mieli czas i ochotę pojeździć. Kolejka do kasy biletowej była długa, ta do tej z multisportami krótsza. To miło.

Rozczarowałbym moich fanów mojej prozy gdybym napisał zbyt długą relację. Streszczę wiec i napiszę co istotne: było miło, lód był miękki i ciepły, towarzystwo miłe a obce towarzystwo nie występowało w nadmiarze, pozwalając na swobodną jazdę. Dodatkowo było też stosunkowo ciepło (jak się miało czapkę!) i tanio (do multisport dopłaca pracodawca).

Do zobaczenia na kolejnych zajęciach ze wstawania z lodu z sekcją HabaŁyżwy. Polecam. Buziaczki.

Al

Spływ Trzech Króli i tańcząca kra

…Kra tańczyła wokół nas kręcąc się, odbijając od siebie, łącząc i tworząc przedziwny ruchomy labirynt… ale od początku.]

Jeden rzut okiem na Wisłę i już było wiadomo, że będzie ciekawie. Skoro jednak już ubraliśmy się jak na biegun polarny, postanowiliśmy, że spróbujemy. Zeszliśmy na wodę tuż przyj ujściu Jeziorki do Wisły. Kilkadziesiąt metrów płynięcia i z początkowych 4 śmiałków na wodzie pozostała zdeterminowana dopłynąć do końca trójka: Konrad, Staszek i Edzia. Niczym 3 królowie (w tym jedna królowa ;)) zdecydowanie dążyliśmy do celu, którym był HOW, a wierzcie mi, wcale nie było to takie proste, i nie chodzi tu wcale o temperaturę, która nie pozwalała nawet na chwilę przestać się ruszać.

Początkowo kra nie była gęsta i wyraźnie było widać wolne od niej „korytarze”, wiec poruszaliśmy się dość sprawnie. Słoneczko świeciło, wiatr za bardzo nie wiał, było przyjemnie. Kra tańczyła wokół nas kręcąc się, odbijając od siebie, łącząc i tworząc przedziwny ruchomy labirynt. Widoki były cudne. Jednak im bliżej Warszawy tym zaczęło się robić gęściej i szukanie wolnych od kry korytarzy już nie było takie proste. Kawałki lodu przesuwały się wokół siebie w najprzeróżniejszych kierunkach, czasem miało się wrażenie, że jedna część rzeki płynie pod prąd, środek w poprzek, a pozostała część kręci się w kółko. Jednym słowem robiło się trochę strasznie 🙂 Szczególnie gdy kawałki kry zamykały się wokół kajaka odcinając drogę ucieczki i zmuszając do ciężkiego przebijania się przez lód niczym lodołamacz. By dotrzeć do celu stosowaliśmy najprzeróżniejsze techniki: płynęliśmy razem z krą (działało jednak tylko jak się było na głównym nurcie), płynęliśmy gęsiego za „lodołamaczem”, którym najczęściej był Konrad, lawirowaliśmy wąskimi korytarzami lodowego labiryntu, starając się zdążyć zanim się zamkną, a czasem czekając, aż się otworzą.

Nie tylko rzeka zmieniała się im bliżej byliśmy celu. My również przechodziliśmy swego rodzaju przeobrażenie. Początkowa warstewka cienkiego lodu na kajaku rozrosła się by z czasem pokryć dokładnie nie tylko nasze fartuchy, ale i wiosła (które trzeba było obijać bo robiły się ciężkie), nasze kamizelki i kurtki, czego efektem było to, że wyglądaliśmy jak pokryci lukrem 🙂

Spływ Trzech Króli – Wisła

Flickr Album Gallery Powered By: WP Frank

Do celu udało się dotrzeć w pełnych 3 kawałkach, w całkiem niezłym czasie, nic nie odmrażając. Ciężko uwierzyć, że to zrobiliśmy 🙂

Relacja by Edzia

FOTO by Konrad


Uczestnicy: Edzia, Staszek, Konrad i chwilowo Sebastian K.
Rzeka: Wisła (odcinek Ujście Jeziorki – HOW)
Dystans: 16,3 km
Czas: 3h25min
Temperatura odczuwalna: -24,5 stC
Punkty AZ: 26,5