AZ09 – Śryż na Wkrze

Data: 14.01.2018 (niedziela) g. 09:30
Rzeka: Wkra (Sobieski – most kolejowy Popielżyn Zawady)
Dystans: ok. 12 km
Uczestnicy: Konrad, Madzialenda, Agata N., Edzia, Dorota, Grześ, Wtopa, Guma, Broda, Karolinka
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -16,2

W najzimniejszą jak dotąd niedzielę 2018 roku nie było łatwo. Jakaś straszna jędza wyznaczyła godzinę zbiórki w HOW o 8, a na starcie w Sobieski o 9:30. W efekcie tylko skład Komandora AZ był na miejscu na czas, może dlatego, że miał najbliżej. Pozostali się bardzo starali albo musieli zatankować kawę.

Ponieważ wbrew prognozie słońce jakoś nie wychodziło, wiatr wiał dalej i było dość paskudnie, zgodnie podjęliśmy decyzję o skróceniu trasy do mostu kolejowego. Po rozwiezieniu samochodów i/lub rundzie hula hop zeszliśmy na wodę.
Wkra przywitała nas śryżem i śpiewającym lodem. Dźwięki upiorne, wrażenia bardzo mocne, wiatr zimny i pagaj mocy ciężki i wielki. No ale przecież wszyscy czekali na prawdziwą Akcję Zima, więc wesoło powiosłowaliśmy łatwą, prostą i przyjemną Wkrą, ignorując, że wiatr czasami zatrzymuje nas w miejscu, a woda gęstnieje pod wiosłem.

Wyjątkowo groźnym i podstępnym miejscem okazał się stary młyn na wysokości Krajęczyna – z wody wystawały aż 2 wielkie kamienie! Warto również wspomnieć o kołku na środku rzeki tuż przed mostem w Jońcu – na szczęście Konrad czuwał i na czas ostrzegł załogę kanady przed tymi strasznie niebezpiecznymi miejscami.
Mimo tych emocji wcale nie robiło się cieplej, kajakarze powoli pokrywali się lodowym lukrem, śryż gęstniał coraz bardziej, a pagaj mocy nie robił się lżejszy.

Po 2 godzinach z kawałkiem dopłynęliśmy do mostu kolejowego i naszych samochodów. Pozostało szybko się pozbyć lodowego lukru, przebrać, rozgrzać, spakować, zebrać i wrócić do Warszawy. Ten końcowy etap naszej wyprawy sponsorował rosół Wtopy i działające ogrzewanie w złotej strzale.

Lekcja z Wkry: na takie zimno kanadyjka lepsza od kajaków

Autor: Karolinka

AZ08 – Szybka Jeziorka

Data: 23 grudnia 2017,  g. 8:00
Rzeka, akwen: Jeziorka (Millenium – Górki Szymona lub wg googla „shimona hills”)
Dystans: 8,1 km
Uczestnicy: Star, Grześ, Konrad
Temperatura odczuwalna: -7,7 st.C

Było ich trzech
W każdym z nich inna krew
Ale jeden przyświecał im cel
Za godzin dwie załadować na dach
Kajaki i
Po karpia gnać…
Jeziorki łyk
I wiosłować wciąż w dal
Niecierpliwy w nich ciskał się duch
Grześ dostał w kość
Konrad zamoczył de
Coś działo się…
Poróżniła ich
Bo na środku konar tkwił
Zastawka ta
Lecz po lewej dało się
Jacek siłę tylko miał
Na jeden raz
A młodziakom mało tak
Zanieśli na górę znów
Kajaki swe
Żeby trochę lepszym być
Cwany Konrad Grześkowi
Nie zrobił zdjęć…
To już koniec był
Deszcz paskudny zaczął lać
Na Simon Hills
Lecz na szczęście toitoi stał
I tam miło skończył się
Nasz dzielny spływ.

Autor: Jacek Starzyński
PS
Na melodię „Autobiografii”, ale na upartego może być i „Jolka, Jolka”.

AZ01 – Akcja Zima z innej strony!

Kiedy: 11.11.2017
Co: Opieka
Gdzie: Warszawa/Otwock
Skład: Ewa, Gosia
Punkty Akcji Zima: 1 🙂

Kiedy na świecie pojawia się mały człowiek organizacja różnych wydarzeń dla pary zaczyna być bardziej.. wymagająca. Najłatwiej podzielić się w sposób następujący: jedno ma wychodne, jedno siedzi z dzieckiem. I tak też stało się tym razem. Mnie przypadła opieka nad naszą córką, a Rafał z wielkim bananem na twarzy spakował kajakowy wór (warto wspomnieć, że Gosia dzielnie pomagała tacie w pakowaniu), wziął wiosło i zatrzasnął za sobą drzwi.

Kiedy zostałyśmy same nasz dzień wyglądał dość typowo: o kupa, to chodź Gośka – przebiorę Cię. No weź nie kop. Dobra, udało się. Ale pięknie stoisz! No to może coś zjesz? Kaszka manna? Robi się. Przestań pluć. Już nie chcesz? No to koniec, nie będziesz rozrzucać jedzenia po podłodze. To co teraz zrobimy? Pojedźmy do babci do Otwocka. Podróż całkiem przyjemna – dziecko zasnęło w foteliku. Jesteśmy. Powiedz: ba-ba! (papamamaaa…tata…. Ba……) No prawie.  Ale dużo miejsca (słychać oddalanie się czworakującego dziecka)! Gdzie jesteś? Przestań jeść ten papier! Zostaw tę książkę! Nie idź tam (trzaśnięcie drzwiami). Chcesz jeść? No to może teraz pierś. No to teraz druga. Nie gryź! Siku zrobiłaś? O, kupę też. No to przebieramy. Zostaw tę pastę. Zostaw tę szczotkę. Ufff, babcia popilnuje! Znowu stajesz? Brawo ty! Przestań jeść ten magnes z lodówki. Nie dawaj jej cukru! To może się napijesz? Pobawmy się klockami. Patrz jaki piękny domek. O, już nie. Dziękuję, bardzo ładnie burzysz. To może teraz spróbuj powrzucać klocki do pudełka. Sprzątamy i wracamy do taty. Pa pa!

