AZ-Morsowanie 20.01.19

Data: 20.01.2019
miejsce: Jeziorko Czerniakowskie

Dystans: 3 x 5 min, 2 x 15 min
Uczestnicy: Karolinka, Grześ i Broda
Widownia – Paluszki i DD
Ilość kabin: brak
Temperatura odczuwalna: Zdania są podzielone

Weekend był basenowy, więc wieczory zajęte i nie za bardzo opłacało się jechać gdzieś dalej na spływ. Grześ zaproponował morsowanie nw niedzielę. Po małych negocjacjach odpuścił zbiórkę bladym świtem, do Warszawy zawitała ta ładniejsza zima – ze słońcem i mrozem (smog gratis), szczęśliwie zdrowie akurat dopisywało – no nie było powodów, żeby nie spróbować.
Na plaży nad Jeziorkiem był naprawdę spory tłumek półnagich truchtających ludzi i pojedyncze opatulone jednostki z czerwonymi nosami. W wodzie, w sporym przeręblu stała grupa podejrzanie zadowolonych ludzi z rękami w górze. Wszystko to składało się na dość surrealistyczny obrazek, upiększony styczniowym słońcem.
Wciąż trochę się zastanawiałam czy to na pewno jest najlepsze co mogę robić w niedzielne przedpołudnie, Grześ kończył jeść śniadanie / obiad, a Broda tłumaczył co i jak i obiecywał, że będzie fajnie.
Przystąpiliśmy do rozgrzewki – każdy na miarę swoich możliwości, a nastąpcie z większą lub mniejszą godnością ruszyliśmy do wody. Tu od razu zaznaczę – odczucia są bardzo intensywne i różne, ale żadnego z nich nie można nazwać marznięciem. Po bardzo kilku minutkach wybiegłam z wody i nadal nie było mi zimno. Trochę potruchtałam, podzieliłam się wrażeniami z naszą widownią i znów wróciłam do wody, już odrobinę pewniej. Chłopaki byli zdecydowanie dzielniejsi i wytrwalsi, ale też w końcu wyszli.
Przebraliśmy się, wypiliśmy herbatkę, postaliśmy na słońcu wciąż czując znacznie więcej ciepła niż powinniśmy. I tyle.

Autor: Karolinka
Fot. Aneta Tomkiewicz, Dorotka

 

 

 

 

AZ-27 Jeziorka

Data: 25.02.2018 (niedziela)
Rzeka: Jeziorka (Dąb Emil- Łoś)
Dystans: ok. 5,5 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek N, Mielizna, Macirk R, Olga G., Wiktor, Kasia K.
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -19,7

 

Ta zima zdecydowanie należała do jednej z tych ciepłych.

Z tego też tytułu ten spływ był chyba najbardziej zimowym i mroźnym spływem w tej edycji AZ.

Zebraliśmy się sporą gromadką w Łosiu i ruszyliśmy rozwieźć auta.

Przygotowania do startu były raczej powolne, temperatura mocno dawała o sobie znać co spowalniało

procedury ubierania się czy przygotowania łódek.

 

W końcu ruszyliśmy.

Po zejściu na wodę od razu dało się zauważyć nowe oblicze jakże często odwiedzanej w tym roku Jeziorki.

Rzeka wiła się niczym wąż, będąc przy tym dużo węższa niż na innych odcinkach, dodatkowo skuta lodem w wielu miejscach zawężała się na szerokość

kajaka co utrudniało nam wiosłowanie,  momentami była też całkowicie zamarźnięta i niedostępna.

Oczywiści dla Habadrużyny to przecież pestka.

Jak to mówią w kupie siła więc i zima i lód i chłód nam nie straszne!

Wszyscy razem i każdy z osobna parliśmy do przodu nieustraszeni a Królowa śniegu ze łzami w oczach

patrzyła jak przebijamy się przez kolejne pułapki i zapory które stawiała przed nami.

W ten mroźny dzień pogoda wyjątkowo nam dopisała a słońce towarzyszyło nam przez cały czas spędzony na wodzie.

Mimo wszystkich trudności Habadrużyna jak zwykle przezwyciężyła stawiane jej wyzwania i bez większych

 

problemów osiągneła cel swojej podróży – most w Łosiu.

 

Dzięki za kolejne wspaniałe chwile na wodzie.

 

Autor : Grzesio

Zdjęcia : Grzesio