AZ-Łyżwy 20.01.19

Data: 20.01.2019 (niedziela)
Rzeka 🙂 Tor Stegny
Dystans: ok. 5 km
Uczestnicy: Grześ, Dorotka
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: bez klasyfikacji

 

Habałyżwy w zestawieniu Dorotka i Grześ to głównie marudzenie w stylu „co my tu robimy?”, „daleko jeszcze?” czy  „ile można się tak kręcić w kółko?”

Mimo wszystko staraliśmy się z uśmiechem na twarzach poudawać, że umiemy jeździć na łyżwach i przy tym jeszcze dobrze się bawić 🙂 (zwłaszcza Dorotka hahaha i hohoho)

Tak więc po porannym morsowaniu udaliśmy się na tor Stegny aby pomarudzić na problemy z parkowaniem, długą kolejkę do kasy (tuż przed którą zorientowaliśmy się że nie mamy gotówki a przecież kartą się nie da:/),ciasne buty i kolejkę do wypożyczalni oraz wcześniej wspomniane mocno niepojęte kręcenie się w kółko w tłumie ludzi.

I tak po obserwacji kilku efektownych wywrotek, zmianach kierunku w kręceniu się w tłumie i kolejnych kilku wywrotkach stwierdziliśmy że na nas już czas bo w końcu ile można… 🙂

 

Autor : Grzesio

Zdjęcia : Grzesio

 

AZ09 Jeziorka 5-6.01.2019

Dzień 1

Data: 05.01.2019 (sobota)
Rzeka: Jeziorka
Dystans: ok. 3 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek N., Maciek, Szpaku
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -10,3

Dzień 2

Data: 06.01.2019 (niedziela)
Rzeka: Jeziorka
Dystans: ok. 4 km
Uczestnicy: Agata, Grześ, Tomek N., Maciek, Szpaku
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -16,8

Śniegu trochę napadało, a w niedzielę chwycił mrozek – postanowiłam wykorzystać tę piękną aurę na pływanie kajakiem (bo dawno nie pływałam). Grzesiek zorganizował dwudniową Jeziorkę z biwakiem, ale aż takim hardcorem to ja nie jestem. Jeden dzień pływania mi wystarczy. Umówiliśmy się, że dołączę w niedzielę w okolicach miejsca biwaku.

Dojechałam na umówione miejsce nad rzeką bez problemu i po chwili przypłynął Grzesiek ciągnąc za sobą „fristajlówko-bagażówkę”, którą zostawiliśmy u mnie w samochodzie, żeby nie musiał ciągnąć jej przez resztę trasy. Po chwili pojawili się pozostali Panowie czyli Tomek oraz Maciek i Szpak (koledzy Grzesia). Towarzyszyła im też jedna kobieta, choć trochę niekompletna – składała się głownie z piersi.

Poprzedni dzień i noc został mi krótko zrelacjonowany. Było fajnie, trochę zimno (szczególnie w nocy) i trochę wiało (nad ranem). Było ognisko, był kociołek i inne męskie atrakcje…

Ruszyliśmy. Nie za szybko. Koledzy na szklanej dwójce mieli takie hobby, że co jakiś czas wysiadali na brzeg i przenosili sobie kajak o drzewko lub dwa dalej. Co kto lubi 🙂 My w tym czasie płynęliśmy sobie leniwie od czasu do czasu przeskakując jakąś zwałkę. Trasa krótka, przyjemna, ale nie nudna – w sam raz na akcję zima. Jedno drzewko nie dało się przeskoczyć, a przynajmniej nikt nie chciał sprawdzać czy się da w tych warunkach. (A co jak się okaże, że się nie da?!) Tu my też sprawdziliśmy czy fajnie jest chodzić po brzegu z kajakiem. Całkiem fajnie, ale jednak wolę pływanie. Zrobiliśmy sobie przy okazji krótką przerwę na herbatkę i selfika i po chwili polecieliśmy dalej w kierunku mety.

Na mecie czekała dostawa ciepłej herbatki. Szybkie odzyskanie samochodów, pożegnanie i każdy pojechał do domu. Kolejny spływ AZ za nami. Do następnego!

