AZ12 – Zimowa Wda 2019 (3 dni)

Dzień 1
Data: 1 marca 2019
Rzeka: Wda na odcinku Szlaga – Błędno
Dystans: 16,9 km
Uczestnicy: Szymon, Ogórek, Wtopa, Karolinka, Madzia, Konrad, Pestka
Temperatura odczuwalna: -0,6 st.C

“Gdy cię złoszczą śniegu braki, zamień narty na kajaki…”
Jak co roku silna reprezentacja Habazi odpowiedziała na zaproszenie KTW Celuloza Świecie i wybrała się na dłuższy weekend w urocze Bory Tucholskie, do Tlenia, na XXIII Ogólnopolski Zimowy Spływ Kajakowy “Wda 2019” im. Bolesława Białkowskiego.
Spływ ten jest piękną tradycją integrującą przeróżne środowiska wodniackie z całej Polski, ale również zupełnie uczciwą rozgrzewką dla tych, co jak ja troszkę przespali Akcję Zima.
Dzień zaczęliśmy umiarkowanie wcześnie lub raczej zupełnie późno (zależy jak mierzyć, bo między tymi co ostatni poszli spać, a tymi co pierwsi wstali jakoś nie było dużej różnicy). Wszystko zaczęło się od oficjalnego otwarcia przez organizatorów, ostatnich dylematów w co się ubrać (prawie lato) i co ze sobą zabrać na wodę (wszystko!) i już koło godziny 10 udaliśmy się do autokarów, które zawiozły nas na start pierwszego odcinka.
Spływ zaczęliśmy w całkiem sporym tłumie na rzece, ale w pięknych promieniach słońca. Skoro dolina Wdy jest tak piękna na przedwiośniu, to w pełni sezonu słusznie ściąga tłumy kajakarzy.
W miarę upływu wody pod wiosłem spływ nam się rozciągał, można było spędzić długie minuty prawie sam na sam z przyrodą między kolejnymi zakolami rzeki. Na odcinku od Szlago do Błędna Wda robi śmieszną rzecz:

I my to płynęliśmy 😉
W międzyczasie zmieniła nam się pogoda, mieliśmy nawet trochę zimy w postaci śniegu, ale raczej wszystko w marcowych garncowych standardach. Nasza drużyna płynęła trochę z przodu, trochę w środku. Konrad zaczął na samym końcu, ale morskim kajakiem szybko wszystkich wyminął, również zieloną latarnię.
Dla mnie dużą wartością dodaną tej imprezy jest możliwość pływania z asami polskiej turystyki kajakowej – wciąż aktywnymi seniorami, z uśmiechem wyprzedzających nasze małe łódki w wyścigówkach na wiosłach łyżkach. Jak na nich patrzę, to po cichu marzę, że ja też tak dam radę za 50 lat. Oby klimat rzekom i lasom sprzyjał!
Ostatecznie wszyscy szczęśliwie dopłynęli i tylko z 1,5 godziny czekaliśmy w autokarze na ostatnie osady. Po przyjeździe do ośrodka był pyszny obiad, potem dziewczyny wybrały się do SPA, a dalsza część wieczoru to już tradycyjne gry i zabawy.

by Karolinka

Dzień 2
Data: 2 marca 2019
Rzeka: Wda na odcinku Błędno – Czarna Woda
Dystans: 12 km
Uczestnicy: Szymon, Ogórek, Wtopa, Karolinka, Madzia, Konrad, Pestka
Temperatura odczuwalna: -4,2 st.C

Nieco zmęczeni i niewyspani po wrażeniach dnia poprzedniego, dzień drugi rozpoczęliśmy od wspólnego śniadanka (zostało nawet jeszcze kilka pączków po tłustym czwartku). Byliśmy nieco rozczarowani faktem, że drugiego dnia nie ma już konieczności ponownej weryfikacji uczestników spływu, którą tak bardzo lubimy. Podczas weryfikacji na Ogólnopolskim Zimowym Spływie na Wdzie można podpisać regulamin spływu, zapoznać się z 4 załącznikami do regulaminu, pobrać karteczki na podstawie których dostaje się obiad (na kartki), odebrać karty do głosowania w konkursie fotograficznym, który potem się nie odbywa, dostać zalaminowany numer startowy oraz gadżet! ze spływu (w tym roku była to niezniszczalna torba materiałowa i bidon). Niestety okazuje się, że taka weryfikacja odbywa się tylko raz podczas całego spływu zimowego (tak samo zresztą jak uroczyste otwarcie i zamknięcie spływu). Niektórzy zawiedzeni brakiem drugiej weryfikacji uczestników postanowili w ramach rekompensaty jeszcze raz przeczytać regulamin spływu i jego cztery załączniki.

