AZ02 – Wiosłem muru nie przebijesz…

Data: 24-25/11/2018

Rzeka: Odra Zachodnia, Odra Wschodnia (dzień 1: Gryfino-Gatow, dzień 2: Gatow-Gryfino)

Dystans: dzień 1: 25 km,  dzień 2: 20 km

Uczestnicy:  Guma

Liczba kabin: 0

Temperatura odczuwalna: dzień 1: 2,3°C,  dzień 2: 4,3°C

Od dawna nosiłem się z zamiarem eksploracji zarośli Międzyodrza – systemu kanałów i niewykorzystywanych już śluz na granicy polsko-niemieckiej, najłatwiej dostępnych z Gryfina.

Zawsze jest dla mnie dużym autem jeśli podczas wycieczki mogę wypróbować nowe rozwiązania turystyczne – tym razem był to składany kajak pneumatyczny wypożyczony z Decathlonu. Spakowałem sprzęt do nocnego pociągu i skoro świt dotarłem na miejsce. Zapowiadał się wyjątkowo ponury weekend - jak na tak słoneczną jesień – więc na dobry początek skosztowałem marokańskiej zupy w lokalnej piekarni.

Po 15 min. kajak był gotowy i ruszyłem zgodnie z wcześniej obraną trasą. Szybko jednak kajak utknął w kobiercu roślin, które napotkani wędkarze nazywali wodną marchewką. Po pozbawieniu kajaka 3 stateczników, które utrudniały poruszanie się – kontynuowałem wśród niekończących się tuneli z trzcin. Atutem miejsca jest mnogość ptactwa. Wszędzie widać efekty działalności bobrów, a jeden z nich, spłoszony -przepłynął pod moim kajakiem. Po zapadnięciu zmroku planowałem dłuższą wycieczkę, ale szybko zrezygnowałem z powodu nagromadzenia zwałek, które mogły nadwyrężyć mojego dmuchańca. W nocy ze snu wybiły mnie ostre światła reflektorów i dźwięki sugerujące, że zostanę za chwilę rozjechany przez pojazd budowlany, ale była to tylko przepływająca obok barka…

Kolejny dzień był jeszcze bardziej melancholijny witając mnie miarowym stukotem deszczu. Zmobilizowało mnie do zmodyfikowania trasy i powrotu wcześniejszym pociągiem – aby monotonia szaroburego krajobrazu nie pozostała we mnie do końca roku. Po drodze zatrzymała mnie zarośnięta śluza. Napotkany wędkarz zachęcił mnie do pokonania przeszkody zapewniając o możliwości przepłynięcia. Kiedy wiosłem, kajakiem i całym ciałem utorowałem sobie drogę – oniemiałem, gdyż śluza była zamurowana! Po dotarciu do Gryfina i pospiesznym pakowaniu okazało się, że jest to najcięższy pakunek jaki niosłem – kajak wciąż zachował resztki wody. Na pociąg zdążyłem dobiec tuż przed jego odjazdem. Kajak częściowo wysuszyłem w rowerowni, przed zwrotem do Decathlonu. Następnym razem wypróbuję morskiego pneumatyka!

AZ03 – Wkra, Narew, Wisła

Dzień 1

Data: 24.11.2018 (sobota)
Rzeka: Wkra (Pomiechówek – ujście do Narwi), Narew (do ujścia do Wisły), Wisła (do wyspy na wys. Mochty-Smok)
Dystans: ok. 17 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek, Dominik, Maciek Sz.
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -4,1

Dzień 2

Data: 25.11.2018 (niedziela)
Rzeka: Wisła (wyspa – Czerwińsk)
Dystans: ok. 20 km
Uczestnicy: Grześ, Tomek, Dominik, Maciek
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: +2,3

Listopadowy weekend z idealną pogodą. Temperatura na niewielkim plusie, deszcz na zmianę z mżawką, mgła. Czy można go spędzić lepiej, niż pływając kajakiem i biwakując?

Odpowiedziawszy sobie na to retoryczne pytanie, około południa spuściliśmy się na wodę w Pomiechówku na Wkrze. Miejsce startu to punkt, gdzie latem spotkać można setki kajaków i kajakarzy, kończących tam spływy komercyjne. Teraz, z niewyjaśnionych przyczyn, nie było tam oprócz nas nikogo.
Po kilku kilometrach Wkry, przebytych bez wielkich emocji, dotarliśmy do Narwi. Tu okazało się, że nie jesteśmy sami! Zaczął się pościg za samotnym kajakarzem – nie można go było nie spytać, co tam właściwie robi?!? Zamieniliśmy kilka zdań, wymieniliśmy opinie o pogodzie, że sprzyjająca, bo w sumie nie jest zimno i w ogóle nie wieje i popłynęliśmy dalej.