Autor: Agata
Zdjęcia: Grzesio

 

 

 

 

 

 

 

AZ-08 Nietradycyjny spływ świąteczny

Data: 26.12.2018 (środa)
Rzeka: Świder (Wola Karczewska – Holiday parking)
Dystans: 17,7 km
Uczestnicy: Olga G., Mielizna, Ciastek, Guli, Ruru, Żabeł, Zoha i Konrad
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -6,1

W tym roku, zupełnie ta samo jak w poprzednim, Spływ świąteczny wypadł w środę 🙂
Udało się zmobilizować uczestników, żeby zacząć wcześniej i pomimo świątecznego rozleniwienia wszyscy punktualnie o 8:00 stawili się w magazynie, żeby po przepaku na 2 auta ruszyć na ulubioną atrakcję świąteczną, czyli Świder.
Droga dłużyła się strasznie, rozdzieliliśmy się na 2 grupy, żeby sprawdzić, którą trasą będzie szybciej ;-P
Po drodze podziwialiśmy powstającą południową obwodnicę Warszawy, śp. lotnisko w Góraszce i kilka innych rzeczy.
I jak się okazało – przez Zakręt i Wiązowną jest szybciej.
W czasie, gdy z Ciachem rozwoziliśmy fury, oczekująca drużyna ubrała choinkę, bo to w końcu Spływ świąteczny. Hoinka ubrał się sam 😛 I tym sposobem było bardzo świątecznie.
Na wodę, we wspaniałych nastrojach, zeszliśmy punktualnie o 9:38 i treningowym tempem ruszyliśmy „ku przygodzie”.
Zabraliśmy Hoinkę ze sobą.
Tempo było wyścigowe, napotkaliśmy kilka przeszkód, kilka razy dogrzewaliśmy się herbatkami i tak dopłynęliśmy do bystrza w Józefowie/wiu, gdzie dzielnie fristajle trenował Grzesio, a z brzegu kibicowała mu zmarznięta Dorotka.
Udało nam się namówić ich na wspólne, krótkie biesiadowanie na mecie i już po kilku zawiosłowaniach siedzieliśmy przebrani w suche ubranka przy świątecznym stole, gdzie gościły ciasta, bigosy, pierożki, pierniczki i wiele innych smakołyków, oraz herbaty świata. Gościnnie dołączyli do nas Ewa z Rafałem i Gosią.
Popływane, pojedzone, świąteczne kalorie przepalone, można wracać do domów.
Niestety z lekkim niedosytem, bo w tym roku nikt nie zrobił tradycyjnej kabiny 🙁 Może w przyszłym roku ……. Zobaczymy 😉

Autor: Konrad
Foty: Konrad

AZ02 – Wiosłem muru nie przebijesz…

Data: 24-25/11/2018

Rzeka: Odra Zachodnia, Odra Wschodnia (dzień 1: Gryfino-Gatow, dzień 2: Gatow-Gryfino)

Dystans: dzień 1: 25 km,  dzień 2: 20 km

Uczestnicy:  Guma

Liczba kabin: 0

Temperatura odczuwalna: dzień 1: 2,3°C,  dzień 2: 4,3°C

Od dawna nosiłem się z zamiarem eksploracji zarośli Międzyodrza – systemu kanałów i niewykorzystywanych już śluz na granicy polsko-niemieckiej, najłatwiej dostępnych z Gryfina.

Zawsze jest dla mnie dużym autem jeśli podczas wycieczki mogę wypróbować nowe rozwiązania turystyczne – tym razem był to składany kajak pneumatyczny wypożyczony z Decathlonu. Spakowałem sprzęt do nocnego pociągu i skoro świt dotarłem na miejsce. Zapowiadał się wyjątkowo ponury weekend - jak na tak słoneczną jesień – więc na dobry początek skosztowałem marokańskiej zupy w lokalnej piekarni.

Po 15 min. kajak był gotowy i ruszyłem zgodnie z wcześniej obraną trasą. Szybko jednak kajak utknął w kobiercu roślin, które napotkani wędkarze nazywali wodną marchewką. Po pozbawieniu kajaka 3 stateczników, które utrudniały poruszanie się – kontynuowałem wśród niekończących się tuneli z trzcin. Atutem miejsca jest mnogość ptactwa. Wszędzie widać efekty działalności bobrów, a jeden z nich, spłoszony -przepłynął pod moim kajakiem. Po zapadnięciu zmroku planowałem dłuższą wycieczkę, ale szybko zrezygnowałem z powodu nagromadzenia zwałek, które mogły nadwyrężyć mojego dmuchańca. W nocy ze snu wybiły mnie ostre światła reflektorów i dźwięki sugerujące, że zostanę za chwilę rozjechany przez pojazd budowlany, ale była to tylko przepływająca obok barka…

Kolejny dzień był jeszcze bardziej melancholijny witając mnie miarowym stukotem deszczu. Zmobilizowało mnie do zmodyfikowania trasy i powrotu wcześniejszym pociągiem – aby monotonia szaroburego krajobrazu nie pozostała we mnie do końca roku. Po drodze zatrzymała mnie zarośnięta śluza. Napotkany wędkarz zachęcił mnie do pokonania przeszkody zapewniając o możliwości przepłynięcia. Kiedy wiosłem, kajakiem i całym ciałem utorowałem sobie drogę – oniemiałem, gdyż śluza była zamurowana! Po dotarciu do Gryfina i pospiesznym pakowaniu okazało się, że jest to najcięższy pakunek jaki niosłem – kajak wciąż zachował resztki wody. Na pociąg zdążyłem dobiec tuż przed jego odjazdem. Kajak częściowo wysuszyłem w rowerowni, przed zwrotem do Decathlonu. Następnym razem wypróbuję morskiego pneumatyka!