Przyznaję, część szczegółów pominęłam. Ale muszę Wam powiedzieć – fajnie tak spędzić czas z Gosią! Szczególnie jak się tak pięknie szczerzy tym swoim dwuzębnym uśmiechem!

AZ01 – XVII Spływ Niepodległościowy

Data: 11 Listopada 2017,  g. 9:00
Rzeka, akwen: Utrata (Zawady – omc Sochaczew)
Dystans: 15 km
Uczestnicy: Marucha, Witek, Krystynka, Niedźwiedź, Edzia, Star, Karolinka, Magda, Marta G, Pan Koza, Łoś, Karol, Miras, Joanna K, Wtopa, Jacek M, Agata N, Aneta T, Paluch, Konrad, Bożena, Rafał, Grześ, Dorota D, Pestka, Dym
Temperatura odczuwalna: -6,0 st.C

Zgodnie już z siedemnastoletnią tradycją, jedenastego listopada spotkaliśmy się nad rzeką, by w kajakowy sposób uczcić Święto Niepodległości. Marucha i Witek przyzwyczaili nas do świetnej organizacji, ale w tym roku, w pewnym sensie, podnieśli poprzeczkę jeszcze wyżej 🙂 Ale o tym później.

Na rzekę, która ugości nas z okazji XVII Spływu Niepodległościowego, została wybrana Utrata, odcinek od mostu w okolicach wsi Zawady, aż prawie do ujścia do Bzury w Sochaczewie, z przerwą w Żelazowej Woli. To w sumie dało około 15 km wiosłowania. Utrata to nie jest moja ulubiona rzeka, bo długimi fragmentami jest uregulowana i niezbyt urodziwa, ale ten odcinek był bardzo przyjemny. Na pewno, na atrakcyjność rzeki wpłynął bardzo wysoki stan wody. Szybki nurt urozmaicił nam pływanie podnosząc co i raz poziom adrenaliny oraz podgrzewając atmosferę.

Spływ inaugurował tegoroczną Akcję Zima. Pogoda była może mało zimowa, śnieg to można było sobie tylko wyobrazić, ale zimny wiatr trochę już wprowadzał nas w klimat. W tegorocznej AZ punktowane są też dodatkowe osiągnięcia na spływach, na przykład kabiny oraz eskimoski i tak jak normalnie zima zaskakuje drogowców, to tym razem Akcja Zima zaskoczyła nas. Nie sądziłem, że walka o prowadzenie w tabeli będzie tak zacięta i  wiele osób nie zawaha się przed kąpielą. Wpierw na czoło w klasyfikacji AZ postanowił wysunąć się Marucha, robiąc ładną eskimoskę. Niestety, prowadzenie w tymczasowej tabeli szybko odebrał mu Witek robiąc kabinę, która jest wyżej punktowana. Tak się organizuje spływy, trzeba pokazać wszystkim jak się bawić 🙂 Jednak walka w AZ to nie przelewki, trzeba iść na całość i zrobić i eskimoskę i kabinę, tak jak Grzesiek. Pod koniec etapu jeszcze zapunktowała Aneta, pięknie spadając z drzewa. Nurt jednak był naprawdę silny, sam też muszę się przyznać, że na kanadyjce robiłem przechył na przeszkodę nieco mniej spokojnie i dostojnie niż planowałem.

Chwilę odpocząć od walki z Utratą mogliśmy podczas przerwy w Żelazowej Woli, niestety od strony rzeki nie ma kasy, żeby opłacić wstęp do parku, więc nie mogliśmy zostać tam zbyt długo 🙁 Całą trasę pokonaliśmy szybko, ale był to bardzo dobrze spędzony czas. Warto było tak spędzić dzień, szczególnie że jeszcze na mecie czekała nas słodka niespodzianka od Konrada – wegańskie ciasto.

Autor: Rafał
Foto: Konrad

AZ – Morsowanie 12.11.2017

Data: 12 Listopada 2017,  g. 10:00
Rzeka, akwen: Wisła
Dystans: 0 km
Uczestnicy: Konrad, Wydra, Kasia K., Rafał, Grześ, Dorotka
Temperatura odczuwalna: -2,3

Morsowanie zaczęliśmy od krótkiego spotkania informacyjnego i spaceru na plażę.

Po szybkim przebraniu w ciuszki do pływania rozpoczęła się rozgrzewka, jedna z tych których końca wyczekiwała duża część uczestników. (mordercza)

Pierwsza minuta w wodzie o temperaturze 6 stopni na niektórych wywarła spore wrażenie, na szczęście szybko upłynęła i mogliśmy znów pobiegać po wiślanym piasku.

Tak to kolejna rozgrzewka i siup do wody 🙂 mówią do 3 razy sztuka.

Niezapomniane przeżycie, dreszcze i dziwne uczucie chłodu na całym ciele na długo po przebraniu w suche, cieplutkie ciuszki – coś wspaniałego

A po wszytkim gorący żurek i pogaduchy, wymiana wrażeń.

Taki niestandardowy niedzielny poranek….

A mogłem zostać w łóżku 😛

Autor: Grzesio
Zdjęcia: Dorotka