AZ01 – XVII Spływ Niepodległościowy

Data: 11 Listopada 2017,  g. 9:00
Rzeka, akwen: Utrata (Zawady – omc Sochaczew)
Dystans: 15 km
Uczestnicy: Marucha, Witek, Krystynka, Niedźwiedź, Edzia, Star, Karolinka, Magda, Marta G, Pan Koza, Łoś, Karol, Miras, Joanna K, Wtopa, Jacek M, Agata N, Aneta T, Paluch, Konrad, Bożena, Rafał, Grześ, Dorota D, Pestka, Dym
Temperatura odczuwalna: -6,0 st.C

Zgodnie już z siedemnastoletnią tradycją, jedenastego listopada spotkaliśmy się nad rzeką, by w kajakowy sposób uczcić Święto Niepodległości. Marucha i Witek przyzwyczaili nas do świetnej organizacji, ale w tym roku, w pewnym sensie, podnieśli poprzeczkę jeszcze wyżej 🙂 Ale o tym później.

Na rzekę, która ugości nas z okazji XVII Spływu Niepodległościowego, została wybrana Utrata, odcinek od mostu w okolicach wsi Zawady, aż prawie do ujścia do Bzury w Sochaczewie, z przerwą w Żelazowej Woli. To w sumie dało około 15 km wiosłowania. Utrata to nie jest moja ulubiona rzeka, bo długimi fragmentami jest uregulowana i niezbyt urodziwa, ale ten odcinek był bardzo przyjemny. Na pewno, na atrakcyjność rzeki wpłynął bardzo wysoki stan wody. Szybki nurt urozmaicił nam pływanie podnosząc co i raz poziom adrenaliny oraz podgrzewając atmosferę.

Spływ inaugurował tegoroczną Akcję Zima. Pogoda była może mało zimowa, śnieg to można było sobie tylko wyobrazić, ale zimny wiatr trochę już wprowadzał nas w klimat. W tegorocznej AZ punktowane są też dodatkowe osiągnięcia na spływach, na przykład kabiny oraz eskimoski i tak jak normalnie zima zaskakuje drogowców, to tym razem Akcja Zima zaskoczyła nas. Nie sądziłem, że walka o prowadzenie w tabeli będzie tak zacięta i  wiele osób nie zawaha się przed kąpielą. Wpierw na czoło w klasyfikacji AZ postanowił wysunąć się Marucha, robiąc ładną eskimoskę. Niestety, prowadzenie w tymczasowej tabeli szybko odebrał mu Witek robiąc kabinę, która jest wyżej punktowana. Tak się organizuje spływy, trzeba pokazać wszystkim jak się bawić 🙂 Jednak walka w AZ to nie przelewki, trzeba iść na całość i zrobić i eskimoskę i kabinę, tak jak Grzesiek. Pod koniec etapu jeszcze zapunktowała Aneta, pięknie spadając z drzewa. Nurt jednak był naprawdę silny, sam też muszę się przyznać, że na kanadyjce robiłem przechył na przeszkodę nieco mniej spokojnie i dostojnie niż planowałem.

Chwilę odpocząć od walki z Utratą mogliśmy podczas przerwy w Żelazowej Woli, niestety od strony rzeki nie ma kasy, żeby opłacić wstęp do parku, więc nie mogliśmy zostać tam zbyt długo 🙁 Całą trasę pokonaliśmy szybko, ale był to bardzo dobrze spędzony czas. Warto było tak spędzić dzień, szczególnie że jeszcze na mecie czekała nas słodka niespodzianka od Konrada – wegańskie ciasto.

Autor: Rafał
Foto: Konrad

AZ07 – Rządza rządzi

Data: 3.12 (niedziela)

Rzeka: Rządza
Trasa: Gęsianka – Osęczyzna
Dystans: ok 10km

Stracone czapki: 2
Ilość kabin: 1 (autorstwa Grzesia)
Temperatura odczuwalna: -0,8 st.C

Kto: Ewa, Magda, Marucha, j*, Edzia, Dorotka, Grześ
 
Drugi tydzień z rzędu miałam wychodne. Dzielnie obudziłam się o 7:00, żeby powoli i sennie zebrać się do wyjścia. Nie było już takiego podekscytowania jak tydzień wczesniej przed Jeziorką (nooo, wtedy to był pierwszy spływ akcji zima od dwóch lat) – było rano, ciemno i zimno i dziecko spało – tzn. ja też mogłam!
 
Pojechałam do HOWu spotkać się z Madzią, zapakować kajaki i w drogę do Gęsianki! Ahoj przygodo!
 
Punkt 9:00 podjechałyśmy na miejsce startu, gdzie już praktycznie wszyscy byli gotowi. Szybka akcja rozpakowywania, zdejmowania kajaków i rozwożenia samochodów. Od razu wiedziałam, że będzie pięknie. Mała rzeczka, śnieg na brzegach, buty Rafała na nogach (tzn. nie będą uciskać jak moje), łapawice na wiośle. Będzie pięknie!
 