AZ03 – Wkra, Narew, Wisła

Dzień 1

Data: 24.11.2018 (sobota)
Rzeka: Wkra (Pomiechówek – ujście do Narwi), Narew (do ujścia do Wisły), Wisła (do wyspy na wys. Mochty-Smok)
Dystans: ok. 17 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek, Dominik, Maciek Sz.
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -4,1

Dzień 2

Data: 25.11.2018 (niedziela)
Rzeka: Wisła (wyspa – Czerwińsk)
Dystans: ok. 20 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek, Dominik, Maciek
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: +2,3

Listopadowy weekend z idealną pogodą. Temperatura na niewielkim plusie, deszcz na zmianę z mżawką, mgła. Czy można go spędzić lepiej, niż pływając kajakiem i biwakując?

Odpowiedziawszy sobie na to retoryczne pytanie, około południa spuściliśmy się na wodę w Pomiechówku na Wkrze. Miejsce startu to punkt, gdzie latem spotkać można setki kajaków i kajakarzy, kończących tam spływy komercyjne. Teraz, z niewyjaśnionych przyczyn, nie było tam oprócz nas nikogo.
Po kilku kilometrach Wkry, przebytych bez wielkich emocji, dotarliśmy do Narwi. Tu okazało się, że nie jesteśmy sami! Zaczął się pościg za samotnym kajakarzem – nie można go było nie spytać, co tam właściwie robi?!? Zamieniliśmy kilka zdań, wymieniliśmy opinie o pogodzie, że sprzyjająca, bo w sumie nie jest zimno i w ogóle nie wieje i popłynęliśmy dalej.

Kajakarze Tomek i Dominik zrobili trochę zdjęć mijanej Twierdzy Modlin i dotarliśmy do Wisły. Tutaj, mijając Zakroczym, zostaliśmy zaskoczeni pogodą – była mżawka i mgła, dla odmiany.

Kiedy dopłynęliśmy do upatrzonej na mapie wyspy, było prawie ciemno, mokro, wiało mniej więcej ze wschodu, powodując, że rozległa plaża, gdzie chcieliśmy biwakować, była nawietrzna i zimna, co poznaliśmy po lekkich dygotach po wyjściu z kanady. Jeszcze mokra była, też. Dlatego popłynęliśmy kawałek dalej, skutkiem czego kończyliśmy po ciemku, za to z widocznością ograniczoną silnie mgłą. Wisła przypomniała nam dobitnie, że jest jak kobieta, zmienna. Pamiętałem to miejsce z przytulnego biwaku ze stycznia 2017r. – wyglądało zupełnie inaczej.

Biwak między drzewami był ciepły, przytulny i suchy, z dokładnością do tego, że dalej była mgła i mżawka. Pozostało rozkoszować się przyrodą i zaliczyć punkty za przysmaki. Grzegorz – za wyśmienitą zupę gulaszową. Ostrą, bardzo. Na szczęście ogór kiszony gasił płomienie w naszych ustach. Na popitkę – nalewka z wiśni z RODOS, rosnących w sercu dzikiego Mokotowa, naturą nie skażonego, autorstwa piszącego tę relację. Na deser, już rano, banany z czekoladą pieczone na żarze.

Drugiego dnia, w niedzielę, już bez deszczu, w ekspresowym tempie bo po zaledwie 3 godzinach śniadania, zebraliśmy się i spłynęliśmy do Czerwińska Wisłą. Płynęliśmy około trzech godzin, próbując podziwiać szaro-ponury krajobraz krajobraz przez wciąż zalegającą mgłę. Ważne, że nie siedzieliśmy w betonach. W Czerwińsku skorzystaliśmy z uprzejmości miejscowej ludności, która podwiozła nam kierowców na parking pod jednym z niewielu w Polsce romańskich kościołów, dzięki czemu sprawnie zapakowaliśmy się na powrót do Warszawy.

Czekamy na śnieg i mróz, żeby zrobić kolejny spływ z biwakiem.