Po porannych emocjach pojechaliśmy autokarem na kolejny etap spływu. Piękno rzeki wprawiło nas w zachwyt, ale nie traciliśmy czujności przed wyścigiem kajakowym, który tradycyjnie odbywa się drugiego dnia na odcinku 3,3 km. Podczas samej rywalizacji każdy dał z siebie tyle ile chciał, ku chwale drużyny i dla własnej satysfakcji. Niektórzy płynęli wolmo, inni szypko, ale nikt nie płynął w ogóle. Za to Pestka uplasowała się na podium, bo tego roku postanowiła dać z siebie tyle, ile fabryka dała. Niestety organizatorzy postanowili zdyskwalifikować naszą reprezentantkę z powodu braku kamizelki, co było niezgodne z czytanym przez nas rano, a podpisanym dnia poprzedniego na weryfikacji, regulaminem spływu (tak samo zresztą jak spożywanie alkoholu na wodzie).

Na mecie ci, co nie mają litości dla świnek wciągnęli kiełbaskę popijając ją herbatą, reszta obeszła się smakiem. Potem Wtopa biegusiem wróciła do ośrodka, a my przyjechaliśmy autokarem. Po obiadku na kartki pograliśmy w nową grę na rzucanie i liczenie. Pestka i zaprzyjaźniony reprezentant klubu Morzkulc – Sławcio, zachwycili nas swoją wolą rywalizacji, zdolnością szybkiego liczenia w pamięci i precyzją rzutów. Zadowoleni z siebie i najedzeni oddaliśmy się sobotniej imprezie.

by Ogórek

Dzień 3
Data: 3 marca 2019
Rzeka: Wda na odcinku Czarna Woda – Tleń
Dystans: 9 km
Uczestnicy: Ogórek, Wtopa, Karolinka, Madzia, Pestka, Szymon i Konrad i Sławcio
Temperatura odczuwalna: -2,4 st.C.
Uszkodzonych Skod: 1 szt.

Dawno, dawno temu, bo dwa tygodnie temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i rzekami i trzystu dwudziestoma siedmioma kilometrami, w znanym i lubianym Tleniu, spotkało się rano sześciu Habazi, jeden Morzkulc i jedna Pestka, żeby po raz trzeci w ten piękny przedłużony weekend spłynąć ostatni etap Zimowej Wdy.
Etap może nie najdłuższy, ale bardzo urokliwy i w sam raz na niedzielne zakończenie trzydniowego pływanka i szybki powrót do domu.
Zeszliśmy na wodę przy promykach przebijającego się słoneczka, “podbiliśmy karty” u sędziego na starcie odcinka i w drogę.
Płynęło się bardzo sprawnie, woda stawiała opór tylko pod piórem, więc po czterdziestu sześciu minutach i dwudziestu sekundach byłem na mecie. Niestety malowniczy opis rzeki znam tylko z ustnego przekazu pozostałych uczestników, bo nie było czasu na zwiedzanie i podziwianie 😛
Kiedy cała nasza ekipa zameldowała się na mecie, załadowaliśmy kajaki na dachy i ruszyliśmy na obiad i uroczyste zakończenie spływu.
Rywalizację zakończyliśmy w tym roku na drugim miejscu w klasyfikacji drużynowej.
Było wspaniale. Pewnie jeszcze wielokrotnie tam wrócimy – w kamizelkach 😀

by Konrad

Foty: Magda, Karolinka, Konrad

AZ-Łyżwy 20.01.19

Data: 20.01.2019 (niedziela)
Rzeka 🙂 Tor Stegny
Dystans: ok. 5 km
Uczestnicy: Grześ, Dorotka
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: bez klasyfikacji

 

Habałyżwy w zestawieniu Dorotka i Grześ to głównie marudzenie w stylu „co my tu robimy?”, „daleko jeszcze?” czy  „ile można się tak kręcić w kółko?”

Mimo wszystko staraliśmy się z uśmiechem na twarzach poudawać, że umiemy jeździć na łyżwach i przy tym jeszcze dobrze się bawić 🙂 (zwłaszcza Dorotka hahaha i hohoho)

Tak więc po porannym morsowaniu udaliśmy się na tor Stegny aby pomarudzić na problemy z parkowaniem, długą kolejkę do kasy (tuż przed którą zorientowaliśmy się że nie mamy gotówki a przecież kartą się nie da:/),ciasne buty i kolejkę do wypożyczalni oraz wcześniej wspomniane mocno niepojęte kręcenie się w kółko w tłumie ludzi.

