AZ03 – Wkra, Narew, Wisła

Dzień 1

Data: 24.11.2018 (sobota)
Rzeka: Wkra (Pomiechówek – ujście do Narwi), Narew (do ujścia do Wisły), Wisła (do wyspy na wys. Mochty-Smok)
Dystans: ok. 17 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek, Dominik, Maciek Sz.
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -4,1

Dzień 2

Data: 25.11.2018 (niedziela)
Rzeka: Wisła (wyspa – Czerwińsk)
Dystans: ok. 20 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek, Dominik, Maciek
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: +2,3

Listopadowy weekend z idealną pogodą. Temperatura na niewielkim plusie, deszcz na zmianę z mżawką, mgła. Czy można go spędzić lepiej, niż pływając kajakiem i biwakując?

Odpowiedziawszy sobie na to retoryczne pytanie, około południa spuściliśmy się na wodę w Pomiechówku na Wkrze. Miejsce startu to punkt, gdzie latem spotkać można setki kajaków i kajakarzy, kończących tam spływy komercyjne. Teraz, z niewyjaśnionych przyczyn, nie było tam oprócz nas nikogo.
Po kilku kilometrach Wkry, przebytych bez wielkich emocji, dotarliśmy do Narwi. Tu okazało się, że nie jesteśmy sami! Zaczął się pościg za samotnym kajakarzem – nie można go było nie spytać, co tam właściwie robi?!? Zamieniliśmy kilka zdań, wymieniliśmy opinie o pogodzie, że sprzyjająca, bo w sumie nie jest zimno i w ogóle nie wieje i popłynęliśmy dalej.

Kajakarze Tomek i Dominik zrobili trochę zdjęć mijanej Twierdzy Modlin i dotarliśmy do Wisły. Tutaj, mijając Zakroczym, zostaliśmy zaskoczeni pogodą – była mżawka i mgła, dla odmiany.

Kiedy dopłynęliśmy do upatrzonej na mapie wyspy, było prawie ciemno, mokro, wiało mniej więcej ze wschodu, powodując, że rozległa plaża, gdzie chcieliśmy biwakować, była nawietrzna i zimna, co poznaliśmy po lekkich dygotach po wyjściu z kanady. Jeszcze mokra była, też. Dlatego popłynęliśmy kawałek dalej, skutkiem czego kończyliśmy po ciemku, za to z widocznością ograniczoną silnie mgłą. Wisła przypomniała nam dobitnie, że jest jak kobieta, zmienna. Pamiętałem to miejsce z przytulnego biwaku ze stycznia 2017r. – wyglądało zupełnie inaczej.

Biwak między drzewami był ciepły, przytulny i suchy, z dokładnością do tego, że dalej była mgła i mżawka. Pozostało rozkoszować się przyrodą i zaliczyć punkty za przysmaki. Grzegorz – za wyśmienitą zupę gulaszową. Ostrą, bardzo. Na szczęście ogór kiszony gasił płomienie w naszych ustach. Na popitkę – nalewka z wiśni z RODOS, rosnących w sercu dzikiego Mokotowa, naturą nie skażonego, autorstwa piszącego tę relację. Na deser, już rano, banany z czekoladą pieczone na żarze.

Drugiego dnia, w niedzielę, już bez deszczu, w ekspresowym tempie bo po zaledwie 3 godzinach śniadania, zebraliśmy się i spłynęliśmy do Czerwińska Wisłą. Płynęliśmy około trzech godzin, próbując podziwiać szaro-ponury krajobraz krajobraz przez wciąż zalegającą mgłę. Ważne, że nie siedzieliśmy w betonach. W Czerwińsku skorzystaliśmy z uprzejmości miejscowej ludności, która podwiozła nam kierowców na parking pod jednym z niewielu w Polsce romańskich kościołów, dzięki czemu sprawnie zapakowaliśmy się na powrót do Warszawy.

Czekamy na śnieg i mróz, żeby zrobić kolejny spływ z biwakiem.