Kiedy zeszliśmy na wodę od razu się zaczęło! Zwałka za zwałką! Jak się przecisnąć, żeby nie wyjść z kajaka. Prędkości zawrotnej nie osiągnęliśmy, bo pierwszy kilometr pokonaliśmy w godzinę. Naprawdę – było pięknie! Banan na twarzy i ciągłe powtarzanie „ale ekstra!”. Mokre rękawy, mokre włosy, stracone czapki. No i to się nazywa spływ! Razem z Madzią okrzyknęłyśmy, że jesteśmy super, kiedy na drodze pojawiła się zwałka – wg niektórych niemożliwa do pokonania. Ale jako, że miałyśmy nizinne kajaki, chłopaki ładnie nas przerzucili. Przerzucili na brzeg, więc jako, że przeszkoda zaliczona bez wyjścia z kajaka, można było zdjąć fartuch, wyjść z kajaka i poprzeciągać resztę. We dwie, zapierając się o wszystko co było pod nogami przeciągnęłyśmy wszystkich trzech chłopaków! Brawo my!
 
Niestety ze względu na ilość zwalonych drzew i przeszkód musieliśmy jeden mostek obejść – no nie dało się tego zrobić w rozsądnych ramach czasowych. Ale oprócz tego jednego przymusowego wyjścia, żadna zwałka nie była mi straszna! Wysiadłam z kajaka dopiero na mecie 🙂
 
Naprawdę był to piękny spływ. I całe szczęście, że nie zdecydowaliśmy się na dłuższy wariant , bo wtedy mogłoby już być nam bardzo zimno i piękno rzeki mogłoby zostać przyćmione przez odczucia czysto fizyczne – wszechogarniające odczucie zimna. Wydawać by się mogło, że niby temperatura odczuwalna była -0,8, ale tak naprawdę jeżeli zwałki wymuszały połowiczne moczenie, to nawet najlepszy strój nie uchroniłby nas przed chłodem. Dlatego też z ulgą usłyszałam, że dopłynęliśmy do samochodów.
 
Pozostała szybka akcja przebrania, zamocowania kajaków na dachu, podwiezienia Jacka do samochodu i można było spokojnie, w ciepłym samochodzie wracać do domu.
 
Takie jedno spostrzeżenie na sam koniec się nasuwa – nizinne kajaki są do pływania zwałkowych rzek, górskie nie do końca, fresstyle’ówki też nie bardzo 🙂
 

Spływ Trzech Króli i tańcząca kra

…Kra tańczyła wokół nas kręcąc się, odbijając od siebie, łącząc i tworząc przedziwny ruchomy labirynt… ale od początku.]

Jeden rzut okiem na Wisłę i już było wiadomo, że będzie ciekawie. Skoro jednak już ubraliśmy się jak na biegun polarny, postanowiliśmy, że spróbujemy. Zeszliśmy na wodę tuż przyj ujściu Jeziorki do Wisły. Kilkadziesiąt metrów płynięcia i z początkowych 4 śmiałków na wodzie pozostała zdeterminowana dopłynąć do końca trójka: Konrad, Staszek i Edzia. Niczym 3 królowie (w tym jedna królowa ;)) zdecydowanie dążyliśmy do celu, którym był HOW, a wierzcie mi, wcale nie było to takie proste, i nie chodzi tu wcale o temperaturę, która nie pozwalała nawet na chwilę przestać się ruszać.

Początkowo kra nie była gęsta i wyraźnie było widać wolne od niej „korytarze”, wiec poruszaliśmy się dość sprawnie. Słoneczko świeciło, wiatr za bardzo nie wiał, było przyjemnie. Kra tańczyła wokół nas kręcąc się, odbijając od siebie, łącząc i tworząc przedziwny ruchomy labirynt. Widoki były cudne. Jednak im bliżej Warszawy tym zaczęło się robić gęściej i szukanie wolnych od kry korytarzy już nie było takie proste. Kawałki lodu przesuwały się wokół siebie w najprzeróżniejszych kierunkach, czasem miało się wrażenie, że jedna część rzeki płynie pod prąd, środek w poprzek, a pozostała część kręci się w kółko. Jednym słowem robiło się trochę strasznie 🙂 Szczególnie gdy kawałki kry zamykały się wokół kajaka odcinając drogę ucieczki i zmuszając do ciężkiego przebijania się przez lód niczym lodołamacz. By dotrzeć do celu stosowaliśmy najprzeróżniejsze techniki: płynęliśmy razem z krą (działało jednak tylko jak się było na głównym nurcie), płynęliśmy gęsiego za „lodołamaczem”, którym najczęściej był Konrad, lawirowaliśmy wąskimi korytarzami lodowego labiryntu, starając się zdążyć zanim się zamkną, a czasem czekając, aż się otworzą.

Nie tylko rzeka zmieniała się im bliżej byliśmy celu. My również przechodziliśmy swego rodzaju przeobrażenie. Początkowa warstewka cienkiego lodu na kajaku rozrosła się by z czasem pokryć dokładnie nie tylko nasze fartuchy, ale i wiosła (które trzeba było obijać bo robiły się ciężkie), nasze kamizelki i kurtki, czego efektem było to, że wyglądaliśmy jak pokryci lukrem 🙂

Spływ Trzech Króli – Wisła

Flickr Album Gallery Powered By: Weblizar

Do celu udało się dotrzeć w pełnych 3 kawałkach, w całkiem niezłym czasie, nic nie odmrażając. Ciężko uwierzyć, że to zrobiliśmy 🙂

Relacja by Edzia

FOTO by Konrad


Uczestnicy: Edzia, Staszek, Konrad i chwilowo Sebastian K.
Rzeka: Wisła (odcinek Ujście Jeziorki – HOW)
Dystans: 16,3 km
Czas: 3h25min
Temperatura odczuwalna: -24,5 stC
Punkty AZ: 26,5