I tak po obserwacji kilku efektownych wywrotek, zmianach kierunku w kręceniu się w tłumie i kolejnych kilku wywrotkach stwierdziliśmy że na nas już czas bo w końcu ile można… 🙂

 

Autor : Grzesio

Zdjęcia : Grzesio

 

AZ09 Jeziorka 5-6.01.2019

Dzień 1

Data: 05.01.2019 (sobota)
Rzeka: Jeziorka
Dystans: ok. 3 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek N., Maciek, Szpaku
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -10,3

Dzień 2

Data: 06.01.2019 (niedziela)
Rzeka: Jeziorka
Dystans: ok. 4 km
Uczestnicy: Agata, Grześ, Tomek N., Maciek, Szpaku
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -16,8

Śniegu trochę napadało, a w niedzielę chwycił mrozek – postanowiłam wykorzystać tę piękną aurę na pływanie kajakiem (bo dawno nie pływałam). Grzesiek zorganizował dwudniową Jeziorkę z biwakiem, ale aż takim hardcorem to ja nie jestem. Jeden dzień pływania mi wystarczy. Umówiliśmy się, że dołączę w niedzielę w okolicach miejsca biwaku.

Dojechałam na umówione miejsce nad rzeką bez problemu i po chwili przypłynął Grzesiek ciągnąc za sobą „fristajlówko-bagażówkę”, którą zostawiliśmy u mnie w samochodzie, żeby nie musiał ciągnąć jej przez resztę trasy. Po chwili pojawili się pozostali Panowie czyli Tomek oraz Maciek i Szpak (koledzy Grzesia). Towarzyszyła im też jedna kobieta, choć trochę niekompletna – składała się głownie z piersi.

Poprzedni dzień i noc został mi krótko zrelacjonowany. Było fajnie, trochę zimno (szczególnie w nocy) i trochę wiało (nad ranem). Było ognisko, był kociołek i inne męskie atrakcje…

Ruszyliśmy. Nie za szybko. Koledzy na szklanej dwójce mieli takie hobby, że co jakiś czas wysiadali na brzeg i przenosili sobie kajak o drzewko lub dwa dalej. Co kto lubi 🙂 My w tym czasie płynęliśmy sobie leniwie od czasu do czasu przeskakując jakąś zwałkę. Trasa krótka, przyjemna, ale nie nudna – w sam raz na akcję zima. Jedno drzewko nie dało się przeskoczyć, a przynajmniej nikt nie chciał sprawdzać czy się da w tych warunkach. (A co jak się okaże, że się nie da?!) Tu my też sprawdziliśmy czy fajnie jest chodzić po brzegu z kajakiem. Całkiem fajnie, ale jednak wolę pływanie. Zrobiliśmy sobie przy okazji krótką przerwę na herbatkę i selfika i po chwili polecieliśmy dalej w kierunku mety.

Na mecie czekała dostawa ciepłej herbatki. Szybkie odzyskanie samochodów, pożegnanie i każdy pojechał do domu. Kolejny spływ AZ za nami. Do następnego!

Autor: Agata
Zdjęcia: Grzesio

 

 

 

 

 

 

 

AZ-08 Nietradycyjny spływ świąteczny

Data: 26.12.2018 (środa)
Rzeka: Świder (Wola Karczewska – Holiday parking)
Dystans: 17,7 km
Uczestnicy: Olga G., Mielizna, Ciastek, Guli, Ruru, Żabeł, Zoha i Konrad
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -6,1