 

AZ01 – Jeziorka 18.11.18

Data: 18.11.2018 (niedziela)
Rzeka: Jeziorka (Górki Szymona –  Chyliczki)
Dystans: ok. 5,47 km
Uczestnicy:  Dorotka, Kasia K., Agata N., Grześ, Konrad, Dominik
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -4,1

Piękny, słoneczny, niedzielny poranek i my.
Kasia dołączyła do nas o umówionej 8 i razem z Dorotką spakowaliśmy kajaki na auto, po czym ruszyliśmy w trasę.
Po drodze spotkaliśmy Konrada, w towarzystwie którego dojechaliśmy na miejsce startu.
Dominik i Agata dojechali chwilę po nas, zaczęło się rozpakowywanie i przebieranki.
Kondziu machnął dwie rundy dookoła kałuży, w tym czasie wszyscy zdążyli założyć fatałaszki i mogliśmy zacząć rozwózkę.

Kierowcy w konwoju pojechali na metę, a dziewczyny tj. Kasia i Dolores zaciągnęły łódki nad rzekę.
Po powrocie autem Agaty zabraliśmy się za zejście do wody, co niektórym przysporzyło trochę kłopotu innym zaś zmoczyło „brewkę” 🙂

Ruszyliśmy, Konrad wyrwał do przodu sprintem, reszta tempem spacerowym pokonywała kolejne zakręty.
Pogaduchy, heheszki, żarciki stanowiły nieodłączny element tego spływu.
I tak  w zacnym składzie sześcioosobowym przemierzaliśmy płycizny ukochanej Jeziorki, miejscami zmrożonej, miejscami oszronionej.

Mimo iż trasa jest nam dobrze znana, odkryła przed nami nowy wizerunek rzeki przy bardzo niskim stanie wody.
Tuż przed końcem trasy, wręcz na ostatnim zakręcie, zaczął padać pierwszy śnieg, to chyba dobra zapowiedź tegorocznej AZ.

Autor: Grzesio
Galeria: Konrad, Grzesio

AZ-32 Triathlon Nowoczesny z AVALON EXTREME Rowing Hard

Data: 04.02.2018 (Niedziela)
Rzeka: Wisła (HOW – AvalonExtreme RowingHARD – HOW)
Dystans: ok. 8 km
Uczestnicy: Grzesio (Wisła), Konrad (całość)
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -7,8

Kiedy Daga zaprosiła nas w imieniu Fundacji AvaloneExtreme do udziału w imprezie integracyjnej „AvalonExtreme RowingHard”, pomyślałem, że skoro impreza wioślarska na sucho, to czemu nie dotrzeć tam na mokro 🙂
Szybkie planowanie i myyyyyyyk:
– 4 km Wisłą pod prąd z Portu Czerniakowskiego do środkowej „Kaśki”
– 1 km marszobiegiem z kajakiem na plecach do CrossFit GCW
– kilka kilometrów wiosłowania na ergometrach wioślarskich
– 1 km marszobiegiem nad Wisłe z kajakiem na plecach
– 4 km Wisłą z prądem do Portu Czerniakowskiego.
Niestety nie znalazłem chętnych na całą „imprezę”, ale na odcinku wiślanym pod prąd towarzyszył mi Grzesio, a na zawody RowingHard dotarła spora reprezentacja Habazi.
Z Grzesiem spotkaliśmy się w HOW o 7:00 i już chwilkę później płynęliśmy pod górę. Może nie było słonecznie, ale pogoda nastrajała do wiosłowania ;-P
Przy środkowej „Kaśce” rozstaliśmy się, Grzesiek wrócił Wisłą do HOWu, a ja pocisnąłem z buta na zawody.
A na zawodach było tak:

Po udanym suchym wiosłowaniu i ogłoszeniu wyników, oraz pamiątkowym zdjęciu udałem się w drogę powrotną, tą samą drogą, do HOWu.
To był bardzo udany, aktywny dzień 😀

Autor: Konrad
Foto: Konrad
Film: z YouTube’owego konta AvaloneExtreme.