Kajakarze Tomek i Dominik zrobili trochę zdjęć mijanej Twierdzy Modlin i dotarliśmy do Wisły. Tutaj, mijając Zakroczym, zostaliśmy zaskoczeni pogodą – była mżawka i mgła, dla odmiany.

Kiedy dopłynęliśmy do upatrzonej na mapie wyspy, było prawie ciemno, mokro, wiało mniej więcej ze wschodu, powodując, że rozległa plaża, gdzie chcieliśmy biwakować, była nawietrzna i zimna, co poznaliśmy po lekkich dygotach po wyjściu z kanady. Jeszcze mokra była, też. Dlatego popłynęliśmy kawałek dalej, skutkiem czego kończyliśmy po ciemku, za to z widocznością ograniczoną silnie mgłą. Wisła przypomniała nam dobitnie, że jest jak kobieta, zmienna. Pamiętałem to miejsce z przytulnego biwaku ze stycznia 2017r. – wyglądało zupełnie inaczej.

Biwak między drzewami był ciepły, przytulny i suchy, z dokładnością do tego, że dalej była mgła i mżawka. Pozostało rozkoszować się przyrodą i zaliczyć punkty za przysmaki. Grzegorz – za wyśmienitą zupę gulaszową. Ostrą, bardzo. Na szczęście ogór kiszony gasił płomienie w naszych ustach. Na popitkę – nalewka z wiśni z RODOS, rosnących w sercu dzikiego Mokotowa, naturą nie skażonego, autorstwa piszącego tę relację. Na deser, już rano, banany z czekoladą pieczone na żarze.

Drugiego dnia, w niedzielę, już bez deszczu, w ekspresowym tempie bo po zaledwie 3 godzinach śniadania, zebraliśmy się i spłynęliśmy do Czerwińska Wisłą. Płynęliśmy około trzech godzin, próbując podziwiać szaro-ponury krajobraz krajobraz przez wciąż zalegającą mgłę. Ważne, że nie siedzieliśmy w betonach. W Czerwińsku skorzystaliśmy z uprzejmości miejscowej ludności, która podwiozła nam kierowców na parking pod jednym z niewielu w Polsce romańskich kościołów, dzięki czemu sprawnie zapakowaliśmy się na powrót do Warszawy.

Czekamy na śnieg i mróz, żeby zrobić kolejny spływ z biwakiem.

 

AZ-25 Zimowa Wda 2018 – dzień 2

Data: 03.03.2018 (sobota)
Rzeka: Wda (Czubek – Młyńsk)
Dystans: ok. 9 km
Uczestnicy: Konrad, Dorota, Grzesio, Tomek N., Kasia Kr, Agata, Magda, Monia, Darecki, Karolinka, Pestka, Rafał, Wtopa, Jacek
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -15

Dzień drugi XXI Ogólnopolskiego Spływu Zimowego na Wdzie obfitował w rozliczne atrakcje. Wypoczęci po okolicznym SPA, śmiało ruszyliśmy na podbój kolejnego odcinka Wdy. Czuliśmy się dość bohatersko jako, że temperatura odczuwalna była skandalicznie niska. Nie zważając na niedogodności, umościliśmy się w kajakach i popłynęliśmy. Byliśmy przygotowani na 12 km odcinek, jednak ze względu na niespodziewanie zamarznięty odcinek rzeki, organizatorzy zmuszeni byli skrócić spływ do okolic Młyńska. Dzięki pomocy innych uczestników spływu sprawnie wtaszczyliśmy kajaki na nasyp, a następnie zapakowaliśmy na przyczepy. Czekał nas jeszcze około kilometrowy spacer leśną drogą do autokaru. Na szczęście, nie licząc mrozu, pogoda była bardzo ładna i nikt nie narzekał.

Po południu, zwyczajem poprzednich edycji czekała na nas dalsza część zawodów –  Szachy Wikingów oraz łucznictwo. W Szachach Wikingów nasza drużyna, a raczej drużyny nie miały sobie równych. Tym razem podeszliśmy do sprawy matematycznie – im więcej drużyn, tym większa szansa na wygraną. Strategia opłaciła się i Habazie wygrały tą konkurencję.  Do strzelania z łuku była długa kolejka, a temperatura nie rozpieszczała. Dzięki celnym strzałom oraz uporze kolegów i koleżanek w czekaniu na swoją kolej, Habazie i tu odniosły sukces. W ten sposób dzień dobiegł końca. Pozostało rozejść się na zajęcia w podgrupach, a dla chętnych dalsza część integracji na stołówce.