W tym roku, zupełnie ta samo jak w poprzednim, Spływ świąteczny wypadł w środę 🙂
Udało się zmobilizować uczestników, żeby zacząć wcześniej i pomimo świątecznego rozleniwienia wszyscy punktualnie o 8:00 stawili się w magazynie, żeby po przepaku na 2 auta ruszyć na ulubioną atrakcję świąteczną, czyli Świder.
Droga dłużyła się strasznie, rozdzieliliśmy się na 2 grupy, żeby sprawdzić, którą trasą będzie szybciej ;-P
Po drodze podziwialiśmy powstającą południową obwodnicę Warszawy, śp. lotnisko w Góraszce i kilka innych rzeczy.
I jak się okazało – przez Zakręt i Wiązowną jest szybciej.
W czasie, gdy z Ciachem rozwoziliśmy fury, oczekująca drużyna ubrała choinkę, bo to w końcu Spływ świąteczny. Hoinka ubrał się sam 😛 I tym sposobem było bardzo świątecznie.
Na wodę, we wspaniałych nastrojach, zeszliśmy punktualnie o 9:38 i treningowym tempem ruszyliśmy „ku przygodzie”.
Zabraliśmy Hoinkę ze sobą.
Tempo było wyścigowe, napotkaliśmy kilka przeszkód, kilka razy dogrzewaliśmy się herbatkami i tak dopłynęliśmy do bystrza w Józefowie/wiu, gdzie dzielnie fristajle trenował Grzesio, a z brzegu kibicowała mu zmarznięta Dorotka.
Udało nam się namówić ich na wspólne, krótkie biesiadowanie na mecie i już po kilku zawiosłowaniach siedzieliśmy przebrani w suche ubranka przy świątecznym stole, gdzie gościły ciasta, bigosy, pierożki, pierniczki i wiele innych smakołyków, oraz herbaty świata. Gościnnie dołączyli do nas Ewa z Rafałem i Gosią.
Popływane, pojedzone, świąteczne kalorie przepalone, można wracać do domów.
Niestety z lekkim niedosytem, bo w tym roku nikt nie zrobił tradycyjnej kabiny 🙁 Może w przyszłym roku ……. Zobaczymy 😉

Autor: Konrad
Foty: Konrad

AZ02 – Wiosłem muru nie przebijesz…

Data: 24-25/11/2018

Rzeka: Odra Zachodnia, Odra Wschodnia (dzień 1: Gryfino-Gatow, dzień 2: Gatow-Gryfino)

Dystans: dzień 1: 25 km,  dzień 2: 20 km

Uczestnicy:  Guma

Liczba kabin: 0

Temperatura odczuwalna: dzień 1: 2,3°C,  dzień 2: 4,3°C

Od dawna nosiłem się z zamiarem eksploracji zarośli Międzyodrza – systemu kanałów i niewykorzystywanych już śluz na granicy polsko-niemieckiej, najłatwiej dostępnych z Gryfina.

Zawsze jest dla mnie dużym autem jeśli podczas wycieczki mogę wypróbować nowe rozwiązania turystyczne – tym razem był to składany kajak pneumatyczny wypożyczony z Decathlonu. Spakowałem sprzęt do nocnego pociągu i skoro świt dotarłem na miejsce. Zapowiadał się wyjątkowo ponury weekend - jak na tak słoneczną jesień – więc na dobry początek skosztowałem marokańskiej zupy w lokalnej piekarni.

Po 15 min. kajak był gotowy i ruszyłem zgodnie z wcześniej obraną trasą. Szybko jednak kajak utknął w kobiercu roślin, które napotkani wędkarze nazywali wodną marchewką. Po pozbawieniu kajaka 3 stateczników, które utrudniały poruszanie się – kontynuowałem wśród niekończących się tuneli z trzcin. Atutem miejsca jest mnogość ptactwa. Wszędzie widać efekty działalności bobrów, a jeden z nich, spłoszony -przepłynął pod moim kajakiem. Po zapadnięciu zmroku planowałem dłuższą wycieczkę, ale szybko zrezygnowałem z powodu nagromadzenia zwałek, które mogły nadwyrężyć mojego dmuchańca. W nocy ze snu wybiły mnie ostre światła reflektorów i dźwięki sugerujące, że zostanę za chwilę rozjechany przez pojazd budowlany, ale była to tylko przepływająca obok barka…

Kolejny dzień był jeszcze bardziej melancholijny witając mnie miarowym stukotem deszczu. Zmobilizowało mnie do zmodyfikowania trasy i powrotu wcześniejszym pociągiem – aby monotonia szaroburego krajobrazu nie pozostała we mnie do końca roku. Po drodze zatrzymała mnie zarośnięta śluza. Napotkany wędkarz zachęcił mnie do pokonania przeszkody zapewniając o możliwości przepłynięcia. Kiedy wiosłem, kajakiem i całym ciałem utorowałem sobie drogę – oniemiałem, gdyż śluza była zamurowana! Po dotarciu do Gryfina i pospiesznym pakowaniu okazało się, że jest to najcięższy pakunek jaki niosłem – kajak wciąż zachował resztki wody. Na pociąg zdążyłem dobiec tuż przed jego odjazdem. Kajak częściowo wysuszyłem w rowerowni, przed zwrotem do Decathlonu. Następnym razem wypróbuję morskiego pneumatyka!