AZ-33 Ukochana Mroźna Wisełka

Data: 17.03.2018 (Sobota)
Rzeka: Wisła (Gassy – HOW)
Dystans: ok. 22,5 km
Uczestnicy: Dorota, Grzesio, Rurka, Żaba, Rafał, Konrad
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -17,1

Pewnego mroźnego poranka spotkaliśmy się nad Wisłą w Gassach, żeby wykorzystać tak znakomita pogodę do podbicia swoich punktów w tegorocznej Akcji Zima.
Tak więc, spotkaliśmy sie nad brzegiem Wisły. Jedna ekipa na lewym, druga na prawym brzegu.
No tak wyszło i już. Możemy to zwalić na nawigację.
A zimno było obrzydliwie. Sytuacje ratowało jedynie piękne słoneczko i Ona, moja ulubiona Wisła :-), nie wspominając o współtowarzyszach przygody.
Logistyka siadła bardzo, bo nie musieliśmy sie rozwozić. Może to i dobrze, bo dzieliły nas 32 km drogą i tylko 500 metrów wodą.
Wsiedliśmy i popłynęliśmy.
Płynęliśmy, wiosłowaliśmy, trochę rozmawialiśmy wiosłując.
Rurka obiecywała nam, że koniecznie chce popłynąć „jeszcze z pięć razy”. I żebyśmy ją następnym razem też zabrali.
Po drodze obejrzeliśmy nowo powstającą przeprawę przez Wisłę oraz spotkaliśmy naszego niezmordowanego maratończyka Mateusza na treningu.
To był bardzo miło spędzony dzień.
Polecam wszystkim pływanie Wisłą. Wspaniała przyroda, przygoda i piękne widoki.

Autor: Konrad
Foto: Konrad

AZ-23 Drzewiczka

Data: 03.02.2018 (Sobota)
Rzeka: Drzewiczka (Drzewica – Janówek/Jelonek)
Dystans: ok. 15,5 km
Uczestnicy: Dorota, Grzesio, Edzia, Guli, Szuwar, Excel, Konrad i nieznośny sokół Grzesia.
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -0,8

Kolejny mroźny poranek, szron na furze, 07:15 na tarczy, pora ruszać. Plany są ambitne, bo może uda się popłynąć Brzuśnię, a jak nie to Drzewiczka też dobra 🙂
Z HOWu zabieram Dorotkę, Grzesia i Excela i ciśniemy do Drzewicy, a konkretnie do Brzuśni, żeby spotkać się z druga ekipą w składzie Edzia, Guli i Szuwar, ocenić poziom wody i zdecydować co płyniemy.
Niestety, wody po kostki w Brzuśni, więc przemieszczamy sie do Drzewicy, na polane przy zbiegu koryt elektrowni i torów, przebieramy się i rozwozimy samochody.
NIE!!!
To byłoby zbyt proste 😀
Więc, przebieramy się, a Grzesio wypuszcza swojego „sokoła” na zwiady. Niestety zapomina zdjąć mu czapki-pilotki i ptaszysko odlatuje nagle w niewiadomym kierunku niesione swoim napędem warp’owym. Tracimy je z oczu, uszu. No nie ma 🙁
Spadło, poleciało, utonęło? No nie ma. Grzesio skwaszony chodzi, szuka, woła, nęci kiełbasą. Nic, nie ma. Cisza. Reszta ekipy przebiera sie sprawnie na pływanie, szykuje do rozwózki.
Po dobrych kilkunastu minutach Dorotka wysłuchuje dezertera nad nami na jakiejś nieludzkiej wysokości. Nawet go nie widać, tylko delikatnie słychać. Grzesio już spokojniejszy, wyciąga specjalną kiełbaskę i powoli zachęca ptasiora do powrotu. Udało się 🙂
Rozwozimy się, schodzimy na wodę i już po kilku zawiosłowaniach, kilku sztucznych progach (które oczywiście obnieśliśmy), krótkim popasie, jednym drzewie, milionie selfiaczy jesteśmy na mecie. Wszyscy szczęśliwi, pogoda dopisała, chociaż co to za odczuwalna ledwo poniżej zera. Odzwyczailiśmy się od takich upałów w tej AZ.
Szybkie pakowanko i do domu.
To był bardzo udany spływ z przygodami. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.
Pozdrawiamy Pana Przemysława, który był naszym lokalnym zdalnym peglem.

Autor: Konrad
Foto: Konrad