 

Autor: Dorota Derlatka
Foto: Grześ

 

 

AZ-24 Zimowa Wda 2018 – dzień 1

Data: 02.03.2018 (piątek)
Rzeka: Wda (Czarna Woda – Czubek)
Dystans: ok. 12 km
Uczestnicy: Konrad, Dorota, Grzesio, Tomek N., Kasia Kr, Agata, Monia, Darecki, Karolinka, Pestka
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -17,3

„Gdy Cię złoszczą śniegu braki, zamień narty na kajaki” to motto XXII Ogólnopolskiego Spływu Zimowego na Wdzie. Śniegu było całkiem sporo. Nie przeszkadzało nam to w zapakowaniu kajaków, a następnie wyruszenia do Tlenia, gdzie odbyła się ta 3-dniowa impreza. Organizatorzy podają, że w sumie było ok 150 uczestników, a na wodę pierwszego dnia zeszło około 100 kajaków, w tym nasza drużyna. Nie bojąc się mrozu, zaprawieni wcześniejszymi spływami AZ dziarsko ruszyliśmy przed siebie.

Spływ tego dnia zaczął się w Czarnej Wodzie, a koniec zaplanowany był w Czubku, około 12 km dalej. Trasa lekka, łatwa i przyjemna. Organizatorzy obwieścili, że tego dnia ostatnim odcinku ma się odbyć wyścig – pierwsza konkurencja z zaplanowanych zabaw. Cały spływ odbył się bez większych problemów. Nadszedł czas na ostatnie 2 km i start wyścigu. Tak jak w poprzednich edycjach, konkurencja dzieliła się na kategorie kajakowo/płciowe – jedynki i dwójki osobno, z podziałem na Pan i Panów. Nasza męska drużyna została dotkliwie osłabiona – Konrad w nocy spadł z łóżka i się poobijał. Mimo wszystko dzielnie wziął udział w spływie i wyścigu. Grześ, wymieniwszy się z innym uczestnikiem spływu na szybszy kajak (podziękowania ze strony Grzesia), popłynął i zajął 4 miejsce. Męskie jedynki to nie przelewki i ogromna konkurencja dlatego brawa dla Grzesia. Nasza damska załoga była w doskonałej kondycji i Habazianki zajęły punktowane miejsca na podium – Karolinka II miejsce, a ja (Dorota) III, reszta koleżanek zaraz za nami na pozostałych miejscach. Po wyścigu zostawiliśmy kajaki w pobliskim gospodarstwie, aby z tego miejsca rozpocząć kolejny odcinek jutro. Wieczorem tradycyjnie integracja, planszówki i opowieści o niesfornych łóźkach.

 

Autor: Dorota Derlatka
Foto: Grześ

 

 

AZ-21 Jeziorka

Data: 21.01.2018 (niedziela) g. 10:00
Rzeka: Jeziorka (Górki Szymona – Chylice)
Dystans: ok. 5 km
Uczestnicy:  Dorota, Grzesio, Tomek N.
Ilość kabin: 0
Temperatura odczuwalna: -7,4

W niedzielny poranek, dla odmiany, obieramy stary sprawdzony kierunek – Jeziorka z Millenium do Górek Szymona. Jest to szybka, wdzięczna trasa w sam raz na testy nowego sprzętu. Przyrzeczne moczary są pięknie zamarznięte. Brzegi rzeki oprószone są śniegiem, a drzewa i szuwary pokryte lodem. Uroku dodaje również brak ludzi. W tych przepięknych okolicznościach przyrody płynie się bardzo przyjemnie. Po drodze mamy okazję podziwiać bażanty oraz inne, przyrzeczne ptactwo – niestety ornitologiem nie jestem, więc nie wymienię dokładnie gatunków. Lód miło skrzeczy poruszany falkami wywoływanymi przez płynące kajaki. Po drodze wymieniamy się wrażeniami z pływania tak różnymi kajakami. Czas szybko płynie i po kilkudziesięciu minutach, dopływamy do mety. Tomek zrobił nam psikusa i na końcu wydłużył sobie trasę płynąc Perełką. Tempo było dość szybkie, więc rozgrzani dotarliśmy do Chylic. Jeszcze ciepli wsiedliśmy do aut i odjechaliśmy, aby dalej cieszyć się tak pięknie rozpoczętym dniem.

 

Autor: Dorota Derlatka
Foto: Grześ