AZ16 – Świąteczny Świder

Data: 26 grudnia 2017r. g.10:00
Rzeka: Świder (Wola Karczewska – Holiday Inn)
Dystans: 17 km
Czas: 2h 48min
Uczestnicy: Dorota, Grzesio, Pestka, Agata N., Marucha, Mielizna, Broda, Ewa S., Rafał, Guli, Witek, Konrad
Ilość kabin: 1 (KANADA = Mielizna + Broda)
Temperatura odczuwalna: -4,2 st.C

W tym sezonie Spływ Świąteczny wypadł znowu 26 grudnia, ale tym razem we wtorek 😛
Spotkaliśmy się w Woli Karczewskiej o godzinie 10.
Po sprawnym przebraniu 😉 i rozwiezieniu samochodów, wyruszyliśmy „ku przygodzie”. W każdej głowie kołatała się myśl: „ciekawe kto tym razem zaliczy kąpiel?” 😀
To już taka nasza wieloletnia tradycja.

Każdy zatargał swoją łódkę nad brzeg Świdra, zapakował jedzonko i ciepłą herbatkę, i zmarzniętymi palcami zapinał, z większą lub mniejsza gracją, równie zmarznięty fartuch.
A jak śpiewał kiedyś pewien Słoma:
„… z herbatkami, z termosami i dobrymi poradami
płyną tłumy ich, tłumy ich …”.
Więc ruszyliśmy tłumnie, zbita grupą. Rozmowy, heheszki, płyniemy…
Kilka przeszkód, każdy dzielnie walczy, kanada napiera.
I nagle krzaki, kanada w opałach. Co się wydarzy? Aparaty już w dłoniach, czekamy…
Niestety, nie tym razem. Sprawna załoga daje radę opanować sytuację.

Jest pięknie, lekki chłodny wiaterek, piękne słoneczko, dużo energii po świątecznej diecie, banany na twarzach.
Płyniemy, popijamy herbatę, wcinamy czekoladę 🙂
Aż tu nagle CHLUUUUUP!!!
Co się dzieje??
Kanada leży!
Ale jak?? Na czym??
Niestety. Niczym zderzenie dwóch walców, TO BYŁ MOMENT!! 😀
Wystające z wody małe główki nerwowo holują dobytek do brzegu.
Wśród współtowarzyszy radość, dzień nabrał nowych barw. Spełniło się! 🙂
Teraz już „uhahani” dopingujemy naszych bohaterów do sprawnego przebierania w suche ciuchy.
Czekamy, wspominamy poprzednie lata, bo nic tak nie cieszy jak………….., jak kabina na Spływie Świątecznym. Na szczęście już niedaleko do mety.

Sucha załoga w komplecie. Płyniemy dalej, ale już ostrożniej, bo drugiego zestawu ubrań już nie ma, a jeszcze bystrze pod mostem kolejowym do spłynięcia.
Sprawnie pokonujemy wszyscy józefowskie „łajtłotery”, oglądamy ile do zrobienia mamy tu przed kursem. Niektórzy już trenują.
Szczęśliwi dopływamy do mety i ogarniamy szybko sprzęt, żeby jeszcze na chwilę spotkać się przy świątecznym stole. Są ciasta, owoce, herbaty świata, no pełen wypas.
Na koniec pamiątkowe zdjęcie i do domu.
Jak co roku było super! 🙂
Ciekawe kto w przyszłym roku? Przekonamy się 🙂

Autor: Konrad
Foty: Konrad